słodki zapach brudu
 

styczeń 2009

Wczoraj wróciliśmy z Kazimierza, mekki zakochanych, gdzie świętowaliśmy piątą rocznicę na ogół zgodnego pożycia. Jednak lubię miasto - zimą na wsi zimno jest wszędzie i nie ma ucieczki. Miasto przypomina dyskretnie oświetlony pokój, ciepłe są mieszkania otoczone innymi mieszkaniami jak pingwiny. Po powrocie tak mnie zachwycił dom, że zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle wyjeżdżam, kiedy tutaj jest wszystko, czego potrzebuję. No bo właściwie po co jechać gdzieś marznąć, kiedy w domu ma się ciepło, ładnie, ma się telewizor, play station, filmy na dvd, ma się ksiązki, komputer, laptopa, wybór herbat i alkoholi, duże łóżko, które nie skrzypi? Kiedy w pracy opowiedziałam o tym mojej koleżance Paulinie, oznajmiła, że niedługo będę tylko siedzieć w domu i w ogóle przestanę się rozwijać. Pfff! Na co odrzekłam sentencjonalnie: "Człowiek do rozwoju potrzebuje tylko siebie." No proszę was. Ludzie nic, tylko propagują tą swoją obsesyjną hiperaktywność, bo im wmówiono, że tak powinien człowiek ciekawy i inteligentny. Zresztą pojechanie tu czy tam wcale już nie wystarczy. Teraz nie jeździ się do Egipu, tylko do Egiptu nurkować, na Tajlandię ruchać, a do Chorwacji latać na paralotni - powojenny dreszczyk ryzyka w bonusie "ty wrócisz do domu, a twoje nogi zostaną u nas gratis".

PS. Z okazji piątęj rocznicy pożycia składam sobie najserdeczniejsze życzenia. Przez pięć lat nie osiągnęlismy razem wiele. Ani ślubu ("rodzice się ucieszą i będzie łatwiej wypełniać pity!"), ani potomstwa ("muszę mieć jakiś sens życia we wtorki i czwartki, kiedy ty oglądasz mecze"), kredytu mieszkaniowego ("to inwestycja na przyszłość, bądź szczególnie miły dla szefa jeszcze tylko przez 60 lat, a w styczniu poproś o podwyżkę"), samochodu ("po drodze z kabat na mokotów podrzucisz mnie na żoliborz") , prawa jazdy ("przeciez nie musisz pić na imprezach"), kinkietów z leroy merlin, rodzinnej karty makro cash and carry ani wpólnego konta bankowego ("nie miejmy przed sobą tajemnic!").

poniedziałek, 05-01-2009 [15:37:50] | komentarze [8] | komentuj


Tydzien pszczoły

W niedzielę obejrzałam taką bajkę "Film o pszczołach". Naprawdę się uśmiałam, szczególnie kiedy młody bohater-pszczoła tuż po ukończeniu studiów i tuż przez pójściem do pracy (była to odległość jednego wolnego popołudnia) usłyszal: "Całe życie ciężko pracowaliście, żeby teraz przez resztę życia móc ciężko pracować". Tak to jest. Na szczęscie ta pszczoła znalazła swoje miejsce w świecie. Czego sobie i Wam życzę bardzo sedecznie. No a dzisiaj to:

wtorek, 27-01-2009 [17:39:00] | komentarze [0] | komentuj


Nie mam nic do opowiedzenia, ale mam wiersz:

" We make lists, we make plans, to write books, to form bands,
or to move to Kreuzburg"

Robię czasem listy, to fakt, szczególnie noworoczne, ale do Berlina jedziemy naprawdę. Tylko na trochę, "żadnego komputera, zadnego kalkulatora, tylko spacerunki i alkohol" mówi narzeczony. To radosne oczekiwanie ruchu sygnalizuje poruszenie soków pod powierznią, tajemnicę narodzin rzeżuchy, czas na gruntowny peeling i jakiś życiowy kolor skóry: betakaroten, bromelaina, olej z dzikiej róży. Chyba już wiosna po cichu kiełkuje.

czwartek, 29-01-2009 [15:38:49] | komentarze [5] | komentuj