słodki zapach brudu
 

maj 2007

oto jestem!  cudem jakims bozym i palcem opatrznosci, ostatnim tchnieniem sil zyciowych  dopelzlam do cywilizacji. pelzajac, broczac krwia i limfa, na ostatnim oddychaniu beztlenowym, z paskiem zycia bliskim zeru.  i poprzysiegam, ze tego miasta, tego domu nie opuszcze juz nigdy bez wyraznego powodu. co tej nocy przeszly moje kanaliki oskrzelowe! zacznijmy od tego, ze zachcialo nam sie dzialkowac. w naszym wieku! i to jeszcze z grillem i przyprawa do grilla, wyobrazcie sobie tylko, to naprawde zalosne. wszystko szlo dobrze: herbatka na werandzie, lektury i partnerskie dyskusje z wymiana  wzajemna opinii i pogladow, wszystko dobrze, dopoki nie trzeba bylo isc spac. a w tym domu sypial przeciez kot tesciow, ten rasowy, naburmuszony kastrat, przechadzajacy sie zawsze wyniosle jak spasiony basza po prywatnym haremie. ten, ktory chylkiem ugryzie was w noge i podrapie ponczochy. ale zrobi to cichcem pod stolem, bo nad stolem toczy sie niekonczaca sie opowiesc: to najdelikatniejszy kot bo taki delikatny, taki madry, czuly i subtelny, delikatny jak motyl cytrynek, to niemozliwe, zeby ugryzl, na pewno zabek mu sie zaczepil niechcacy, oby sie szkliwo nie ukruszylo, oby nie zglodnial przypadkiem, godzine juz nie nic do ust nie bral, lece pokroic mu sopockiej poledwiczki.

a wiec ten bestalski czworonog, nazwijmy go dyskretnie "g." zamieszkiwal wczesniej na dzialce. dupa po katach wcieral swoje jady, wsaczal swoje szkodliwe trucizny. i jak nie zaczne dusic sie, rzezic, wkolo leje sie ze mnie posoka, na gardle zaciskaja sie jakies niewidzialne szpony. i nie ma dokad isc i nie ma dokad uciec, na zewnatrz zimno, a w srodku omal nie zejde. a marcin czuwal przy mnie jak ten duzy dobry pies, ktory jest w gazecie, ktory opiekuje sie chorymi dziecmi. a ja tak rzezilam, charczalam, dusilam sie, cos mi sie zaciskalo i nie wpuszczalo powietrza do srodka, w srodku pelno galarety i tak cala noc. a marcin wciaz pilnowal mnie jak duzy dobry pies. i tak do rana. a rano naprawde cudem bozym dopelzlam do cywilizacji do pekaesu, zasmarkana i slaba jak wydmuszka. a marcin prowadzil mnie przez las jak duzy dobry pies. a dom jawil mi sie jak raj utracony i slowo daje, juz mnie nic stad nie wykurzy. i kocham cywilizacje i was kocham, bo jestescie w cywilizacji, w komputerze, kocham fotel, w ktorym siedze, szlachetne zdrowie i oddychanie tlenowe.

niedziela, 06-05-2007 [15:11:37] | komentarze [4] | komentuj


opracowalam swietny patent. czasem pozwalam sobie na odrobine szalenstwa i na sniadanie zjadam orzechowa buleczke z tego eko sklepu pod biurowcami, w ktorym co rano wszystkie biurwy zaopatruja sie na caly dzien; w kanapki, salatki, napoje i batony. ja zaopatruje sie czasem wlasnie w ta orzechowa buleczke. no i w pracy robie sobie kapuczino z wypasiona pianka. w biurze rano jest przyjemnie, pusto i cicho, a nasz pokoj caly w bialym wiosennym swietle. z kapuczino i buleczka na sniadanie czuje sie jak dama z francuskiego filmu. oto spedzila noc ze swoim fiance jean jacquesem, ktory z samego rana wspanialomysnie  przyniosl buleczki z boulangerie i le monde z kiosque, a potem odjechal do swego bureau, zostawiajac ja na tarasie sam na sam z kawusia, buleczkami i mnostwem skomplikowanych mysli.
a wiec moj patent polega na tym ze dziele buleczke na pol. buleczka bowiem jest jakby podwojnie krecona, przypomina podwojny slimak i idealnie nadaje sie do podzielania na pol. biore jedna pyszna polowe i jem, a trwa to bardzo dlugo i jest bardzo przyjemne. druga polowa pozostaje w eleganckiej papierowej torebce az w koncu i na nia przychodzi kolej. wtedy jest tak, jakbym dopiero co kupila sobie calkiem nowa buleczke. jakbym miala buleczke, mimo ze juz zjadlam buleczke. cala zabawa zaczyna sie od nowa i nie ma konca przyjemnosci. swietna sprawa, musicie sami tego sprobowac.

czwartek, 10-05-2007 [10:07:32] | komentarze [7] | komentuj


orany, ale ten blogus sie glupawo nazywa. co to w ogole znaczy paupa, co? kojarzy sie z pulpa z papieru toaletowego albo mapetem jakims, taka pacynka.  nadmienie, ze blogusia zakladal moj chlopak, bo ja sie za bardzo ociagalam, a on chcial miec jak najpredzej dziewczyne piszaca blogusia no i masz ci los. to znaczy zakladal asz, a chlopak tylko zarzadzal. i zarzadzil pierwsze z brzegu zmyslone slowo i teraz takie slowo kreuje moj wizerunek (calkiem slusznie- swoja droga- pokazujac, ze nic nie jest zbyt serio)
no dobra, ja tu sobie umilam czas oczekiwania na maila z chorwacji, ale nic nie nadchodzi, wiec prosze nie oczekiwac, ze bede marnowac swoj czas dla jakichs budzetow. ide czesc

 

piątek, 11-05-2007 [17:14:36] | komentarze [2] | komentuj


zostalam calkiem sama w naszym pokoju. czasem siedze przy swoim biurku, a czasem przy jej. teraz tylko dzieki mnie biointegrujace sie z koscia srubki trafiaja do najodleglejszych zakatkow swiata. lubie sledzic ich droge.

EINDHOVEN 10:30 departure scan, KOELN 2:25 departure scan, DUBAI 1:00 pm arrival scan, BAHRAIN 4:45 pm arrival scan

albo: BRNIK 4:40 am departure scan, SPATA 10:24 am destination scan, ATHENS 12:09 pm delivery

niemal czuje zapach obcych miast, do ktorych przyjezdza sie rano. zapach jakichs innych chodnikow, innych drzew, benzyny i spalin na stacji autobusowej albo wiatru nasaczonego morska sola, zapach innej budki z kebabem, innej kawy, innej ziemi, zoltej albo czerwonej. srubki obiecaly ktoregos dnia zabrac mnie ze soba w daleka podroz.

kiedy siedze przy jej biurku widze dach budynku naprzeciwko. przypomina mi sie bieganie po dachach z kolegami z podworka, wypatrywanie ufo, tajne bazy, strychy naszego bloku. wtedy na dachu swiat i przyszlosc byly nieogarniete, ale wcale nas to nie obchodzilo.

piątek, 18-05-2007 [15:50:05] | komentarze [0] | komentuj


o ja pierdole, w mojej pracy naprawde osiem kobiet odwala 90% mrowczej pracy dla trzech kolesi, ktorzy zgarniaja 90% kasy. tak mnie to zapienia, ze chyba zapisze sie do jakiejs babskiej bojowki i bede rzucac gownem w tych fagasow oraz wszystkie panienki, ktore tak rozkosznie odzegnuja sie od feminizmu i z minami kotow srajacych na puszczy staraja sie udowodnic swoim i nie swoim gachom, ze nie maja nic wspolnego z ta banda nieokrzesanych, brzydkich, lesbijskich wiedzm, zeby przypadkiem w oczach owych herosow nie stracic nic ze swej kobiecosci biernych kretynek i utrzymac ich ego na odpowiednim poziomie. chroniac tym samym opresje wlasnej plci jak kwoki wysiadywanych jaj.
normalna rzecz: pani ksiegowa drobi caly bozy dzien jakies slupki a jej kolega pan finansjer w pokoju obok, ktory zarabia miesiecznie tyle, ile wiekszosc z nas nie widziala nigdy w zyciu na raz popija kawe, ostentacyjnie czytajac gazete. nie zeby sie kryl, nie siedzi nawet przy komputerze i normalnie czyta, kiedy tylko go widze, od rana do wieczora.

aha, zapomnialam. jest w naszej firmie jeszcze dziewiata kobieta. ta wykonuje 0% pracy, poniewaz wystarczajaco gleboko siedzi w dupie u facetow. w biurze tylko bywa, a wtedy glownie przechadza sie w te i wewte, podtykajac swoja robote co bardziej podatnym na presje. mam nadzieje, ze zaden z facetow nie zacznie w konsu siedziec w dupie u niej, bo wtedy bedziemy mialy przesrane.

wtorek, 22-05-2007 [14:09:49] | komentarze [15] | komentuj


kochany pamietniczku,
dzisiaj chlopak moj mariusz wraca z woja. wystroilam sie w swoje niedzielne pantalony i nalozylam na fizys wszystkie najlepsze pomady zachodnich marek w barwnych kolorach, czerwien, amarant, indygo, oregano. czekam w napieciu az zajedzie na hawire i dam mu mlodych kartofli, mlodych i dobrych jak ja sama. jeszcze tylko zapastuje podlogi i zmienie poscielowe, zeby mi w mazak nie zajebal, ze mu chlew z chalupy zrobilam. chlop musi miec smacznie, czysto i bez glupiego gadania, a dziewczyna musi byc usmiechnieta i chetna zarowno do pracy jak i do pierzyny, wtedy moze liczyc na to, ze chlop nawet w trupa pijany wroci prosta droga do domu.

czwartek, 24-05-2007 [13:47:39] | komentarze [9] | komentuj