słodki zapach brudu
 

kwiecień 2007

sporo rzeczy mnie wciaz irytuje i to jest dobrze. mysle o nich i czuje ozywcze buzowanie niezgody w zylach. z przyjemnoscia moszcze sie w swojej intymnej niszy. pielegnuje swoje tajemnice jak pudeleczko ze sreberkami po zachodnich czekoladach. lubuje sie w tych wszystkich bibelotach, ktore wypelniaja moj sekretny, maly domek. cos o czym naiwne smarkacze mysla, ze tego juz nie ma, kiedy ma sie monitorowane podworko i chodzi w pantofelkach do biurowca. ale to jest i ma sie dobrze.
w moim wieku oczywiscie czlowiek juz dawno nie powinien budowac sie niezgoda na rzeczywistosc. ale mysle, ze bycie calkiem zgodnym i wyczyszczonym byloby dosc nudne. a juz na pewno nie mielibysmy o czym plotkowac, co wprowdziloby element ciszy i jalowosci.

na przyklad szkola dostarcza mi sporo irytacji i to mnie bawi. obserwacja szkolnej spolecznosci prowadzi do wnioskow dosc pesymistycznych, ale jest przy tym mnostwo uciechy. otoz trzy czwarte ludzi jest naprawde tepych i nic nie kuma, a jakas tam mala czesc, jak juz cos ledwie zakuma, to malo sie nie obsra. i wtedy jest juz tylko "aczkolwiek" i "natomiast" a najlepiej to jak jest "wieczorek u przyjaciol, ktorzy maja ksiegarnie". wyobrazcie sobie tylko: przeciez "przyjaciele maja tam ksiegarnie" oraz "ja nie ufam tej prozie", no naprawde ze, umrzec mozna. a z drugiej strony sa te cudowne, niepokalane mysla blond kelnerki, ktore uwazaja ze "ta ksiazka jest naprawde obrzydliwa" i po prostu "czytac jej nie mogly". pomyslicie, ze jestem glupia, jesli dopiero teraz zauwazylam, ze sa i ludzie tepi i ludzie egzaltowani, ale to nie tyle, ze jestem glupia, co raczej rozgladam sie za czyms po srodku. bo tego co po srodku, powinno byc najwiecej, ale jest wrecz przeciwnie i tutaj wlasnie cos mi sie nie zgadza. no bo ile jest osob, ktore costam rozumieja, ale jednoczesnie nie uderzaja w te drazniace gorne tony? albo ile ludzi, ktorzy niby to sa w naszej bandzie, ale z wiekiem zaskorupieli nieco i juz zaczynaja przybierac miny belfrow, juz sie strosza przeciw nowemu? a ile tych, ktorzy zdazyli cos zrozumiec i nie sa na kolanach wobec tego, ale nie zdazyli utracic tej niewinnej fascynacji swiatem ? bo mi palcow jednej reki az za duzo.

poniedziałek, 02-04-2007 [16:56:20] | komentarze [5] | komentuj


kochany pamietniczku,
swieta spedzilam w sve- w dalekiej podrozy podbiegunowej. przed trzy dni nic, tylko wpierdalalam rozmaite frykadele- wszystkiego ile wlezie, a potem splukiwalam to  likierami. z ulga przyjelam ateistyczny charakter niedzielnego sniadania. nikt sie niczym nie dzielil, nie zyczyl i nie calowal. zreszta, jak tu sobie zyczyc ot tak, w szlafroku, z geba juz pelna splesnialego sera i wedzonej ryby. cale szczescie, moja mama nie jest typem kluskowym, ale raczej srodziemnomorskim, a do tego calkiem utalentowanym. o ile w kuchni jestem do niej podobna, moj chlop na pewno nie ma ze mna zle.
mozna to podsumowac tak: cenie kuchnie poludnia i zepsuty liberalizm polnocy.

jesli chodzi o potrzebe duchowosci i obrzedu, trzeba powiedziec, ze spozywanie swietych darow ziemi rzeczywiscie wprowadza mnie w stan jakby duchowy, przepelnia wdziecznoscia i wrecz zmyslowym zachwytem. podobnie, jak kiedy zdarza mi sie poglaskac burego kota, kupic nowe perfumy w strefie wolnoclowej, ujrzec kroliczka przebiegajacego mi droge,  poczuc zapach lesnej kniei po deszczu czy wypic zagraniczne piwo na balkonie w cieply wieczor. to chyba znaczy duzo wiecej. mozna nawet powiedziec, ze na swoj sposob jestem bardziej religijna od wielu innych ludzi, ktorzy dymali do kosciola poswiecic jajko.

wtorek, 10-04-2007 [10:41:34] | komentarze [0] | komentuj


I'm so bridget

moi drodzy, czy zauwazyliscie, jak ludzie od roznych filmow i seriali staraja sie nam wmowic, ze kiedy bohaterce przydarza sie cos niefortunnego, bo ma pecha, albo po prostu jest zwykla fajtlapa, to jest to obraz tak wdzieczny i urokliwy, ze natychmiast zakochuje sie w niej jakis wspanialy gosc? na przyklad przejezdzajacy autobus zmoczy ja od stop go glow i wyglada jak sto nieszczesc. ale nie, my wiemy, ze tak naprawde znaczy to, ze wrecz przeciwnie, ze wyglada wprost cudnie i zaraz ten gladko ogolony steven, madry prawnik albo ceniony kardiochirurg oswiadczy sie i pocaluje ja z jezykiem, przechylajac do tylu jej kruche cialo. moze sie zdarzyc inaczej- ze nagle na ulicy wypadnie jej wszystko z torebki, wszystkie szminki, tampony, lusterka, zalotki, antykoncepcja i papierosy . moze nawet wibrator, jesli to seks w wielkim miescie. wszystkie jej kobiece tajemnice wypadna z ukrycia prosto na bruk! i ona przykucnie i znajdzie sie tez na bruku. ale wtem david wyrosnie przed nia dorodny i niebosiezny. zobaczy ja tam na dole i posiadzie wszystkie jej tajemnice wybebeszone na zewnatrz! sprawa jest wtedy przesadzona i wlasciwie moglaby od reki zrobic mu laske. ale nie robi, zeby jej sie jeszcze na razie nie zmazal blyszczyk i nie pozaciekal puder. on jest szlachetny i rozumie to i czeka na wlasciwy moment.

wiec david pomaga jej sie pozbierac i ewoluowac do postaci dwunoznej. kto wie, co by sie z nia stalo, gdyby nie on. gotowa bylaby sie zapomiec i juz na zawsze tak pelzac wsrod rozsypanych podpasek.

oczywiscie, rozumiemy doskonale, jak szkodliwe tresci niosa ze soba te nikczemne obrazy. mlode panny na wydaniu dowiaduja sie z nich, ze ich glupota i nieporadnosc gwarantuja im szczescie. to szczescie beda jednak tylko dzierzawic i to pod hipoteke wlasnego ciala! szczescie bedzie bowiem trzymal w garsci david. w swojej dloni pieknej i smuklej jak dlon wirtuoza, a zarazem silnej i szorstkiej jak dlon brygadzisty.

dlaczego pisze o sprawach banalnych, ktore w dodatku pozstaja w tak niklym zwiazku w dzisiejszymi wydarzeniami?
dzisiaj rano spadly na mnie pomyje. tuz pod moja praca, pod srebrnym wiezowcem. jakies spienione szambo prosto na moje wlosy, na plaszczyk (wlosy od fryzjera nie dalej jak wczoraj). te pomyje spuscili na mnie panowie- zwykli czysciciele szyb, dyndajacy na dlugich linach. kiedy juz siedzialam za biurkiem, jeden czysciciel dyndal wprost za moim oknem. usmiechnelam sie, by wyrazic wdziecznosc, ze od teraz bede mogla widziec caly swiat tak wyraznie. ale usmiechnelam sie tylko troche, zeby nie stalo sie nic nieodwracalnego. na przyklad, zeby on nie wyjal zza pazuchy paczki mentosow!
dzisiaj tez po raz pierwszy udalam sie na silownie z nowym zlotym karnetem. po to, zeby wygladac tak, zeby david nie rozmyslil sie i juz zawsze chcial zbierac z ziemi moje szminki. przez pomylke weszlam do meskiej szatni. potem nie moglam zasznurowac swiezo wypranych trampkow- sznurowki popsuly sie w praniu. zrezygowalam, ale opalona na recepcji zgubila tymczasem moja zlota karte! naprawde sie wscieklam. potem poszlam do metra. weszlam innym wejsciem niz zwykle, ale ustawilam sie jak zwykle z lewej strony. w metrze czytalam. kiedy podnioslam wzrok, bylam juz przy dworcu gdanskim, na drugim koncu miasta! na drugim koncu w stosunku do mojego miejsca zamieszkania.
ale wreszcie dotarlam do domu i tam juz wszystko sie ulozylo. opisalam te perypetie na blogusiu, a david przyniosl mi na pocieche kawal miesa, ktore zlowil, ktore ja zjadlam.

wtorek, 17-04-2007 [21:15:46] | komentarze [0] | komentuj


moi drodzy,
czy mozecie mi polecic jakies totalne agrozadupie, gdzie moglabym udac sie na zasluzone wczasy? nad morzem lub jeziorem, wskazane gospodarstwo wiejskie, swieza zywnosc od chlopa i calkowity brak rozrywki (ewentualnie sprzet wodny), miejsce wymarzone dla osoby nienawidzacej halasu i spoleczenstwa, pragnacej w spokoju wypoczywac pod jablonka, czytac romanse na werandzie, obserwowac z partnerem zachody slonca i szykowac jajecznice z prawdziwych naturalnych jajek wiejskich, plywac, rozmyslac, rekreowac, majac w swym otoczeniu niewielka ilosc ludzi, a duza ilosc przyjaznych terenow zielonych. im mniej ludzi, tym lepiej, im wieksze zadupie, tym jeszcze lepiej. zapytanie to jest serio.

wtorek, 24-04-2007 [10:01:15] | komentarze [8] | komentuj