|
kochani czytelnicy, nie powinnam tu teraz pisac, bo moja niezwykle nuzaca praca bywa tez czasem niezwykle absorbujaca. pewne mysli nie daja mi jednak spokoju! wczoraj w nocy, kiedy kochanek moj hulal po miescie i alkoholizowal sie (mimo ze jeszcze poprzedniego dnia lezal powalony choroba i pozwalal mi okrywac sie pierzynami, podawac lecznicze ziola i gotowac odzywcze rosoly) ja wreszcie moglam w spokoju kontynuowac "szkarlatny platek i bialy" i doszlam do momentow przelomowych, kiedy to pan wyrzuca pania z domu. nie do konca to wszystko rozumiem. czemu wlasciwie pan wyrzucil pania? moze mi powiecie? wiem, ze pan z zasady moze robic, co mu sie podoba, a pani byla tylko cwana ulicznica, a do tego pan mial na oku nowa, lepsza pania, ale jednak ten postepek wydal mi sie niekompatybilny z ogromem zaangowania, ktore pan wczesniej wykazywal. owszem, pan mial charakter slaby i samolubny, ale nic wczesniej nie wskazywalo na to, ze rowniez tak nikczemny. zdaje mi sie, ze nic nie uwiarygodnia faktu, ze w ciagu roku szalencza milosc, dla ktorej pan z wannabe-pisarza zmienil sie w potentata przemyslowego (znamy z zycia podobne przypadki degradacji mlodzienczych marzen) oraz erotyczna i intelektualna fascynacja zmienily sie bez wyraznego powodu w obojetnosc sklaniajaca do wyrzucenia pani na bruk i to bez pozegnania. to pewnie glupie, ze o tym pisze, ale hiperrealizm (jak mowia krytycy) ksiazki sprawia, ze gnebi mnie to zagadnienie, a wy na pewno mi cos wyjasnicie.
wtorek, 08-01-2008 [16:38:16] | komentarze [5] | komentuj
|