|
go,go,go blog.art.pl chat bleblog mail ashes aenema oddzial-wlodzi kasya kasya design roit darjeeling tilney (english only) podaj dalej rroarr ego-tyk-tak obecny
|
Jest prawie tak, jakbym sam siebie odziedziczył. Trafiłem tu wczoraj, szukając w sieci mojego numeru gg. Przypomnienie sobie hasła - choć skomplikowane - okazało się najprostszą częścią tego wszystkiego. Przedzieram się przez wpisy, komentarze, mrużę oczy, zdenerwowany jaskrawością wystroju (który kiedyś wydawał się jedynie-słuszny). Warstwa po warstwie. Dni ukazują się. I noce. Mitologie i zapomniane fakty. Imiona, miejsca, piosenki. Ten człowiek zwany Whispererem był kiedyś mną. Tylko że ja o nim zupełnie zapomniałem. Jak tu dogonić tego faceta, który pisywał rzeczy ostre, głupie, mocne i piękne? Tyle się zmieniło. Nawet gdybym chciał (a nie wiem jeszcze czy chcę) pozszywać Tamto z Tym, Wtedy z Terazem, Whisperera z Wiktorem K - nie wiem, w co wbijać igłę, co do czego przypasować, żeby się jakoś trzymało. Próby i błędy nastąpią. Wystrój już zmieniłem. Ciekawe, kto tu jeszcze żyw...
niedziela, 27-04-2008 [15:22:18] | komentarze [0] | dodaj komentarz
zastanawiam sie, czy powtorzy sie rok 2003. czy cos jeszcze moze mnie zachwycic, przerazic, wkurwic na tyle. czy jest jeszcze miasto wystarczajaco dla mnie wielkie. moze to miast mi brakuje, tilney moze miec racje: halasu w tle, tlumu, w ktorym mozna zniknac. ulic, ktore nie prowadza nigdzie. moze brakuje Ginny. a moze nie brakuje nic i powtorzy sie rok 2003. moze sie tu jakos wpasuje z powrotem. cholera wie. W Anglii dochodzi pierwsza po poludniu, piekna, wietrzna sobota, dzien dobry Panstwu, kope lat :)
sobota, 07-05-2005 [13:53:31] | komentarze [5] | dodaj komentarz
czytałem dzisiaj wpisy sprzed roku, sprzed 2 lat. wtedy dobrze mi się pisało o tym, czego wcale nie było, i o tym, co miało szansę zaistnieć; bo wtedy jeszcze odcinałem kupony od nastoletniości, wszystko było rozchwiane, papierosy, które paliłem, zawierały więcej nikotyny i smoły, smakowała mi wódka. i byłem cholernie niewyżyty, jeśli chodzi o seks, miałem poglądy na parę spraw, które uważałem (poglądy) za swoje i słuszne. i nie byłem pewny, co znaczy słówko "kocham". i inne takie. Sturm und Drang. sami wiecie. fajnie się wtedy pisało, i widzę teraz, że nie mam się czego wstydzić. mam cichą nadzieję, że nie zapomniałem, jak się to robi. teraz jest inaczej (to zdanie jest cholernie niesprawiedliwe, zestawia piękne czasy z pięknymi czasami i musi podnieść czyjąś rękawicę w górę; bez uwzględnienia tego, że przez rok z okładem wpisy pojawiały się na tym blogu w weekend, a jego autor dorastał w przedziałach od poniedziałku do piątku - bez uwzględnienia tego roku z okładem w ogóle). można zaryzykować stwierdzenie, że zmądrzałem i zgłupiałem jednocześnie. moja w tym głowa teraz, żeby wziąć sobie to, co najlepsze z mądrości i dziecinady, z "Sturm und Drang" i "Sweet and Mellow". i zastanowić się, naprawdę poważnie się zastanowić, czy blog - ten tutaj - jest odpowiednim kieliszkiem do takiej mieszanki.
niedziela, 27-06-2004 [17:01:42] | komentarze [679] | dodaj komentarz
zapuszczam 10000 maniacs "Because the Night", na cały głos, i "Forca" Nelly Furtado, piję kawę z przyjemnością, nie z przymusu, nie muszę palić, ale robię to, bo smakuje mi dym, mam koktajl truskawkowy. nie uznaję za konieczne ubrać cokolwiek na siebie. jestem szczęśliwy na tyle, by przed słówkiem "szczęśliwy" nie szukać epitetu. moja skóra z dnia na dzień traci swój popielatoszary odcień, nasycając się tym, co jest w słońcu, w wietrze, w powietrzu, w Twoich ustach. dziwne dźwięki i napięcia w środku, pod skórą, sugerują podobne przemiany w środku. wyłączam mózg, spuszczam myśli ze smyczy, i takie mi się podobają. zaraz zrobię sobie kawę. zapalę papierosa. i pójdę do piwnicy, poskładać rower. kiedy już będzie czysty i poskładany, zapnę za pasek szortów czerwone migające światełko, które od Ciebie dostałem, i pojadę w stronę Twojego domu na wzgórzu, gardząc perspektywą burzy, jak już mi się zdarzało. będziesz tam, pochylona nad testami albo historią Stanów Zjednoczonych. ale to będzie musiało poczekać, wiesz. na pewno od razu poznasz - i ja też - że jest coś ważniejszego niż przyszłość. że chcemy tego czegoś ważniejszego, teraz. potem będę wracał szczęśliwy, mogę nawet wypieprzyć się rowerem na którymś rondzie, zedrzeć skórę do krwi na mokrym, czarnym asfalcie, i będzie wciąż dobrze. nie wiem, jak jeszcze to określić. muszę po prostu zrobić coś ze swoim ciałem, a najbardziej pasuje mi umieścić je w bliskim sąsiedztwie Twojego :)
środa, 23-06-2004 [10:00:03] | komentarze [0] | dodaj komentarz
udało się (a kiedy to mówię, mam na myśli mniej więcej wszystko, co działo się w moim życiu od października zeszłego roku do teraz). 'bye.
sobota, 19-06-2004 [15:03:23] | komentarze [1] | dodaj komentarz
piwo lepiej smakuje po całym dniu spędzonym na powietrzu; rano, już o 7.50, pani z komisji wyborczej wpuściła mnie, żebym sobie zagłosował. potem dłuuuga wędrówka, pieszo, tylko ja, plecak, Powerade i Marlboro, i tak sobie szedłem, ktoś kto mnie widział pewnie słyszał w tle gitary i banjo, a nie było nawet dziewiątej. od dziesiątej do siedemnastej, z przerwą na hot-doga, uczyłem przyszłych żeglarzy jak nie narobić w portki przy silniejszym wietrze. od siedemnastej do dwudziestej włóczyłem się z Ginny po centrum Rybnika, leżąc na trawie za sceną, na której grała orkiestra dęta, spacerując po wystawach, całując ją w dziwnych miejscach, pijąc piwo. które smakowało lepiej. teraz anglia wygrywa 1:0 z Francją; teraz mógłbym umrzeć, zanim się wszystko pogorszy ;>
niedziela, 13-06-2004 [21:45:39] | komentarze [0] | dodaj komentarz
więc tak, jeśli za tydzień uda mi się zachwycić pana profesora znajomością Joyce'a, Winterson i brytyjskiej literatury w ogóle, będzie średnia 5.0. pięć koma zero. przez całe liceum nie miałem takiej. więc chyba dobrze mi na anglistyce, dobrze mi w kuchni gotować z bratem spaghetti, dobrze mi podróżować po Górnym Śląsku, dobrze mi żyć, nawet jeśli to męczy cholernie.
piątek, 11-06-2004 [20:29:59] | komentarze [5] | dodaj komentarz
pies w domu Ginny, czyli Misia, jest już duża (choć może to efekt tego, że potrafi już stawiać uszy na sztorc). Ginny gotuje bardzo dobrą zupę cebulową. a gdy tu tak sobie rozmawiamy, w kuchni moja mama przyrząda równie dobrą chińszczyznę. jutro.
sobota, 22-05-2004 [22:09:53] | komentarze [0] | dodaj komentarz
przed budką z lodami stoją dwie panieny i patrzą na cennik. - a jak smakuje mango? - jak mango...:) żyję i jest cool, z tym że sesja i inne takie. obejdą się Państwo beze mnie z całą pewnością :)
sobota, 22-05-2004 [10:56:06] | komentarze [0] | dodaj komentarz
więc w każdym razie, mówię Jej w zatroskane oczka po drugiej stronie stołu, jeśli Ci się nie uda w tym roku to nauczysz się wymiatać na komputerze, wystroju wnętrz i gotować smaczne i pożywne zupy. tak ja bym zrobił, powiedziałem. i nagle zrozumiałem, że faktycznie tak bym zrobił i nawet nie musiałbym się starać, że ta perspektywa jest jednak na tyle kusząca, by w poniedziałek móc zgłosić się w dziekanacie z odpowiednim pismem, że w każdym momencie-- nie wiem już, co mnie od tego pomysłu odwiodło, i teraz, kiedy próbuję do niego wrócić, nie jest już tak Jedynie Słuszny jak wtedy. chyba jednak przez to, że wiał wiatr, padał deszcz i dziekanat był zamknięty, bo sobota, zresztą był daleko. a Ona wciąż tak samo piękna i piękniejsza coraz bardziej. wczoraj w nocy myśl, że są kobiety, które wyobrażam sobie tylko z rozłożonymi nogami - i takie, które nigdy nie dają się tak wyobrazić - a pomiędzy cała reszta. pokarano mnie za takie myśli potem atakiem niestrawności, 2a.m. cóż, kiedy Ona wciąż piękna, ale jakoś tak inaczej piękna. kiedy ją poznałem, potrafiła rozśmieszyć i rozpalić jednym spojrzeniem, teraz jest już dorosła i potrzebuje po jednym spojrzeniu do tego i tamtego. słucham Bjork&Vivaldiego, czytam Deleuze&Guattari (to się odmienia? gdyby się odmieniało, rymowałoby się z Vivaldim ;P) sprężam się. s-p-r-ę-ż-a-m.
sobota, 15-05-2004 [22:16:45] | komentarze [0] | dodaj komentarz
|