| słodki zapach brudu | |
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
Hej, słyszeliście, że pisanie na blogarcie jest znowu indie? To może też wam o czymś tu napiszę. Chociaż naprawdę, dyrektor mógłby zrobić tak, żeby przynajmniej było widać *pasek narzędzi tekstowych*! No ale w sumie może być. Zimowe igrzyska na atari też na pewno są indie. Jeśli mam powracać, to proponuję w starym stylu okropnego człowieka, który szydzi z całego świata, jego osobowość jest żałosna, zdradza kompleksy, można bardzo łatwo ją przeanalizować i zdiagnozować psychologicznie, jeśli przeczytało się chociaż jedną książkę wydawnictwa Santorski (i nie był to kryminał). Jest w końcu tyle rzeczy nie wymagających myślenia, które jednocześnie nie są wcale godne pogardy. Na przykład "Gotowe na wszystko" albo patrzenie przez okno. Te staruszki, które kiedyś nie robiły nic innego, tylko patrzyły przez okno musiały mieć o wiele bogatsze życie wewnętrzne niż te staruszki dzisiejsze, które nie robią nic innego, tylko oglądają seriale, których głównym bohaterem jest zazwyczaj Juan Carlos. Ale to jak wiemy, wiąże się z naszymi maniakalnymi czasami przymusu bezustannej ekspozycji na bodźce. W końcu dla wielu ludzi najgorsza rzecz, jaka może się przydarzyć, to zostać samemu ze sobą w miejscu, w którym nic się nie dzieje. I o co chodzi w ogóle z tym tłumaczeniem się z niechęci do myślenia? Myślenie naprawdę niewiele wnosi. Ale tam wcale nie chodzi o niemyślenie tylko o myślenie o Marcie Żmudzie-Trzebiatowskiej i czy Adamczyk Piotr pokocha ją, czy tylko wyrucha. Bo przecież najwyższy stopień oświecenia to kompletna pustka i absolutne niemyślenie, to ustalono, więc naprawdę nie ma z czego się tłumaczyć. Może niech niemyślenie będzie indie. środa, 27-01-2010 [19:15:02] | skomentuj komentarze:
jolsko
środa, 27-01-2010 [20:36:36]
ja tam nie wiem, ale ilekroć głośno deklaruję swoje umiłowanie do "seksu w wielkim mieście", tylekroć słyszę, jakie to głupie i odmóżdżające. co, według mnie, jest nieprawdą. no i czasami było tak, że mijał jakiś czas, po czym następowało takie "klik" (jak w tym pornograficznym komiksie) i nagle wszyscy zaczynali odważnie oznajmiać, co lubią z "odmóżdżaczy". czym innym jest big brother. ale do tego to już w ogóle nie należało się przyznawać, bo natychmiast na salonach dostawało się w łeb. nie oglądałam tego przez niechęć do myślenia, ale wręcz przeciwnie. rozmyślałam potem nad istotą brzydoty, chamstwa i ludzkiej potrzeby zrobienia szopy przed kamerą. na tej samej zasadzie dawno temu oglądałam programy elżebiety jaworowicz. no i jeszcze jedna sprawa: jest w warstwach tak zwanych oświeconych taki trend/przymus, żeby czytać TYLKO wartościowe książki, tylko ciorany albo zizki, tylko literaturę ibero albo tylko francuskich post/pre/sra egzystencjalistów, tylko wartościowe programy oglądać, tylko hitchckoki albo bunuele. a jak się człowiek zajmie przysłowiowym big bortherem, to albo musi to nazwać obserwacją psycho-socjo-onkologiczną, albo nie żyje. z drugie strony jest też trochę tak, że rzeczywiście podczas patrzenia na te gówna dla ludu trochę się o tym ludzie wiedzy zdobywa. sprawa jest skomplikowana :) paulina środa, 27-01-2010 [20:55:35]
Mogę odpowiedzieć tylko za siebie, ale myślę że nie chodzi o to raczej, że "fajne są dla nich rzeczy, które uważają za niefajne", po prostu różne rzeczy wymagają różnej atencji, a myślenie o Żmudzie-Trzebiatowskiej stanowi wypełniacz czasu, chwilowe oderwanie od tego, co dookoła i wymaga nieporównywalnie mniejszego skupienia niż filmy z głębszym/cięższym przesłaniem. Jak już mówiłam na facebooku, oglądam dość regularnie "M jak miłość", bo wciągnęłam się w fabułę i coś mnie pcha, żeby zobaczyć, co będzie dalej. Ale jednocześnie rzeczywiście uważam ten serial za badziewie i momentami nawet w trakcie oglądania ogarnia mnie obrzydzenie, jak widzę Mroczków czy problemy Kasi Cichopek, albo jak Lucek doi krowę. Ale oglądam, bo się wciągnęłam. Lubię rzeczy wartościowe, ale nie zawsze mam na nie nastrój/siłę. Myślę, że człowiek czasem potrzebuje badziewia. A to, co wymyśla, usprawiedliwiając swoje oglądanie tego badziewia i po co w ogóle się usprawiedliwia, tego już nie wiem i nie rozumiem.
marta środa, 27-01-2010 [21:11:21]
Jola, co do "Seksu" nie chodzi mi o rzeczy, które są dla nas spoko, ale INNI uważają za żałosne (bo to by była rozmowa o guście, a o to nie o tym). Dla mnie "Seks" jest fajny, rozśmiesza mnie nieco, i to nie ironicznie-rozśmiesza-bo-jest-tak-żenujący, po prostu rozśmiesza. Nie chodzi mi też o to: czemu ludzie lubią rozrywkę, skoro mogliby tylko czytać dzieła postlacanowskie i Prousta. Chodzi mi o to, czemu ludzie chcą poświęcać ileś godzin tygodniowo rzeczom, o których ONI SAMI mówią, że są żenujące, żałosne, godne najgłębszej pogardy, stworzone dla debili.
marta środa, 27-01-2010 [21:13:01]
> ja tam nie wiem, ale ilekroć głośno deklaruję swoje umiłowanie do "seksu w wielkim mieście", tylekroć słyszę, jakie to głupie i odmóżdżającena pewno nie w moim domu :) a póki co w komentarz mamy 100% miłośniczek "Seksu" :) marta środa, 27-01-2010 [21:13:19]
*w komentarzach
jolsko środa, 27-01-2010 [21:20:38]
ja to tak się zagalopowałam w rozważaniach dookolnych;) a do rzeczy - jednak złapałam się na tym, że też czasami, w pewnych kręgach towarzyskich, łapię się na tym, że zaczynam swój wywód od "wiem, że to głupie, ale lubię to oglądać". może chcę w ten sposób zaakcentować, że mam świadomość, że oglądanie tego jest jakąś tam stratą czasu, który powinnam poświęcić na sensowniejsze rzeczy, czy nawet rozrywki. może jest to wynikiem kompleksów. ale wiem na pewno, że jeszcze nie poznałam osoby, która oznajmiałaby znajomym, że lubi dłubać w nosie i wycierać to o spodnie, bo akurat ma taką potrzebę i nie obchodzi jej, co inni o tym sądzą, czy to się godzi, czy nie. a oglądanie niektórych rzeczy tylko do tego można porównać. po prostu nie zawsze stać nas na nonszalancję w opowiadaniu światu o naszych upodobaniach, zwłaszcza tych dziwnych. jolsko środa, 27-01-2010 [21:22:39]
w opowiadaniu o upodobaniach bez tłumaczenia się jakiegokolwiek, bez komentarza, przypisu i didaskaliów ;)
jolsko środa, 27-01-2010 [21:23:17]
no nie w Twoim domu, ale odwiedzam też inne domy :)
londonflaneur.blog.com [strona] czwartek, 28-01-2010 [09:31:24]
Tytuł "Tylko mnie ruchaj" jest gejowską wersją tego filmu.Dobrze, że cię blog przyciągnął. marcin [strona] czwartek, 28-01-2010 [11:46:31]
Przy całej śmieszności tych wszystkich "artystów" i snobów udających, że tylko i wyłącznie Sartre, Kurosawa i kino irańskie (pewnie w większości chcieliby tak być odbierani), wydają mi się oni jednak całkiem sympatyczną i niegroźną niszą w rodzaju wyznawców jakichś rzadko spotykanych w naszym kraju religii. Bo jednak trendem dominującym jest stopniowe godzenie się większości ludzi na rolę jaka jest dla nich przewidziana chyba jednak odgórnie. I naprawdę jest tak że w normalnym życiu - bo oczywiście na portalach społeczenościowych i na wieczorach poetyckich można znaleźć takich ludzi, jakich się samemu wybierze - najwięcej poznaje się takich, którzy ze skierowanej do nich oferty najczęściej wybierają to, co jest trochę poniżej ich możliwości. Wcale mnie to bardzo nie dziwi, bo prawdopodobnie wszyscy działamy trochę poniżej naszych możliwości. Czasami tęsknie za pretensjonalnym snobem, który opowie mi o swoich autorach ibero, to mimo wszystko byłoby dla mnie ciekawsze niż próby wciągnięcia w jakieś dyskusje o niegodziwym życiu aktorów serialowych rozwodzących się ze swoimi żonami. To wcale nie są tematy, którymi zajmują się tylko proste baby z małych miast, uwierzcie mi.
marcin [strona] czwartek, 28-01-2010 [12:02:45]
"jest w warstwach tak zwanych oświeconych taki trend/przymus, żeby czytać TYLKO wartościowe książki" (mnie to w sumie nie dziwi, bo jak już przeczytam coś co mi się wydaje wartościowe, to potem porównuję i niewartościowe wydaje mi się tym bardziej niewartościowe)
marta [strona] czwartek, 28-01-2010 [12:24:19]
Z drugiej strony to, że naoglądam się Jarmuscha nie sprawia, że potem nigdy nie mam ochoty oglądać "Gotowych na wszystko" :)
marcin [strona] czwartek, 28-01-2010 [12:33:26]
No ale to chyba nie jest głupie
marta [strona] czwartek, 28-01-2010 [12:44:56]
Dla mnie nie jest. Jest rozrywkowe. Joli chyba chodziło o taki snobizm, że kontaktujemy się TYLKO z kulturą wyższą, do której "Gotowe" raczej nie należą.
jolsko czwartek, 28-01-2010 [13:22:59]
Nie chodziło mi o piętnowanie pretensjonalnych snobów, jak to ich nazwałeś. Raczej o uzmysłowienie sobie, i nie tylko sobie, że czasami ten snobizm intelektualny trochę duszący, trochę męczący. I tak naprawdę najciekawiej i najmądrzej mówią ci, co umieją opowiadać i o Sartrze, i o serialu, bez konieczności zaznaczania wyższości jednego tematu nad drugim.Poza tym wydaje mi się, że takie westchnienia: "Czasami tęsknie za pretensjonalnym snobem, który opowie mi o swoich autorach ibero" pozostaną niespełnione, bo te pretensjonalne snoby po prostu nie poświęcą ci swojego czasu, jeżeli ty nie zrewanżujesz się im równie nabzdyczonym wykładem o Kancie czy Schopenhauerze. Wydaje mi się, że oni po prostu potraktowaliby Cię jak taki serial, którego nie warto oglądać/słuchać/ poświęcać mu czasu. Chyba że błyśniesz, streszczając ostatniego Żiżka. danka czwartek, 28-01-2010 [16:12:34]
ja tak mam z czytaniem vivy etc lubie to i wstydze sie tego:) bo uwazam to za glupie. ale lubie to:) Serdecznie pozdrawiam!
marcin > jola [strona] czwartek, 28-01-2010 [23:12:50]
mam kolegę który uważa mnie za ludzką pianę czytającą wikicytaty ale jednak chetnie dzieli sie swoimi przemysleniami na temat coetzeego, murakamiego i whartona
jolsko piątek, 29-01-2010 [00:29:05]
a tam, uważa, pewnie się tylko tak z tobą droczy ;) cytaty z whartona, hehehe. ty to ciągle ironizujesz. marta > jola [strona] piątek, 29-01-2010 [09:33:16]
obawiam się, że murakami w jego ustach też splamił się ironią :)
marcin [strona] piątek, 29-01-2010 [12:06:55]
mam kolezanke ktora w ciagu kilku miesiecy przeczytala nastepujace dwie ksiazki: "kronika ptaka nakrecacza" (czy cos w tym stylu) murakamiego oraz "dom nad rozlewiskiem" (eee, elizy orzeszkowej?). ale nic nie mówię, niczego nie plamię.
|
![]() |
|