słodki zapach brudu
 

maj 2009

wiekopomna refleksja, cz. 3

Marcin:  aneta mowi, że scarlett johansson jest O-BRZY-DLI-WA
me:  wszystkim nie dogodzisz 
Marcin:  spoko, gdybym tu nie pracowal z tyloma kobietami, do dzis bym nie wiedzial, ze penelope cruz, scarlett johansson i charlotte gainsbourg sa obrzydliwe. w meskim gronie nie sposob sie dowiedziec tych oczywistych prawd.
Sent at 3:23 PM on Monday

poniedziałek, 11-05-2009 [15:29:45] | komentarze [5] | komentuj


Perypetie hipochondryczki cz. 1

Wczoraj cały dzień bolał mnie kręgosłup. Nie mogłam się ruszać tak ani tak. Mogłam tylko siedzieć i pracować. A i tak bolało. Wyobrażałam sobie, że kręgi uciskają jakiś nerw i jak docisnę za mocno, sparalizuje mi nogi, albo nie wiem co, dojdzie do zwarcia w rdzeniu kręgowym, a potem będą mi tam grzebać i montowac na śrubach.  Wreszcie poczułam to, o czym mowa na jodze: oddech naprawdę rozciąga kręgosłup. Więc starałam się mało oddychać. Tak na pewno wygląda starość. Na szczęście wieczorem Marcin pomasował mi plecy i wszystko było już dobrze. Luksusowo mieć kogoś, kto pomasuje miejsce, którego sam nie dosięgasz. Tak z pewnością nie wygląda starość, szczególnie kobiety.

piątek, 15-05-2009 [11:11:12] | komentarze [3] | komentuj


Kiedy jesteśmy już na dnie, opatrzność często podsuwa nam dyskretnie szczęśliwy los na loterii. Trzeba tylko uważnie się rozejrzeć. Ja zajrzałam do barku.

W portfelu miałam 50 groszy, konto puste, a z lokaty w tym miesiącu zdążyłam już skorzystać i wyczerpałam limit dopuszczalnych przelewów. Chciałam jednak zjeść bułkę z makiem (za 1,70 zł), a co ważniejsze, kupić bilet komunikacji miejskiej (za 5,60 zł) i pojechać do pewnego wydawnictwa, aby w terminie złożyć pierwszą zredagowaną przeze mnie ksiązkę (rzecz traktuje o romansie, zbrodni i mocach nadprzyrodzonych). Zajrzałam nawet do starej cukierniczki z monetami, ale były tam tylko korony szwedzkie i euro, a nawet 20 kun chorwackich w banknocie.

Co począć? Nieco sie zasromałam i zgoła pro forma zajrzałam do barku, do saszety, w której trzymam rozliczne swoje paszporty i legitymacje. Jakież było moje zdumienie, jaka radość, jaka transcendentna wdzięczność wypełniła moje serce, kiedy wydobyłam z niej całe 200 złotych! Do bułki dokupiłam sok z marchwi i selera (wszystko za niecałe 4 zł), a ponieważ nieuprzejma kioskarka miała normatywny w naszym kraju problem w wydaniem reszty - poproszę drobne! (szesc złotych w dwóch monetach to wciąz nie są wystarczająco drobne!) - musiała dać mi o 10 groszy za dużo, oświadczając, że będę jej winna, co zbyłam chłodnym milczeniem. Można więc powiedzieć, ze bez wysiłku zarobiłam całe 200 złotych i 10 groszy, a dzięki temu, że część zainwestowałam, niedługo spłynie jeszcze więcej pieniędzy z rzeczonego wydawnictwa. Biorąc pod uwagę, że wczoraj na mojego chłopaka, gdy jechał rowerem, nasrał ptak w locie, naszą przyszłośc widzę pomyślnie.

poniedziałek, 18-05-2009 [16:53:47] | komentarze [17] | komentuj


Rano rowerem odwiozłam Marcina do pracy. Kenem do Doliny Służewieckiej i z powrotem. Kiedy wracałam, wierzcie lub nie, przed zakładem pogrzebowym kręcił się czarny kot. Pachniało powoli rozgrzewającym sie asfaltem, pomidorami, pierzem z topoli. Było ciepło i pochmurnie, zapowiedź wilgoci albo przeczucie słońca. Potem kluczyłam trochę Ursynowem, Rosoła, Hersbta, Ciszewskiego, Pizza Quatro, warzywa, kebab extra. Było jakby inne lato, inne osiedle.

czwartek, 21-05-2009 [12:15:26] | komentarze [6] | komentuj