słodki zapach brudu
 

listopad 2008

Skończyło się lato hedonizmu i nastał czas melancholii. To czas zwolnienia tempa i introwetryzmu, kiedy soki ludzi i roślin wycofują się w dół, do korzeni. Uwaga, grozi wysuszeniem i wniknięciem zimna. Dziewczęta, dbajmy teraz szczególnie o prawidłowe nawilżenie skóry i jelita grubego!
Introwertyzm i melancholia, wzmocniona niedawną wycieczką do Lizbony, stolicy melancholii, stwarzają dobre warunki dla prowadzenia pamiętniczna. A ja jestem melancholiczką z urodzenia. Jak Adam Mickiewicz i Nostradamus. Urodziłam się w ciemną, grudniową noc, kim innym mogłabym więc być?
Jeśli nadal tu zaglądacie i ciekawi was, co u mnie słychać, oto najnowsze wydarzenia w wielkim skrócie. Po pierwsze, odkąd zaczęłam czytać Toma Robbinsa świat i inne ksiązki nie są już takie same. Po drugie, mój brat, który urodził się jasnego, lipcowego dnia, przeziębił nerw i miał sparaliżową lewą połowę twarzy, ale już mu przeszło. Podobał mi się jego upośledzony wygląd - paraliż dodał mu pewnego sznytu.
Po trzecie, doszłam do wniosku, ze gotowanie to sztuka peryferyjna i za mało doceniana w swym wymiarze metafizycznym i filozoficznym. Powinniśmy patrzeć na rondel jak na menzurkę alchemika, w której lączą sie wszystkie pierwiastki świata, a pieczarki z cebulą plotkuja na temat tajemnic życia. Dlatego czasem chciałabym zostać kurą domową, która za badania nad istotą wszechrzeczy otrzymuje stosowne granty od państwa.
Po czwarte, wczoraj zaprosiłam mojego narzeczonego na piwo. Alkohol, który kieruje energię w górę, czasem rozpuszcza smutki związane z przymusem życia w pewnych strukturach społecznych,  zarabiania pieniedzy i konformizmu. A czasem nie. Tym razem jednak działy się dużo ciekawsze rzeczy. W naszej osiedlowej knajpce pojawił się znany trener, Janusz Wójcik. Latem spotkaliśmy tam Rogera Guerreiro wraz z rodziną, więc widzicie, moje osiedle wcale nie jest takie zaściankowe. Mój narzeczony, Marcin, którym targały uczucia ambiwaletne, zerkał na pana Janusza, a pan Janusz zerkał na Marcina. Czyżby pamiętał uroczego dwunastolatka, który wslizgnął się na stadion Legii w przerwie meczu i wyciągnął umorusaną rączkę z wymiętą kartką papieru, dziecięcym jeszcze głosem prosząc o autograf? Oto zagadka dla was.
Wiadomość dnia:  w tradycyjnej medycynie chińskiej jesieni przyporządkowany jest smutek, zmysł węchu, planeta Wenus, smak ostry i kolor biały: ryż, kalafior, chrzan, cebula, por, imbir.

czwartek, 06-11-2008 [13:08:50] | komentarze [7] | komentuj


"Ty, ty śliczne stworzonko. Ty nie musisz się martwić kupowaniem skuterów śnieżnych, kokainy czy trzeciego domu w Orlando na Florydzie. No tak, nie musisz. Ty chcesz tylko, żeby cię pogładzić po łebku". Jeśli  o mnie chodzi, gładzenie po łebku też załatwia sprawę. Nie chce mi się wielu rzeczy: kupować zimowych butów, zdobywać wykształcenia, kończyć kursów, uczyć się nowych języków, rozwijać sie zawodowo na coraz bardziej odpowiedzialnych stanowiskach. Chce mi się coraz mniej, co według mnie wskazuje na rozwój osobowości i kształtującą się świadomość wyborów. Chce mi się spać, czytać na łóżku, kiedy obok leży mój chłopak i gra w piłkarzy na laptopie, gotować i jeść, gładzić po łebku, może też rozmawiać, popijać i takie tam. Naprawdę wspaniałe wydaje mi się życie bez ambicji. A kto zgadnie skąd pochodzi cytat, tego poczęstuję ukraińskim piwem.
Ostatnio zdarzyła mi się ciekawa historia. Trzeba zacząć od tego, że mam taką czapkę z daszkiem, która służy mi już drugi rok i wygląda wciąż dobrze (niebywała w dzisiejszym świecie trwałość). Bardzo lubię tą czapkę i naprawdę bym się zmartwiła, gdybym ją zgubiła. Wysiadałam z metra na stacji centrum i właśnie stawiałam nogę na peronie, kiedy zza pleców, z tłumu w wagonie wydostał się okrzyk "czapka!", a tymczasem nad moją głową czapka już szybowała i zataczając zgrabny łuk, wylądowała u moich stóp. Co za refleks, co za życzliwość w domach z betonu! Musiałam ją zostawić na siedzeniu, taka byłam zaczytana. W tej książce, z której pochodzi cytat.
A potem poszłam do tych jarzeniowo fosforyzujących galerii poszukać sobie zimowych butów, bo naprawdę nie dotrwam do wiosny w trampkach. Niczego nie znalazłam: jest stanowczo za dużo rzeczy efemerycznych, na niby i za mało rzeczy prawdziwych, szlachetnie się prezentujących, o linii klasycznej.

piątek, 21-11-2008 [12:18:03] | komentarze [13] | komentuj