this shit is fucked

Wczoraj biłem się z mistrzem Polski. Co prawda nie wiem, w czym był mistrzem, ale krzyczał tak, gdy w radiowozie policjant uchylił okienko. "Takich jak ja nie ma więcej, jestem mistrzem i wicemistrzem." Ale nie powiedział czego. "Biłem się" zresztą to za dużo powiedziane. Głównie uciekałem, gdy biegł za mną i krzyczał, że mnie zabije. Na szczęście szybko się zmęczył. A ja szybko biegłem. Nie wiedziałem, że umiem biegać tak szybko. Ale, gdy zaczął mnie gonić stukilowy mistrz Polski, błyskawicznie wzbogaciłem się w tę wiedzę. A gonił mnie, bo, gdy dostałem cios w zęby, odruch wyuczony na Krav Madze kazał mi oddać kopniakiem w jaja. Potem koleżanka twierdziła, że trafiłem raczej w splot słoneczny. Więc właściwie w brzuch, a że brzuch miał wielki jak beka, to nie mogłem mu zrobić żadnej krzywdy. Ale i tak był w szoku, że taki knypek jak ja się stawia. No, a potem chciał mu pomóc jego dwumetrowy kolega z Pruszkowa, a potem powstrzymała go jego laska. A mnie zasłaniała siostra. No, a potem już tylko mnie gonił. A ja biegłem tak szybko, że aż dobiegłem na policję. I prawie udało nam się z siostrą przekonać policjantów, żeby zabrali kolesi na izbę, bo w innym razie tylko powództwo cywilne, a komu by się chciał szlajać po sądach, z powodu marnego ciosu w zęby, ale wtedy mistrza Polski zaczęło boleć serce. I tak bardzo go bolało, że trzeba było wezwać karetkę. Co jest pożyteczną wiedzą. Gdyby ktoś was chciał zabrać na izbę to serce tak was boli, że trzeba wezwać karetkę. Wierzcie mi, że wolicie spędzić noc w szpitalu.

środa, 17-06-2009 [12:29:37] | chcę ci powiedzieć że cię kocham


wyznania miłości i wiary:

ola
środa, 17-06-2009 [15:43:44]
ładnie to napisałeś
Logiczna
czwartek, 18-06-2009 [10:25:04]
tak, zgadzam się z <Olą>, ładna historia. Ale muszę napisać, że kilka szczegółów jednak zachwiało moją wiarę w prawdziwość tej fikcji. Mianowicie napisałeś, że mistrz odjeżdżał radiowozem, głośno chwaląc się swoimi tytułami - i tutaj pierwsza wątpliwość, przecież bolało go serce!
Druga wątpliwość - dlaczego napisałeś, że dobiegłeś na policję (od razu pomyślałam o komisariacie), a nie do policjantów/radiowozu? Bo to zmienia postać rzeczy, jeśli dobiegłeś na komisariat a mistrz nadal Cię gonił, to chyba był gdzieś blisko komisariatu i policjanci nie potrzebowali radiowozu. Ostatnia wątpliwość, ale przypuszczam, że o to niedopowiedzenie właśnie chodziło - odjechał karetką czy radiowozem - historię wyjaśniasz na samym początku, że jednak spędził nockę pijąc herbatkę z policjantami - a mimo wszystko na końcu człowiek ma co do tego wątpliwość...
Pozdrawiam :)
Syśka
czwartek, 18-06-2009 [13:37:11]
Pewna sprzeczność zachodzi...ale! może panowie policjanci odwieźli mistrza na szpital, tak po znajomości ;)
Mimo tego, nadal składam hołdy poddańcze w stropnę autora i pozdrawiam.
jaś>Logiczna i Syśka
czwartek, 18-06-2009 [13:56:08]
Więc tak. Nie napisałem, że odjeżdżał, tylko, że krzyczał przez uchylone okienko. Ale każde okno ma dwie strony. Mistrz był na zewnątrz i krzyczał do policjanta, który był w środku. A dobiegłem nie na komisariat, ani nie do radiowozu, tylko do policji właśnie, który przy barbakanie ma taką budkę z dykty. Tam siedział policjant, który wezwał radiowóz. Który nas zabrał i razem ruszyliśmy w pogoń za bandytami. I jak ich dogoniliśmy, to zaczęła się akcja z sercem, przyjechał karetkę i zabrała mistrza. A pozostali zostali spisani i sobie poszli. Teraz wszystko jasne? To jednak ciekawe jak na wszystko można patrzeć z różnych stron.
Caviardage [strona]
czwartek, 18-06-2009 [13:59:10]
Oj tam czepiacie się... To się po prostu dobrze czyta i chyba o to chodzi. Ale żeby zaraz analizować i rozbiór logiczny robić... Bez przesady.
Logiczna
czwartek, 18-06-2009 [18:54:12]
Tak, teraz wszystko jasne - dziękuję za wytłumaczenie! Teraz bawi mnie moja interpretacja - ale nie była ona całkiem bezpodstawna:) Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - niektórzy siedzieli 16-stego w domu i nie widzieli starcia intelektualistów z mistrzami i wicemistrzami Polski, dlatego mogli mieć wątpliwości. Rzeczywiście bardzo dobrze się czyta, bo aż postanowiłam skomentować - a to znaczy, że interesująca historia to była. Pozdrawiam i gratuluję jasności umysłu przy tak ekstremalnej sytuacji. Należy jedynie ubolewać nad tym, że tacy mistrzowie od czasu do czasu jednak wygrywają.
Syśka
piątek, 19-06-2009 [13:42:23]
Czy mistrz mistrzem może byc, kiedy ze strachu (?) przed patrolem prewencyjnym zaczyna bolec go serce? ;) Owe mistrzostwo zostało wystawione na próbę, a może to Jaś, Jan, pan Kapela (?) doprowadził (v-ce)mistrza do takiego stanu?;)
Pozdrawiam.
KczK [strona]
piątek, 19-06-2009 [15:09:39]
ty jasiu byłbyś wdzięcznym obiektem badań wiktymologicznych
KczK [strona]
środa, 24-06-2009 [18:39:25]
podobno przyjeżdżasz do Krakowa z jakimś performansem - pochwal się!

ja ciebie też
dowal mi:
nick:
e-mail:
strona www:
wyznanie miłości i wiary (nie używaj HTML)