| this shit is fucked | |
| / | |
|
porady psychologiczne: potrzebny_mi at o2.pl |
Jak pewnie wiecie - choć możecie też nie - ostatnio dużo czasu spędzam w szatni. Szatnia jest ładna, przestronna i jest w niej dużo wieszaków. Jak to w szatni. Ludzie jednak przestali mnie jakoś pytać, czy mogą zostawić odzienie wierzchnie. Może dlatego, że jest lato. A może zrozumieli, że moja szatnia nie jest szatnią, choć przecież nią jest. W każdym razie spędzam w niej tak wiele czasu, że zaczynam fantazjować, żeby w niej zamieszkać. Z porzuconych parasoli, ubrań i książek zbieranych dla biblioteki Centrum Onkologii, które nigdy nie zostały odebrane, mógłbym sobie wybudować szałas. Miałbym bliżej to pracy. W podziemiach naszego centrum z pewnością znalazłby się jakiś prysznic. I mógłbym ostatecznie przestać myśleć, że są jakieś inne miejsca niż szatnia. Niestety utrudniają to co rusz pojawiający się ludzie. Nie tylko dlatego, że stresuje mnie, gdy po moim domu wędrują obcy, choć też. Głównie jednak dlatego, że uświadamiają mi, że istnieje świat poza szatnią i ludzie, którzy w nim uczestniczą. Dlaczego w nim uczestniczą, kiedy ja siedzę w szatni? Nie wiem, nie rozumiem. A może oni mają swoje szatnie, z których wychodzą, aby uczestniczyć? Tak jak ja, kiedy wychodzę by uczestniczyć? Nie, żeby uczestnictwo było jakąś moją pasją. Nie lubię podróży i świat, w przeważającej większości, wydaję mi się raczej przerażający i pełen zgrozy, choć oczywiście są też miłe rzeczy. Chyba mam hemoroidy. To znaczy wszyscy je mamy. Ale tylko około 60 procent populacji ma z nimi problemy. I chyba dołączyłem do tej większości. Choć może to po prostu ból z dupy. Czy nigdy już nie opuszczę szatni? Czasami myślę, że nigdy. wtorek, 10-08-2010 [17:49:04] | wyznania miłości i wiary [16] | chcę powiedzieć coś miłego Zrobiła się z tego bloga strona z ogłoszeniami, ale cóż. Starość, nie radość. Siedlce, 13 maja Spotkanie z Jasiem Kapelą poświęcone jego najnowszej kiążce pt. Janusz Hrystus. 13 maja, czwartek godz. 19.00, Kawiarnia Awangarda (I piętro), ul. B. Joselewicza 4 Sopot, 14 maja: Misja w literaturze Dyskusja pt. „Misja w literaturze”. Udział wezmą Marta Dzido, Jakub Żulczyk i Jaś Kapela. Prowadzenie: Przemysław Gulda wtorek, 11-05-2010 [13:50:28] | wyznania miłości i wiary [12] | chcę powiedzieć coś miłego Więc podobno mam dysuktować o tym: "Czy żyjemy w wideokracji, czy demokracji?". Nie jestem pewien, czy cokolwiek wiem na ten temat, ale się okaże: 7 maja, piątek, godz. 19.30, Poznań, Muza Mauro Caterina (włoski dziennikarz związany z „Il Manifesto”) A poza tym zapraszam na moje ( i Kai Malanowskiej) spotkanie autorskie: "Miłość i inne depresje Ona: wykształcona, zamężna, z dzieckiem. Kochająca i kochana, ale nieszczęśliwa. Coś nieustannie zgrzyta w tym mechanizmie, który powinien działać bez zarzutu. Podobno jest chora, ale może to tylko wymówka? On: uważnie przygląda się światu, choć głównie z okna swojego mieszkania. Tu, między telewizorem, kanapą i komputerem, ma wszystko, czego potrzebuje do swojego nie-życia. Do tego rzuca go dziewczyna. Podobno ma na nazwisko Hrystus, ale czy to go zbawi? Miejsce akcji: Warszawa, choć równie dobrze każde inne większe miasto w tym kraju. Czas akcji: współczesność, właściwie wczoraj. Zapraszamy na spotkanie z Kają Malanowską i Jasiem Kapelą, którzy opowiedzą, co dręczy bohaterów ich powieści i po co im literatura. poniedziałek, 03-05-2010 [14:47:35] | wyznania miłości i wiary [15] | chcę powiedzieć coś miłego No i jest. Piękna, pachnąca, w aksamitnej folii. Nowy, lepszy Janusz Hrystus. Moja dziewczyna uważa, że jest obrzydliwy i pewnie ma racje. Cóż. Każdy pisze takie książki, jakie potrafi. czwartek, 15-04-2010 [17:04:35] | wyznania miłości i wiary [21] | chcę powiedzieć coś miłego Pojechałem do Białegostoku, bo gdzieś musiałem pojechać. Miałem już dosyć tego miasta, jego nieznośnej niesamowitość, miasta, które nigdy nie śpi i w którym zawsze coś się dzieję. Musiałem się stąd wydostać. A tak naprawdę to miałem w Białymstoku wieczór autorski, umówiony już od miesięcy, więc dzień wcześniej grzecznie sobie kupiłem bilet, a od tygodnia załatwiałem zastępstwo w pracy. Które udało się jednak załatwić dopiero w ostatniej chwili, ale jednak się udało, więc oddałem wszystkie klucze i przeszkoliłem dzielnego wolontariusza Arka na okazję obsługiwania programu do sprzedaży książek i terminala kart kredytowych. I mogłem się zbierać. Ale jeszcze zanim się to zdarzyło, zgłosił się do mnie mężczyzna przedstawiający się jak mąż Jadwigi Staniszkis, z którą się rozwodzi. Że jest mężem Jadwigi Staniszkis, sprawdziłem już wcześniej, gdy już wcześniej się tak przedstawiał, a ja, jak to ja, wszystkie rewelacje sprawdzam w google, żeby mieć potem na ich temat zdanie. Maż Jadwigi Staniszkis jest rzeczywiście mężem Jadwigi Staniszkis, choć aktualnie się rozwodzą - takie jest moje zdanie na ten temat, na podstawie faktów, które udało mi się zgromadzić, za pomocą google oraz innych narzędzi też. Jest jej mężem, choć wcale nie wygląda. A wręcz przeciwnie, wygląda jak zaprzeczenie męża Staniszkis, jeśli byśmy wyobrażali sobie jej męża, na podstawie wyobrażeń, jakie mamy na temat jej samej. Jest radosnym gnomem, bezczelnym wagabundą, postacią z powieści łotrzykowskiej, spłodzonym w białostockiej puszczy przez żydowskich bandytów. Kiedyś ponoć przez trzy tygodnie mieszkał na Dworcu Centralnym, zupełnie bez pieniędzy, żeby lepiej poznać to miasto. Ponoć robi tak w każdym mieście, które odwiedza. O swoich podróżach i miastach napisał książkę, która wychodzi właśnie po holendersku i angielsku. Jako młody chłopak zatrudnił się na okręcie jako kapitański salon boy. Już wtedy znał kilka języków, co imponowało jego pracodawcy, ale na marynarzy miał wpływ wręcz przeciwny, więc chował się przed nimi w zakamarkach okręty i pisał wiersz o morzu. Ale to była dawno, bo teraz przychodzi do mnie do szatnio-księgarni i mówi, że szuka odważnego dziennikarza, który jest gotowy zrobić karierę i pójdzie z nim do IPN-u. Żaden ze mnie dziennikarza, odważny też specjalnie nie jestem, więc mówię, że mogę spróbować mu pomóc (mówię tak wszystkim), ale niestety nigdzie z nim nie pójdę, bo jadę dzisiaj do Białegostoku. Tak? - zaciekawił się pan mąż Staniszkis - to ja jadę z Tobą. Nie śmiałem się sprzeciwiać synowi żydowskich bandytów, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nim właśnie jest i z Białostocczyzną łączy go coś więcej niż fakt, że postanawiał tam się ze mną wybrać. Więc pojechał ze mną. Bo dlaczego miałby nie pojechać, skoro mógł? Osobiście znam parę powodów, ale dla męża Staniszkis nie są one wystarczające. Zresztą nie jestem pewien, czy jakiekolwiek powody są dla niego wystarczające. Czy cokolwiek jest. Włóczęgowska beztroska, jaką promieniuje, zdaje się być rewersem podskórnego nihilizmu. Jeśli ktoś nie waha się w ciągu trzech sekund zdecydować o wyjeździe do Białegostoku, zapewne nie waha się również podejmować wielu innych decyzji powszechnie przez społeczeństwa uznawanych za niemoralne. A poważnie - jest w panu Michale coś diabolicznego. Lecz ja diabłów się nie boję, a jedynie systemów, więc pojechaliśmy razem do Białegostoku. Na mój wieczór autorski i nie mój, bo demokratyczny, slam. Ja promowałem książkę "Janusz Hrystus", której jeszcze nie ma, więc nikt poza za mną jej tam nie czytał, a pan Michał promował siebie i wygrał slam opowiadając, że jest mężem Staniszkis, synem żydowskich bandytów, którzy uciekli z białostockiego getta i śpiewając autorski, holenderski przekład "Kiedy ranne wstają zorze". Zresztą nie oszukujmy się byłem już na dziesiątkach wieczorów, na których promowałem swoje książki, których nikt tam nie czytał, nawet jeśli były. Książki to książki, a wieczory autorskie, to wieczory autorskie. Jedno jest niczym więcej jak pretekstem dla drugiego. A potem poszliśmy się upić i okazało się to trudniejsze, niż można się było spodziewać, choć, tak naprawdę, próbowałem się upić, odkąd tylko dotarłem do stolicy kraju żubra. Najpierw okazało się, że muszę mieć dwa dowody, żeby kupić dwa piwa. Choć następnego dnia miałem dwudzieste szóste urodziny, więc nie wiem, po co mi nawet jeden. Jeszcze potem okazało się, że nawet dowód nie wystarczy, żebym mógł kupić sobie piwo, a złośliwi barmani nie chcą sprzedać mi nawet wody. A przecież mogliby, skoro ich argumentem było, że nie mogę pić piwa, bo jestem zbyt pijany. Ale dlaczego nie mogę pić wody, już nie chcieli powiedzieć. Oczywiście nie byłem dość pijany, skoro to wszystko pamiętam. Więc mam podejrzenia, że kryły się za tym, jakieś głębsze powody. Na przykład nowa polityka antyalkoholowa w stosunku do polskich poetów. Na pewno, w jakiejś komisji sejmowej ktoś doszedł do wniosku, że poeci piją za dużo piwa, co nie jest dobre dla Polski. Jeśli moja interpretacja wydaje się państwu cokolwiek wydumana, śpieszę donieść, że to samo zdarzyło się innemu poecie, dzień później, już w Warszawie. Nie piszcie wierszy, bo nie będą wam sprzedawali piwa. Zresztą myślę, że to tylko początek. Poeci są awangardą społeczeństwa. Na nich wszystkie represje spadają jako pierwsze. Najpierw zakażą pić piwa poetom, potem nie opłacającym ubezpieczenia zdrowotnego. A na koniec wszystkim. Męża Staniszkis widziałem po raz ostatni jak wsiadał do taksówki, z jakimiś groźnie wyglądającymi i, z pewnością, pijanymi ludźmi. To byli, co prawda, moi towarzysze z Klubu Krytyki Politycznej w Białymstoku. Ale kto wie, co z nim zrobili. Jakoś się jednak o niego nie boję. Mąż Jadwigi Staniszkis ma z pewnością dziewięć żyć i z pewnością, jak kot, zawsze spada na cztery łapy. Więc, jeśli jesteście odważnymi dziennikarzami i chcecie zrobić karierę albo lewicowymi działaczkami i macie ochotę na romans ze starszym mężczyzną, sinologiem z holenderską emeryturą i doradcą Ministerstwa Finansów w tworzeniu programu walki z korupcją, to już wiecie, z kim musicie porozmawiać. Poznacie go z łatwością. Wyobraźcie sobie przeciwieństwo męża Jadwigi Staniszkis i to będzie właśnie on. czwartek, 25-03-2010 [18:06:28] | wyznania miłości i wiary [12] | chcę powiedzieć coś miłego Kiedyś już o tym pisałem w jakimś wierszu, że mam urodziny w Światowy Dzień Wody. Szkoda, że nie wódy. Haha. Nie ma to jak dobry żart. Ale średnio mi do śmiechu. Dwadzieścia sześć lat, siedemset złotych na koncie do końca miesiąc, a ludzie na facebooku myślą, że mam pryszcze. Czasem mam. I co? Chcecie się bić? Ja czasami chcę, ale nie aż tak bardzo, żeby to robić. Choć ostatnio dopierdala się do mnie, chyba pierwszy raz w życiu, koleś mniejszy ode mnie, więc być może, że w końcu się nie powstrzymam. Nie ma co się powstrzymywać za bardzo. Ontologia Libidalna. Chyba Lyotard o tym pisał. A może ktoś inny. A może nikt i ten wspaniały temat dopiero czeka na swojego odkrywcę. Ale jakoś nie sądzę. Choć ostatnio sądzę raczej dużo i chętnie. Taka już dola lewicowego celebryty. A może niszowego? Terminologia już mi się miesza. Za dwadzieścia lat będę pewnie głupi prawie jak Rafał A. Ziemkiewicz. Być równie głupim chyba jednak nigdy mi się nie uda. Choć może nie doceniam pewnych uroków rzeczywistości. Ale może nie powinienem tutaj RAZ-a obrażać. Bynajmniej nie dlatego, że za dwadzieścia lat będę sobie pluł w brodę. Choć to też możliwie. Ale znając skłonności masochistyczne prawicowych publicystów całkiem możliwe, że to czyta i jeszcze mnie pozwie. Ostatnio wszyscy się pozywają. Taka moda, chyba. Choć Ziemkiewiczowi pewnie nie wypada. W końcu jest przeciwko politycznej poprawności. Nie wiem. Nie ważne. I tak już mu poświęciłem za dużo zdań. A miało być o mnie. Cholerni prawicowy rujnują mój rajski, narcystyczny żywot. Kiedyś jeszcze się zemszczę. A tymczasem możecie mi życzyć powodzenia. I kupić piwo. Imprezy nie będzie. wtorek, 16-03-2010 [21:56:34] | wyznania miłości i wiary [20] | chcę powiedzieć coś miłego Jeśli myśleliście, że moją nową książkę będzie może można jutro kupić, to myśleliście tak samo jak ja, ale nie mieliście racji. Pociesza was, że myliliśmy się razem? Mnie nie specjalnie. Nie wiem, dlaczego jest tak jak jest. Ale wiem, że jest jak jest. Nie jest w każdym razie też tak, że nigdy jej nie będzie. Kiedyś będzie na pewno. I już na przykład 13 marca w Toruniu będzie można posłuchać co mam do powiedzenia na temat książki, której nie ma. A także co mają do powiedzenia na ten sam temat dziewczyny z tamtejszego klubu Krytyki Politycznej, których nazwisk w tym momencie nie pomnę i nie mam jak sprawdzić, ale istnieje we mnie silne przekonanie, że jedna z nich nazywa się Monika, a druga Marta. Ale mogę się mylić. Prawie zawsze mogę się mylić, jak pokazuje choćby przykład, że nie wiedzieć czemu sądziłem, że premiera mojej nowej książki będzie jutro. Ale nie będzie. I to jedno wiem na pewno. czwartek, 04-03-2010 [15:38:03] | wyznania miłości i wiary [27] | chcę powiedzieć coś miłego Kupiłem sobie słoik dżemu. Porzeczkowego, żeby wszystko było jasne. 320 gram. Bez cukru, bo słodzony zagęszczonym sokiem owocowym. I jadłbym sobie spokojnie ten dżem, gdybym na etykiecie dziś rano nie przeczytał, że po otwarciu należy spożyć w przeciągu tygodnia. Jak można zjeść słoik dżemu w tydzień? I proszę sobie wyobrazić, że nie jest to największy z moich problemów. środa, 10-02-2010 [20:22:46] | wyznania miłości i wiary [27] | chcę powiedzieć coś miłego Chciałem napisać felieton o tym, że używanie słowa „laska” w stosunku do niektórych dziewcząt jest mądre i słuszne, ale zamiast tego napisałem o Julii Piterze. Czy to czyni z niej laskę? Niestety chyba nic nie jest w stanie uczynić z niej laski. Ale jakoś mnie to nie martwi. Co zatem mnie martwi? To samo, co zawsze. Globalne ocieplenie, wojny w Afryce i los wielorybów. Poważnie. Ostatnio nie mogłem zasnąć, bo myślałem o wielorybach. To znaczy poważnie tak nie myślałem, ale potrafiłby sobie wyobrazić taką sytuacje. I żałuję, że to na ja byłem jej uczestnikiem. Jestem natomiast uczestnikiem innych sytuacji. Aktualnie jest uczestnikiem sytuacji „Jaś siedzi w księgarni i myśli, że jak ktoś zaraz nie kupi jakiejś książki, to kogoś zajebie.” To nie jest bardzo komfortowa sytuacja. Ale może być. Czy nie wydaję się wam, że zamiast pisać te wszystkie kiepskie powieści, wiersze i felietony powinienem po prostu opisywać własne życie? Czyż nie jest o niebo ciekawsze? Kiedy w końcu będę mógł wydać notki zebrane? Nie mogę doczekać się tego dnia. To znaczy może już mogę. Tylko boję się sprawdzić. Może być i tak. piątek, 29-01-2010 [18:34:43] | wyznania miłości i wiary [8] | chcę powiedzieć coś miłego Dziś pociesza mnie tylko to, że gdybym tylko nabrał ochoty zawsze mogę napisać "kurwa, kurwa, kurwa" na stronie głównej Krytyki Politycznej. piątek, 15-01-2010 [13:03:07] | wyznania miłości i wiary [13] | chcę powiedzieć coś miłego Więc jeśli o mnie chodzi to kolejna książka trzeciego marca. Jeśli dobrze usłyszałem na kolegium wydawniczym. A mogłem źle usłyszeć, bo byłem trochę zestresowany powagą sytuacji. Bo kolegium dotyczyło mojej książki tylko w jakiś pięciu promilach, a poza tym mnóstwa innych poważnych spraw, o których nie mam pojęcia. A przynajmniej staram się nie mieć. Teraz jak widzę jak bardzo zajęci są moi redaktorzy już w ogóle nie będę miał serca zawracać im czymkolwiek głowy. A przecież powinienem. Dlatego pisarze nie powinni uczestniczyć w kolegiach wydawniczych. Ale mniejsza z tym. Z czym zatem większa? Sam się zastanawiam. I niewiele mi przychodzi do głowy. A powinno, bo przecież budujemy nowy wspaniały świat. Na razie, co prawda, tylko Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, ale może z czasem dojdziemy też do Prowincji Kultury. A potem może Centrum innnych rzeczy. I Prowincja też. Poza tym czytam "Clint Eastwood. Seks i sława" i parę innych rzeczy też. Na okładce tej książki jakaś laska zeznaje, że każda kobieta, z którą rozmawiał czuła, że ma u niego szansę. To w ogóle bardzo dziwna książką. Aha. I jeszcze Tomasz P. Terlikowski twierdzi, że moja działalność jest szkodliwa dla Polski, a Kazimiera Szczuka dała mi pięć złotych napiwku. Ale o tym wiedzą już wszyscy, którzy czytają mojego facebooka. Zaczynam być jak Hitler. Wszystko sprawdzam na facebooku, a gdy nic tam nie ma, strasznie się denerwuje. piątek, 08-01-2010 [23:33:28] | wyznania miłości i wiary [7] | chcę powiedzieć coś miłego Do księgarni, gdzie pracuję, właśnie weszła piękna dziewczyna i zapytał, czy jest książka "Stosunek seksualny nie istnieje" Jasia Kapeli. A ja musiałem powiedzieć, że nie ma. Bo nie ma. wtorek, 22-12-2009 [16:11:20] | wyznania miłości i wiary [18] | chcę powiedzieć coś miłego Co zrobić, gdy ma się ochotę robić nic? Ale nie - nic nie robić. Bo nie mam też ochoty nic nie robić. Czuję, że muszę coś zrobić, ale nie chcę nic robić i na dobrą sprawę właściwie nie muszę. Nic nie muszę i nic nie chcę, a jednak doskwiera mi dyskomfort, że może by tak jednak coś. Ale co? Nie chcę mi się czytać, ale nie chcę mi się nie czytać. Nie chcę mi się pić herbatę, ale nie chcę mi się też jej nie pić. Wolałbym po prostu na chwilę zniknąć i pojawić się kiedyś w przyszłości, gdy to uczucie zniknie. Ale takie uczucia nigdy nie znikają. I zawsze mam poczucie, że to nie do końca tak, nie tak jakbym chciał, nie tak jakbym miał ochotę. W spodniach źle, bez spodni też źle. Na kanapie źle, przed komputerem niedobrze. W internecie strasznie, bez internetu też nieprzyjemnie. Można być coś zjeść, ale nie mam właściwie na nic ochoty. Poszedłbym spać, ale nie jestem senny. Napisałbym coś, ale nie mam siły. Więc pozostaje to, co jest. Czyli niewiele i niezbyt przyjemnie. środa, 16-12-2009 [23:44:37] | wyznania miłości i wiary [8] | chcę powiedzieć coś miłego "Księgarnia Krytyki Politycznej w Nowym Wspaniałym Świecie już otwarta! Księgarnia czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 11.00-19.00. niedziela, 13-12-2009 [00:19:16] | wyznania miłości i wiary [6] | chcę powiedzieć coś miłego Wydałem osiemdziesiąt złotych na leki i od razu poczułem się lepiej. Pieniądze jednak mają jakiś sens. A może to dlatego, że spotkałem w aptece Jerzego Pilcha? Jeśli dobrze usłyszałem, kupował jakieś czopki. Niektórzy mają jednak gorzej. Nie ucieszył się na mój widok, ale on często ma taką skonsternowaną minę, więc to jeszcze nie znaczy, że wiem, kim jestem. Z drugiej strony często ludzie wiedzą więcej niż by chcieli. sobota, 05-12-2009 [17:55:05] | wyznania miłości i wiary [8] | chcę powiedzieć coś miłego Chyba zgodzą się państwo, że: "Bunt, jest to jedna z ludzkich postaw. Jego podstawą zawsze jest sprzeciw wobec czegoś potężnego i zwykle towarzyszy mu nadzieja na zwycięstwo. Buntownicza postawa zrodziła się w człowieku, ponieważ nie ma osoby, która przystałaby na wszystko, co oferują bądź nakazują jej inni. Dlatego śmiało mogę stwierdzić, iż każdy na swój sposób się buntuje." W związku z czym zapraszam na spotkanie: "Bookarest Serdecznie zapraszamy na czwarte spotkanie z cyklu Kapitalne Rozmowy - Bomba w Bookarest. Temat spotkania: Bunt w polskiej prozie Goście: Sylwia Chutnik, Jan Kapela i Jakub Żulczyk Spotkanie poprowadzi: Agnieszka Wolny-Hamkało" piątek, 04-12-2009 [11:50:27] | wyznania miłości i wiary [13] | chcę powiedzieć coś miłego Mój boże, jestem w pracy! Ale takiej pracy, pracy. Siedzę gdzieś i mam coś robić. Na razie co prawda tylko posprzątałem swoją klitkę, ale pewnie już wkrótce przyjdą jacyś ludzie i będą czegoś ode mnie chcieli. Powiedzcie im, żeby tego nie robili. piątek, 27-11-2009 [12:42:26] | wyznania miłości i wiary [11] | chcę powiedzieć coś miłego Jeżdżenie autobusem okazało się wcale nie być taki czilałtowe jak się spodziewały. Zamiast jechać autobus stoi w korku, a człowiek denerwuje się, że stoi zamiast jechać. I jeszcze bruch go boli, bo głodny, ciepło jest, bo grzeją, a rozbierać się nie warto, bo droga krótka, ale coraz dłuższa przez ten korek. Dlaczego auobusy stoją w korkach? I czy we wszsytkich krajach jest tak, że zimą śmierdzi w komunikacji miejskiej? Czy to nasza lokalna specyfika? poniedziałek, 16-11-2009 [16:45:02] | wyznania miłości i wiary [23] | chcę powiedzieć coś miłego Jowisz jest 1300 razy większy od Ziemi. Wiedzieliście o tym? Przecież to nienormalnie. Przeczytałem to na kapslu Tarczyna i pomyślałem: o, kurwa. Tak nie może być. To zupełnie bezsensu. Jak on może być 1300 razy większy od Ziemi? A teraz wróciłem do domu i mam plan poleżeć na kanapie. Potem mam plan pojeździć autobusami, a potem chyba znowu mam nadzieję leżeć na kanapie. To dobry plan, myślę sobie, więc śpieszę czym prędzej wcielić go w życie. poniedziałek, 16-11-2009 [13:22:06] | wyznania miłości i wiary [0] | chcę powiedzieć coś miłego Od wczoraj przymierzam się, żeby coś tu napisać, ale nie bardzo wiem, co. Bo chyba nie to, że znowu nie wygrałem konkursu na najlepszy blog literacki roku. Nie wiem, co prawda, czy w ogóle startowałem. Ale i tak jest mi przykro. Nie jakoś bardzo przykro. Ale na pewno bardziej przykro, niż gdybym wygrał. W każdym razie obejrzałem blogusie laureatów i nie ma wątpliwości, że konkurs był ustawiony, bo jestem od nich lepszy. Moje życie jest ciekawsze, a moje wpisy zabawniejsze. Nawet jeśli od pewnego czasu tak rzadkie. Szymborska też pisze tylko wiersz miesięcznie, a dostała Nobla. Nobel, co prawda, też jest ustawiany, ale, jako osoba o słusznych poglądach, mam na niego większe szanse niż na wygranie konkursu na najlepszy polski blog literacki. A może się mylę? To się jeszcze okaże. Odkąd ostatnim razem nie wygrałem kumulacji w lotto zniechęciłem się do konkursów. Piszę jakbym w ogóle był kiedyś do nich przekonany. A nigdy nie byłem. Konkursy literackie to szajs, bo nie ma żadnej instancji władnej zdecydować, że jedna książka jest lepsza od drugiej. Podobnie, podejrzewam, jest też z innymi rodzajami konkursów. Na przykład nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego jakiś sportowiec wygrywa tylko dlatego, że szybciej biega, skoro inni robią na przykład fajne miny albo mają bardziej obcisłe spodenki. Zresztą, czy zawsze muszą być zwycięzcy i przegrani, lepsi i gorsi? Nie sądzę. Niestety moje sądy nie mają wpływu na sytuację społeczną na świecie. A szkoda. Nie jakaś wielka szkoda, bo nie wiadomo, czy miałoby to na nią dobry wpływ. Ale na pewno byłoby śmiesznie. Zresztą teraz też jest. Jeśli się przyjrzeć. Wystarczy poczytać gazety. Można się na przykład dowiedzieć, że czescy żołnierze dorysowali sobie na hełmach znaczki SS. Nieśmieszne? A przepraszam jak się mają czuć mieszczańscy piwosze, którzy nagle lądują na pustyni pełnej smagłych mudżahedinów wyglądających jakby uciekli z Prince of Persia, lecz, zamiast w znane z gry szabelki, uzbrojonych w podrabiane kałasze, które strzelają zupełnie prawdziwymi kulami. Jak oni mają się czuć? Czy nie mogą się czuć jak obrońcy białej rasy? I czy z drugiej strony nie jest to śmieszne? Czesi jako ostatni przedstawiciele rasy aryjskiej. Powinni się jeszcze skumać z Bułgarami. Albo przynajmniej Polakami. I pewnie to robią. Ale mniejsza z tym. Kogo obchodzą czescy naziści? Mnie by obchodzili, gdyby grali jakiś solidny death metal. poniedziałek, 09-11-2009 [18:34:21] | wyznania miłości i wiary [8] | chcę powiedzieć coś miłego |