słodki zapach brudu
 

grudzień 2008

Marcin napisał o rowerze i kusi mnie, żeby wtrącić swoje trzy grosze. Ja też w tym roku zaczęłam uprawiać ten szlachetny sport, choć o wiele mniej intensywnie. Mój największy wyczyn to dojechanie z Kuźnicy do Helu i z powrotem. Rower dostałam od bardzo miłej koleżanki, która pracuje w telewizorze i ma dostęp do różnych dóbr, które czasem może rozdawać swoim miłym znajomym: pluszowe rybki, ciepłe koce w kratę, ekskluzywne samoopalacze, rowery. Szczególnie sentymentalnie wspominam "pilnowanie osiedla" w ciepłe wieczory letnie. Czasem po pracy jeździlismy we czwórkę do lasu na piknik. Na piwo, winogrona, kaszankę. Życie jest zupełnie inne, kiedy po robocie można jeszcze poczuć zapach mirabelek, ogniska, końskiego gówna, zobaczyć słońce, zachód słońca, pole słoneczników. Życie jest zupełnie inne, kiedy udaje się przełamać rutynę praca i dom, ale trzeba w tym celu robić coś zupełnie zwyczajnego i naturalnego dla siebie, co naprawdę bardzo lubimy. To jest warunek prawdziwego przełamywania rutyny. Nie może być to żadne typowe dla naszych czasów pazerne, maniakalne, eskapistyczne i kryptokonsumpcyjne poszukiwanie nowych wrażeń przez zarażonych ponowoczesnym ADHD. Chodzi mi o ludzi, którzy jeśli nie robią zdjęć w Afganistanie, to wyskakują z helikopteru. W międzyczasie trenują capoeirę, a po lekcji japońskiego pędzą na festiwal filmowy. Im więcej robią, tym mniej po prostu są, za to wszyscy wokół mogą być pewni, że mają bardzo ciekawe, bogate życie i na pewno nie są takimi zwyczajnymi ludźmi, jakich wielu. Kim są, do końca nie wiadomo, bo to się musi ciągle zmieniać, ciaglę zaskakiwać.

Niedziałanie jest dziś bardzo niepopularne i nikomu nie zaimponuje wiadomość, ze cały weekend spędziłeś w domu na kanapie. Należy za to być aktywnym, kreatywnym, rozwijać się (kto się nie rozwija, ten się zwija, ha ha ha) oraz brać udział w różnych "projektach" (mój boże, projektach!). Przeczytajcie książkę Hodgkinsona "Jak być leniwym" albo chociaż "Pochwałę lenistwa" Bertranda Russela i przekonacie się, że to właściciele firm, kościół i politycy najbardziej pragną, byśmy byli aktywni i pracowici, mnóstwo osiągali i jeszcze wierzyli, że to nam samym na tym zależy.

Jeśli o mnie chodzi, zawsze byłam zbyt leniwa, żeby się angażować w działalność na różnych polach, ale kiedyś jeszcze miewałam wątpliwości, czy przypadkiem nie zuboża to mojego życia i czy nie powinnam dołożyć wszelkich starań, żeby wyplenić z siebie lenistwo, tą straszliwą skazę na charakterze. Potem dowiedziałam się, że mój żałosny charakter każe mi postepować zgodnie z naczelną zasadą taoizmu - wu wei, czyli zasadą niedziałania i bardzo się ucieszyłam. Jeśli was to interesuje, zasada wu wei to ta sama zasada, według której płynie rzeka. No bo rzeka nie podejmuje żadnego zbędnego wysiłku, o nic się nie stara, nie chce być czymś innym niż jest. Jest za to bierna i leniwa i poddaje się temu, co jest wokół, a mimo to wciąż się zmienia i robi mnóstwo ciekawych rzeczy: szlifuje kamienie, hoduje ryby i rośliny, zwiedza świat. A przecież nic nie robi. Kiedy coś staje jej na drodze, wcale z tym nie walczy, ale robi dalej swoje. Tego wam życzę z okazji zbliżających się świąt i kończę ten uduchowiony wpis, zanim dodacie mnie do zakładki "new age", co byłoby bardzo poważnym błędem.

wtorek, 16-12-2008 [14:19:58] | komentarze [4] | komentuj


All families are psychotic

Hej, i jak? Czy w swoich domach powitaliście narodziny Jezusa? Czy otworzyliście serca na miłość i przebaczenie? A może mieliscie ochotę "zostawić to wszystko" i zaszyć się w pensjonacie w Sopocie, w sanatorium w Ciechocinku kąpać się w borowinie, jeść humus w Istambule, pić mojito w La Habana? Czy w święta choćby staramy się dać sobie to, czego sobie życzymy przy opłatku?

Kiedy wróciłam do domu, poszliśmy do "knajpy naprzeciwko". Nasza kelnerka wyglądała na smutną i bolała ją głowa. Jej święta też się nie udały. Za to jak zwykle była ładna, szczera i bezpretensjonalna. Jak kelnerka z filmu jakiegoś niezależnego reżysera, prawdziwa postać. Mój brat dał jej ibupromu.  Baltas był dobry jak zwykle, naleśniki ze szpinakiem i płatkami migdałowymi jak zwykle były najlepsze. Moje osiedle było spokojne i mroźne i dokładnie takie, jak przed wyjazdem. Mój dom był miękki i cichy, pachnący curry. Mój chłopak był uroczy. Przywiozłam mu nowe, zielone adidasy i koszulkę Benfiki Lizbona. Dostałam od niego kredki, książki i gruby zeszyt do rysowania i pisania - na okładce ma drzewo i ptaszki. Mój chłopak i mój brat grali w Pro evolution soccer, a ja oglądałam "1001 książek, które musisz przeczytać", w której, jak od razu wypunktował Marcin, nie znalazł się Bukowski ani Coupland, o Robbinsie nie wspominając. Bawiliśmy się do trzeciej nad ranem, jak nastolatki, których rodzice wyjechali do ciotki w Otwocku.

Następnego dnia kupiłam jajka, chleb, masło i earl greya i Marcin usmażył  ogromną jajecznicę. Zrobiłam sobie ginu z tonikiem i wleźliśmy wszyscy do łóżka, gdzie prawie cały dzień oglądaliśmy Weedsów na laptopie. Jeśli was to interesuje, to mój drugi ulubiony serial. Marcinowi podoba się główna bohaterka, Nancy, i dobry murzyn. Mi podoba się murzyn, główna bohaterka oraz jej sukienki i biżuteria. To był najwspanialszy dzień swiąt, lepszy od wszystkiego. Oby nasze życie już zawsze było tak dziecinnie proste i tak zupełnie nie drobnomieszczańskie.

wtorek, 30-12-2008 [12:53:42] | komentarze [3] | komentuj


Czy wierzycie, że w tę wyjątkową noc posprzątany dom i nowe majty uwolnią wasz potencjał i energię twórczą, a dużo żarcia, bąbelki w  winie musującym i poświąteczny debet na koncie zapewnią dostatek w nowym roku? Trochę mnie to martwi, bo wcale nie posprzątałam domu, ani nie wyrzuciłam śmieci - zbędne przedmioty, odpady, niewykonane zadania przejdą na nowy rok i zawalą przestrzeń, która powinna być pusta, by zapewnić mi rozwój duchowy. Nie dokończyłam nawet roboty i przyszły tydzień zacznę od dyskretnego nadganiania zaległości. Nie pozmywałam i nie powiesiłam prania, nie wykąpałam się i nie uczesałam, a właściwie nie zdjęłam jeszcze piżamy. Słowem, nie pozbyłam się zbędnego balastu, zanieczyszczeń. Zastanawiam się również, czy iść na imprezę, a jutro rano w kiepskim stanie jechać do kazimierza, czy zostać w domu i obejrzeć z piętnaście odcinków Weeds.

środa, 31-12-2008 [16:32:34] | komentarze [1] | komentuj