| this shit is fucked | |
| / | |
|
porady psychologiczne: potrzebny_mi at o2.pl |
Jeżdżenie autobusem okazało się wcale nie być taki czilałtowe jak się spodziewały. Zamiast jechać autobus stoi w korku, a człowiek denerwuje się, że stoi zamiast jechać. I jeszcze bruch go boli, bo głodny, ciepło jest, bo grzeją, a rozbierać się nie warto, bo droga krótka, ale coraz dłuższa przez ten korek. Dlaczego auobusy stoją w korkach? I czy we wszsytkich krajach jest tak, że zimą śmierdzi w komunikacji miejskiej? Czy to nasza lokalna specyfika? poniedziałek, 16-11-2009 [16:45:02] | wyznania miłości i wiary [9] | chcę powiedzieć coś miłego Jowisz jest 1300 razy większy od Ziemi. Wiedzieliście o tym? Przecież to nienormalnie. Przeczytałem to na kapslu Tarczyna i pomyślałem: o, kurwa. Tak nie może być. To zupełnie bezsensu. Jak on może być 1300 razy większy od Ziemi? A teraz wróciłem do domu i mam plan poleżeć na kanapie. Potem mam plan pojeździć autobusami, a potem chyba znowu mam nadzieję leżeć na kanapie. To dobry plan, myślę sobie, więc śpieszę czym prędzej wcielić go w życie. poniedziałek, 16-11-2009 [13:22:06] | wyznania miłości i wiary [0] | chcę powiedzieć coś miłego Od wczoraj przymierzam się, żeby coś tu napisać, ale nie bardzo wiem, co. Bo chyba nie to, że znowu nie wygrałem konkursu na najlepszy blog literacki roku. Nie wiem, co prawda, czy w ogóle startowałem. Ale i tak jest mi przykro. Nie jakoś bardzo przykro. Ale na pewno bardziej przykro, niż gdybym wygrał. W każdym razie obejrzałem blogusie laureatów i nie ma wątpliwości, że konkurs był ustawiony, bo jestem od nich lepszy. Moje życie jest ciekawsze, a moje wpisy zabawniejsze. Nawet jeśli od pewnego czasu tak rzadkie. Szymborska też pisze tylko wiersz miesięcznie, a dostała Nobla. Nobel, co prawda, też jest ustawiany, ale, jako osoba o słusznych poglądach, mam na niego większe szanse niż na wygranie konkursu na najlepszy polski blog literacki. A może się mylę? To się jeszcze okaże. Odkąd ostatnim razem nie wygrałem kumulacji w lotto zniechęciłem się do konkursów. Piszę jakbym w ogóle był kiedyś do nich przekonany. A nigdy nie byłem. Konkursy literackie to szajs, bo nie ma żadnej instancji władnej zdecydować, że jedna książka jest lepsza od drugiej. Podobnie, podejrzewam, jest też z innymi rodzajami konkursów. Na przykład nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego jakiś sportowiec wygrywa tylko dlatego, że szybciej biega, skoro inni robią na przykład fajne miny albo mają bardziej obcisłe spodenki. Zresztą, czy zawsze muszą być zwycięzcy i przegrani, lepsi i gorsi? Nie sądzę. Niestety moje sądy nie mają wpływu na sytuację społeczną na świecie. A szkoda. Nie jakaś wielka szkoda, bo nie wiadomo, czy miałoby to na nią dobry wpływ. Ale na pewno byłoby śmiesznie. Zresztą teraz też jest. Jeśli się przyjrzeć. Wystarczy poczytać gazety. Można się na przykład dowiedzieć, że czescy żołnierze dorysowali sobie na hełmach znaczki SS. Nieśmieszne? A przepraszam jak się mają czuć mieszczańscy piwosze, którzy nagle lądują na pustyni pełnej smagłych mudżahedinów wyglądających jakby uciekli z Prince of Persia, lecz, zamiast w znane z gry szabelki, uzbrojonych w podrabiane kałasze, które strzelają zupełnie prawdziwymi kulami. Jak oni mają się czuć? Czy nie mogą się czuć jak obrońcy białej rasy? I czy z drugiej strony nie jest to śmieszne? Czesi jako ostatni przedstawiciele rasy aryjskiej. Powinni się jeszcze skumać z Bułgarami. Albo przynajmniej Polakami. I pewnie to robią. Ale mniejsza z tym. Kogo obchodzą czescy naziści? Mnie by obchodzili, gdyby grali jakiś solidny death metal. poniedziałek, 09-11-2009 [18:34:21] | wyznania miłości i wiary [8] | chcę powiedzieć coś miłego Jestem trochę podkurwiony, bo zapłaciłem dwie dychy za taksówkę z jednej strony Wisły na drugą. A nie powinno tak być. Wcale tak być nie powinno. Więc ewidentne jest, że koleś mnie ochujał. Ale nie wiedziałem jak się mam z nim kłócić. Więc wkurwiłem się, że nie poszedłem na piechotę, bo to piętnaście minut. I jeszcze jestem podkurwiony, że jestem podkurwiony, bo kogo obchodzą dwie dychy. Na pewno nie mnie. Nie miałbym takich skrupółów, gdybym je wydał na piwo. Nie miałbym żadnych skrupułów, gdy wspieram korporacje sprzedające napoje odurzające dla mas, a drobne wsparcie ciężko pracującego człowieka pracy mnie rozbija zupełnie. wtorek, 20-10-2009 [01:30:55] | wyznania miłości i wiary [29] | chcę powiedzieć coś miłego Może i zaniedbuje, ale tak ciągle ktoś mi mówi, że najwyraźniej cierpie na nadprodukcję tekstów, bo tworzę je w częstotliwości kilki tygodniowo. I chyba tak jest w rzeczywistości. Ale, jeśli ktoś widział dzisiejszego Pegaza, to wie, że żyję z pisania. I mam nadzieję, żeby tak już zostało. Więc niestety częste pisanie jest w tym przypadku nieuniknione. Ale staram się to robić przynajmniej czasami za pieniądze. Nie sugeruje teraz, ża założę sobie konto na paypalu i za wpłaconę pieniądze będę pisał notki, w których będę wychwalał wpłacających i relacjonował, co zrobiłem z ich kasą. Jak kolega z zagranicy . Choć jednocześnie nie wydaję mi się to złym pomysłem. Choć z drugiej strony nie sądzę, czy potrafię być równie żałosny jak Evan. Ale zawsze mógłbym spróbować. Bycie żałosnym zawsze było moim priorytetem. W każdym razie spragnionym liter polecam felietony na Krytyce (pisane za darmo, więc prawie jak tutaj) albo bloga na Polityce (za kasę, więc trochę inaczej). Dodać mogę też, że właśnie przebiegają prace redakcyjna nad kolejną książką. Tytuł będzie brzmiał "Janusz Hrystus". Widziałem już nawet pierwszą wersję okładki, więc jest dobrze. Dwa,trzy miesiące i może będzie w księgarniach. Jest naprawdę żałosna. Jedna dziewczyna powiedziała, że to totalna grafomania, a druga, że jest obrzydliwa, ale w dobrym sensie, więc chyba coś mi się udało. Co jeszcze? Jadę do Wołowa, a po drodze zahaczam o Wrocław, więc można przyjść mnie poobrażać, a potem napić się ze mną wódki. Piwo mi jakoś ostatnio nie wchodzi. Może przez tę pogodę. Szybkimi krokami zbliża się zimowa depresja, więc pewnie będzie owocowała wzmożoną działalnością twórczą. A i będę jeszcze w Łodzi na slamie, choć miałem już na żadne nie jeździć, ale towarzysze ładnie prosili. Więc jadę, gdyby ktoś miał ochotę mnie pokonać, to zapraszam. A jak się czuję? Jak człowiek, który w ciągu ostatnich dni wymyślił czterysta haseł do gry flirt. Już wkrótce w Twoim iPhonie. Może. sobota, 03-10-2009 [18:12:45] | wyznania miłości i wiary [12] | chcę powiedzieć coś miłego Wczoraj wróciłem ze Szczecina i zacząłem ściągać death metal. Ściągnąłem go tyle, że skończyło mi się miejsce na dysku. Skasowałem kilka filmów i ściągałem dalej, dopóki nie poszedłem na piwo. Dziś wstałem i znowu ściągam death metal. piątek, 18-09-2009 [13:08:34] | wyznania miłości i wiary [20] | chcę powiedzieć coś miłego Podobno jestem aksjomatem. To znaczy na pewno jestem aksjomatem. To znaczy podobno mówię o sobie, że jestem aksjomatem. Dowiedziałem się wczoraj na imprezie z ust uroczej młodej poetki. Więc tak. Mówię o sobie, że jestem aksjomatem. To znaczy mówiłbym, gdyby na to wpadł. Wczoraj właśnie wpadłem, więc chyba zacznę. Jestem aksjomatem. niedziela, 06-09-2009 [19:32:06] | wyznania miłości i wiary [11] | chcę powiedzieć coś miłego Myślę sobie czasami o tym w jak niewielkiem stopniu jestem podmiotem decydującym o swoim życiu. To znaczy: rzeczy przydarzają mi się, a ja je biorę takimi jakimi się wydarzają. Z rzadka tylko zastanawiając się, czy są rzeczami, których chcę. To znaczy: wydaję mi się, że chcenie jest przeceniane. Ja na przykład prawie nigdy nie wiem, czego chcę. A to, czego chcę, wydaję mi się niewarte zbyt wielkich wysiłków. To znaczy: oczywiście pokój na świecie. Ale tu z kolej moje wysiłki nie na wiele się zdadzą. Na przykład teraz. Jadę do tej Odessy i pewnie spędzę miło czas, ale równie dobrze mogłbym spędzić miło czas tutaj, bo nic mnie tak nie cieszy (choć jednocześnie nie martwi) jak spanie na mojej kanapie lub hamaku. A martwi mnie, bo czuję się bierny. Ale z kolej, gdy jestem aktywny. Na przykład coś piszę, to też mnie to martwi i męczy. I czasami chciałbym przestać. Ale wtedy już zupełnie pogrążyłbym się w jakimś bezsensie i chaosie. Więc choć mógłbym miło spędzać czas tutaj, jadę gdzieś tam i już czuję, jaki będę zmęczony. I już właściwie jestem zmęczony od samego myślenia o tym, jaki będę zmęczony. I nie mogę się doczekać, gdy wrócę i znowu będę mogł spać na hamaku przykryty kocem, znużony lekturą, chłonący odgłosy miasta, które żyje, choć ja w tym życiu nie uczestniczę. wtorek, 25-08-2009 [00:13:20] | wyznania miłości i wiary [14] | chcę powiedzieć coś miłego Pamiętacie artykuł z "Przekroju", gdzie lansowałem się na bezrobotnego, nikomu nieznanego pisarczynę, którego zatrudniła sławna Kinga Rusin? Wiem, że pamiętacie. Dziś wydarzył się appendix do historii. Do Kingi Rusin zadzwonili z "Faktu" (tytuły gazet są w tej anegdocie znaczące) z pytaniem jak udało się jej zwerbować takiego znanego pisarza. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? sobota, 01-08-2009 [16:25:54] | wyznania miłości i wiary [15] | chcę powiedzieć coś miłego Słusznie zostałem upomniany, że zapominam o moim ukochanym blogu. Ale nie zapominam, bo wchodzę tu regularnie. Tylko trochę pisać mi się nie chcę. Ostatnio w ogóle pisać mi się nie chcę, więc tym bardziej przerażony jestem ilością znaków, które stawiam. Myślę, że na popkulturalnym powoli dochodzę do miliony. A teraz jeszcze zaczęły mi się co tygodniowe obrzędy w ramach Krytyki Politycznej. Trochę marzę, żeby się w końcu zamknąć i przysiąść nad którąś z dwóch powieści, które mam wymyślone w zarysie, ale w szczegółach jeszcze stanowią raczej zagadkę. Marzę, ale nie umiem się zamknąć i nie za bardzo nawet mogę. Skoro się zobowiązałem. Staram się więc nie wychodzić z rytmy. Czasem tylko mam wyrzuty sumienia, że znowu siedzę czytam, piszę i imprezuję, zamiast pójść na jogę, czy basen. Zamiast zrobić coś innego. Ale kiedy? Skoro muszę pracować i imprezować? Niby nie muszę, a gdy ktoś pyta mówię, że jestem bezrobotny i nie jest to dalekie od prawdy. Ale głównie dlatego, że prawdy nie ma i nieprawdy też nie ma. W pewnym sensie jestem bezrobotny, a w pewnym nie. Jednocześnie sam się gubię w tych sensach. Być może kiedyś jeszcze napiszę bestseller, który pozwoli mi być bardziej bezrobotnym, niż jestem teraz. Ale co wtedy będę robił? Zapiszę się na jogę? Jasne. W każdym razie jakoś bardzo nie boję się o przyszłość, bo ciągle jacyś ludzie czegoś ode mnie chcą. A póki będą chcieć, pewnie będę to robił. Przynajmniej niektóre z tych rzeczy i jakoś się to będzie kręcić. Może i będzie. Tylko można by zapytać: po co? Na to pytanie niestety nie znam odpowiedzi. Ale spokojnie - ciągle nad nią pracuję. środa, 29-07-2009 [21:56:34] | wyznania miłości i wiary [1] | chcę powiedzieć coś miłego Wygląda na to, że uczyniłem sobie zawód z wywalania swoich wnętrzności na stół i przebieraniu w nich z naturalnym obrzydzeniem, żywionym przez wszystkich normalnych ludzi, którym nie dane było w życiu zostać rzeźnikami. Nie dane mi było zostać rzeźnikiem i choć staram się nie jeść mięsa, to nie przeszkadza mi babranie się w nim. To trochę jak z tą całą moralnością. Staram się być dobry. Ale ponieważ nie bardzo wiem, co to znaczy, to robię różne rzeczy z podobną mieszanką ciekawości i obrzydzenia. Przebieram więc we wnętrznościach - głównie swoich, ale nie tylko - i mówię: a fe. Czy można z tego żyć? Czy można tym żyć? Sam jestem ciekaw. Na razie jakoś sobie radzę. Ale czy "jakoś" to właśnie ten stan, który mi odpowiada? Czy już zawsze będę musiał "sobie radzić", "łączyć koniec z końcem"? I dlaczego nie potrafię o tym mówić bez cudzysłowu? Słowa zbyt zużyte są? To dlaczego się nimi zajmuję? Bo nikt inni za mnie tego nie zrobi? Znaczy, że jest we mnie nie tylko obrzydzenia, ale też pycha? Trochę jej musi się być, skoro decyduję się dzielić swoimi flakami, czy raczej tym z nich, co da się ubrać w słowa. Zresztą z tą dobrocią to też nie jest tak do końca. Wrażliwy na pewne niuanse niezauważalne dla wielu, jednocześnie najwyraźniej potrafię bez bólu, czy nawet zająknięcia, czynić rzeczy sprzeczne z popularnie pojęta moralnością. Więc może nie chodzi o dobroć, tylko o to, co potrafię? Do czego jestem zdolny jako biologiczny organizm uwarunkowany przez swoją fizyczność, ale też historię. Zrobiło się patetycznie, ale tak się zastanawiam, do czego jestem zdolny i czy to dobrze. A do czego nie i czy to źle. Niektórzy mówią, że źle. Czasami sam myślę, że źle. A następnie sprowadzam swoje życie do maksym w rodzaju: ludzie częściej żałują tego, czego nie zrobili, niż tego, co zrobili. Co już zupełnie mnie dobija. Marksizm to była jednak piękna nauka. Że pozwolę sobie przytoczyć zdania sztuki "Kwadratura koła" Katajewa, które jej bohater kierował pod własnym adresem, kontrolując swój stosunek do wybranki serca: "Uświadomienie klasowe jest? Kontakt proletariacki jest? Czegóż więc właściwie brakuje?" niedziela, 05-07-2009 [23:00:16] | wyznania miłości i wiary [11] | chcę powiedzieć coś miłego Podgłośniłem radio, gdy usłyszałem, że jakiś tenor śpiewa "ładne piwo, piwo, piwo, piwo, piwo, piwo". Potem się zrozumiałem, że jest to po włosku, więc musi chyba znaczyć coś innego. Następnie jednak pani wyjaśniła, że piosenka opowiadała o tym, że: "ryba była świeża." Więc sam już nie wiem. Może po włosku piwo, to też piwo? A przynajmniej w którymś ze średniowiecznych dialektów Italii? Mniejsza z tym. Większa może z tym, że jadę jutro do Olsztyna. Przegrać - prawdopodobnie - swój ostatni w życiu slam. Więc jeśli przypadkiem dane jest wam rezydować w tym mieście, to macie niepowtarzalną okazję. Wiem, że w czerwcu było tu was siedmiu, więc się nie migajcie. Mniej niż z Miami, ale ostatecznie Olsztyn nie leży na Florydzie. Wiem też, że najwięcej was czyta mnie w stolicy. Ale nie tylko dlatego jest to moje ulubione miasto. W każdym razie, jeśli czytanie czasami wam nie wystarcza, to jest też wyjątkowa okazja skonfrontować swoje sierpowe na żywo. 7 lipca 19:15-20:30 Lato Słów - spotkanie z JERZYM FRANCZAKIEM i JANEM KAPELĄ. Prowadzenie: Roman Kurkiewicz. Miejsce: hol kina KULTURA - Warszawa 3 lipca Slam poetycki Jeśli zastanawiacie się po jakim koncercie, to mogę wam z miejsca poprawić humor. Po koncercie Raz, Dwa, Trzy. Co więcej? Doda potwierdza. Jej związek z Nergalem to, coś poważniejszego. "Ci wszyscy pozostali panowie to moi przyjaciele. Kompletnie nic mnie z nimi nie łączy." Nie chciałbym być przyjacielem Dody, ale mógłbym być Nergalem. Ale nie jestem. czwartek, 02-07-2009 [11:03:42] | wyznania miłości i wiary [3] | chcę powiedzieć coś miłego Jeśli przypadkiem jesteście w Krakowie, to zapraszam. A jeśli nie przypadkiem, tylko celowo, to ewentualnie też: GRUPA WIĘCEJ ŚWIATŁA ZAPRASZA NA PLAN: Cały czas dostęp do czterech interaktywnych sal prezentujących pomysły, idee, grupy Więcej Światła oraz artystów zaprzyjaźnionych z WŚ: czwartek, 25-06-2009 [14:23:57] | wyznania miłości i wiary [3] | chcę powiedzieć coś miłego Wczoraj biłem się z mistrzem Polski. Co prawda nie wiem, w czym był mistrzem, ale krzyczał tak, gdy w radiowozie policjant uchylił okienko. "Takich jak ja nie ma więcej, jestem mistrzem i wicemistrzem." Ale nie powiedział czego. "Biłem się" zresztą to za dużo powiedziane. Głównie uciekałem, gdy biegł za mną i krzyczał, że mnie zabije. Na szczęście szybko się zmęczył. A ja szybko biegłem. Nie wiedziałem, że umiem biegać tak szybko. Ale, gdy zaczął mnie gonić stukilowy mistrz Polski, błyskawicznie wzbogaciłem się w tę wiedzę. A gonił mnie, bo, gdy dostałem cios w zęby, odruch wyuczony na Krav Madze kazał mi oddać kopniakiem w jaja. Potem koleżanka twierdziła, że trafiłem raczej w splot słoneczny. Więc właściwie w brzuch, a że brzuch miał wielki jak beka, to nie mogłem mu zrobić żadnej krzywdy. Ale i tak był w szoku, że taki knypek jak ja się stawia. No, a potem chciał mu pomóc jego dwumetrowy kolega z Pruszkowa, a potem powstrzymała go jego laska. A mnie zasłaniała siostra. No, a potem już tylko mnie gonił. A ja biegłem tak szybko, że aż dobiegłem na policję. I prawie udało nam się z siostrą przekonać policjantów, żeby zabrali kolesi na izbę, bo w innym razie tylko powództwo cywilne, a komu by się chciał szlajać po sądach, z powodu marnego ciosu w zęby, ale wtedy mistrza Polski zaczęło boleć serce. I tak bardzo go bolało, że trzeba było wezwać karetkę. Co jest pożyteczną wiedzą. Gdyby ktoś was chciał zabrać na izbę to serce tak was boli, że trzeba wezwać karetkę. Wierzcie mi, że wolicie spędzić noc w szpitalu. środa, 17-06-2009 [12:29:37] | wyznania miłości i wiary [9] | chcę powiedzieć coś miłego Zachwycam się ostatnio Ernstem Jungerem. Bo jak tu się nie zachwycać, gdy ktoś pisze takie urocze rzeczy: "Herbata należy moim zdaniem do grupy fantastikum, kawa natomiast do energetikum - herbata ma w związku z tym znacznie większą rangę artystyczną. Zauważam osobiście, że kawa niszczy delikatną strukturę światłocieni - tych twórczych wątpliwości, które rodzą się podczas pisania zdania. Człowiek przekracza swoje zahamowania. Natomiast po wypiciu herbaty myśli naprawdę wznoszą się w górę." To z fragmentów listów jakie Junger wymieniała z Abim Hofmannem. Teraz już nikt mnie więcej nie musi pytać, dlaczego nie piję kawy. wtorek, 16-06-2009 [23:14:29] | wyznania miłości i wiary [4] | chcę powiedzieć coś miłego Na google maps sprawdziłem, czy w zasięgu mojego roweru znajduje się coś interesującego. Natrafiłem na nazwę "dawny cmentarz choleryczny" i postanowiłem go odwiedzić. "Dawny cmentarz choleryczny" to nic więcej niż nieuczęszczane przez nikogo krzaki. Jedyny ślad życia jaki znalazłem to sterta rozbitego szkła pod którymś z drzew. Ktoś najwyraźniej trenuje tam strzelanie z wiatrówki. Obawiam się, że rozwaliłem kilka mrówczych kopców. I pewnie zdeptałem trochę ślimaków. Potem trochę swędziała mnie noga, na której miałem spodnie podwinięte do kolana, jako że byłem na rowerze i nie chciałem by nogawka wkręciła mi się w łańcuch. Ale cholera przecież już nie istnieje? Więc nie muszę się bać? Nie boję się, bo noga przestała swędzić. Ale słyszałem, że u koleżanki odkryto niedawno gruźlice, więc wszystko jest jeszcze możliwe. Staram się mniej wychodzić z domu i więcej pracować, tylko nie bardzo wiem po co. Zważywszy, że właśnie skończyłem pisać tę cholerną książkę. I tak piszę ostatnio za dużo, w związku z czym jacyś ludzie się na mnie denerwują, że nie mam racji. Nawet mnie to cieszy, że się denerwują, bo dzięki temu komentują i mam wrażenie, że jednak ktoś to wszystko czyta. Ponoć i tak czytają. Ale zawsze przyjemniej odczuć to na własnej skórze. Co prawda trochę mnie stresuję, że trzeba kogoś zdenerwować, żeby się odezwał. Ale widocznie trzeba. Taki kraj. Jeśli ktoś się do ciebie odzywa, to znaczy, że chce Twoich pieniędzy albo spuścić ci wpierdol. czwartek, 11-06-2009 [22:42:15] | wyznania miłości i wiary [5] | chcę powiedzieć coś miłego Właśnie sobie pomyślałem coś smutnego o stanie polskiej literatury. Ale mniejsza z tym. Z dupy takie porównania. Ostatecznie wszyscy jesteśmy wyjątkowi, co nie? I o to chodzi. Właściwie skończyłem drugą powieść. Jest jeszcze krótsza niż pierwsza, ale za to trochę lepsza. Choć - obawiam się - równie denerwująca. Być może kiedyś będę musiał jeszcze napisać prawdziwą, porządną powieść. Ale mam nadzieję, że nie. Tymczasem mam też inne nadzieję. No i chyba muszę się zająć ich realizowaniem. Ale jeszcze nie dzisiaj. Dzisiaj muszę odpocząć. Tymczasem mała ankieta. Najlepsze wydawnictwo dla Jasia Kapeli? a) Wydawnictwo Literackie b) Świat Książki c) Krytyka Polityczna d) Twoja Stara e) Dupa Nie Wydawnictwo f) Mamiko g) inne (jakie?) h) Ty to głupi jesteś jednak. Ok. Miała być mała. A wyszło jak zawsze. Za najlepsze odpowiedzi przewidziane są nagrody. (Jasne, hehe.) środa, 03-06-2009 [20:51:14] | wyznania miłości i wiary [19] | chcę powiedzieć coś miłego Dzień, w którym wzbogaciłem się o pięć tysięcy zaczął się - jak wiele innych dni - porannym kacem. O siódmej obudziło mnie słońce, gdyż wieczorem nie chciało mi się zasłaniać żaluzji, a mieszkam we wspaniale oświetlonym miejscu. Wziąłem łyka lemoniady, zrobiłem siku i poszedłem dalej spać. Nic nie zwiastowało, że cokolwiek się dziś wydarzy. Nie chciało mi się wstawać, choć nie bardzo mogłem spać. Tym bardziej nie miałem powodu, żeby wstawać, bo zląkłem się plakatu grożącego, że ciepła woda będzie dopiero od trzynastej, a ponieważ już wczoraj się nie myłem czułem się dość paskudnie, choć kac był malutki, bo nie chciałem się upić i piłem dużo wody. Choć trochę też chciałem się upić, bo byłem na imprezie pełnej artystów wizualnych. A ponieważ nawet moja była dziewczyna jest teraz artystką wizualną, czułem się trochę dziwnie. Ale byłem rozsądny, nie upiłem, wróciłem domu. Leżałem jeszcze w łóżku, aż dostałem smsa w sprawie rozliczenia za dialogi do dwóch odcinków serialu, które napisałem. Niby wiedziałem, że to ma być dzisiaj, ale myślałem o jakimś przelewie. Nie sądziłem, że to tak będzie rach, ciach. A było i wyszedłem ze spotkania z trzem tysiącami w kieszeni. A jeszcze wcześniej, zanim na nie poszedłem, dostałem smsa, że na moje konto wpłynęło dwa i pół tysiąca. Nie wiedziałem, skąd te pieniądze i myślałem, że może za serial, bo choć umawiałem się na trzy, to człowiek nigdy nie wie, jak to jest z tymi podatkami wszystkimi. A potem okazało się, że to nie za serial, tylko za coś innego. Nie myślałem, że będzie tego tak dużo i teraz trochę czuję się dziwnie. Nigdy w życiu nie miałem na koncie więcej niż trzy tysiące, a teraz mam prawie pięć i jeszcze trzy schowane po szafkach. Chciałem sobie coś kupić, ale nie znalazłem nic fajnego, poszedłem na obiad do restauracji, ale nie było zbyt fajnie. Więc chyba pójdę na piwo, choć chyba powinienem pracować, bo nie wiem, kiedy znowu nadejdzie taki dzień. Ale wiem, że nie prędko. A ciepła woda okazała się być już o jedenastej, ku mojemu zaskoczeniu. A może nawet wcześniej, ale wcześniej nie przyszło mi do głowy sprawdzić. wtorek, 26-05-2009 [18:41:18] | wyznania miłości i wiary [11] | chcę powiedzieć coś miłego Chciałem umrzeć, ale nie umarłem. Nie tak łatwo się umiera, jakby się czasami chciało. Pojechałem na drugą stronę miasta na pizzę i zamówiłem nie tą, co chciałem. Byłem wkurwiony, byłem nieszczęśliwy, ale zjadłem. Bo się śpieszyłem. Ostatnio spotykam się głównie z osiemdziesięciolatkami. Płci męskiej. Taki jestem. Położyłem rękę na jej kolanie, ale myślała, że żartuje. Wszyscy myślą, że żartuje, kiedy jestem śmiertelnie poważny. Jestem tak śmiertelnie poważny, że można by od tego umrzeć. Powiedziała, że jestem niezły, ale chyba miała coś innego na myśli. Przez chwilę wydawało mi się, że zgubiłem mojego mp3 playera i byłem taaaaaki nieszczęśliwy, że prawie płakałem. Ludzie na mnie patrzyli i się śmiali. Ale ja myślałem, że zgubiłem mojego mp3 playera i, że teraz już na pewno umrę. Ale nie umarłem. Znalazłem go i wróciłem do domu. O piątej rano powiedziałem portierowi "dobry wieczór", ale chyba nie zrozumiał. piątek, 15-05-2009 [15:22:12] | wyznania miłości i wiary [18] | chcę powiedzieć coś miłego Ja? Wiecie, że serce bym sobie dla was z piersi wydarł? Gdybym je miał. Flaki bym sobie wydarł. Gdyby nie musiało to boleć. Skończyłem pisać dialogi do drugiego odcinku i zastanawiam się jak to będzie, gdy za dziesięć lat obudzę się wymyślając tysiąc pięćset siedemdziesiąty czwarty odcinek "Miodowych lat". Pięknie będzie! Będzie szampan i willa z basenem. Dziewczęta będą tańczyć na plaży, a alkohol będzie za darmo. Będziemy jeść ciastka i wciągać superzdrowy koks. Ale poza tym człowiek ma też inne potrzeby. Tak myślę. I o tych potrzebach będę pisał krótkie książki, które będziecie czytać znudzeni idiotyzmem telewizji. Dobry plan? Taki sobie. Plan jak to plany. Nie bierze pod uwagę dzieci głodujących w Afryce. W słowie "głodujących" zrobiłem literówkę i wyszło mi "głosujących". Któregoś dnia dzieci w Afryce pójdą do urn i nie będzie już więcej seriali. Dobry plan? Lepszy. Tymczasem wiosna i wino w parku. Zapraszam do uczestnictwa. Kto jak nie my. czwartek, 07-05-2009 [18:02:50] | wyznania miłości i wiary [19] | chcę powiedzieć coś miłego |