| słodki zapach brudu | |
kwiecień 2007 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
sporo rzeczy mnie wciaz irytuje i to jest dobrze. mysle o nich i czuje ozywcze buzowanie niezgody w zylach. z przyjemnoscia moszcze sie w swojej intymnej niszy. pielegnuje swoje tajemnice jak pudeleczko ze sreberkami po zachodnich czekoladach. lubuje sie w tych wszystkich bibelotach, ktore wypelniaja moj sekretny, maly domek. cos o czym naiwne smarkacze mysla, ze tego juz nie ma, kiedy ma sie monitorowane podworko i chodzi w pantofelkach do biurowca. ale to jest i ma sie dobrze. na przyklad szkola dostarcza mi sporo irytacji i to mnie bawi. obserwacja szkolnej spolecznosci prowadzi do wnioskow dosc pesymistycznych, ale jest przy tym mnostwo uciechy. otoz trzy czwarte ludzi jest naprawde tepych i nic nie kuma, a jakas tam mala czesc, jak juz cos ledwie zakuma, to malo sie nie obsra. i wtedy jest juz tylko "aczkolwiek" i "natomiast" a najlepiej to jak jest "wieczorek u przyjaciol, ktorzy maja ksiegarnie". wyobrazcie sobie tylko: przeciez "przyjaciele maja tam ksiegarnie" oraz "ja nie ufam tej prozie", no naprawde ze, umrzec mozna. a z drugiej strony sa te cudowne, niepokalane mysla blond kelnerki, ktore uwazaja ze "ta ksiazka jest naprawde obrzydliwa" i po prostu "czytac jej nie mogly". pomyslicie, ze jestem glupia, jesli dopiero teraz zauwazylam, ze sa i ludzie tepi i ludzie egzaltowani, ale to nie tyle, ze jestem glupia, co raczej rozgladam sie za czyms po srodku. bo tego co po srodku, powinno byc najwiecej, ale jest wrecz przeciwnie i tutaj wlasnie cos mi sie nie zgadza. no bo ile jest osob, ktore costam rozumieja, ale jednoczesnie nie uderzaja w te drazniace gorne tony? albo ile ludzi, ktorzy niby to sa w naszej bandzie, ale z wiekiem zaskorupieli nieco i juz zaczynaja przybierac miny belfrow, juz sie strosza przeciw nowemu? a ile tych, ktorzy zdazyli cos zrozumiec i nie sa na kolanach wobec tego, ale nie zdazyli utracic tej niewinnej fascynacji swiatem ? bo mi palcow jednej reki az za duzo. poniedziałek, 02-04-2007 [16:56:20] | komentarze [5] | komentuj kochany pamietniczku, jesli chodzi o potrzebe duchowosci i obrzedu, trzeba powiedziec, ze spozywanie swietych darow ziemi rzeczywiscie wprowadza mnie w stan jakby duchowy, przepelnia wdziecznoscia i wrecz zmyslowym zachwytem. podobnie, jak kiedy zdarza mi sie poglaskac burego kota, kupic nowe perfumy w strefie wolnoclowej, ujrzec kroliczka przebiegajacego mi droge, poczuc zapach lesnej kniei po deszczu czy wypic zagraniczne piwo na balkonie w cieply wieczor. to chyba znaczy duzo wiecej. mozna nawet powiedziec, ze na swoj sposob jestem bardziej religijna od wielu innych ludzi, ktorzy dymali do kosciola poswiecic jajko. wtorek, 10-04-2007 [10:41:34] | komentarze [0] | komentuj I'm so bridget moi drodzy, czy zauwazyliscie, jak ludzie od roznych filmow i seriali staraja sie nam wmowic, ze kiedy bohaterce przydarza sie cos niefortunnego, bo ma pecha, albo po prostu jest zwykla fajtlapa, to jest to obraz tak wdzieczny i urokliwy, ze natychmiast zakochuje sie w niej jakis wspanialy gosc? na przyklad przejezdzajacy autobus zmoczy ja od stop go glow i wyglada jak sto nieszczesc. ale nie, my wiemy, ze tak naprawde znaczy to, ze wrecz przeciwnie, ze wyglada wprost cudnie i zaraz ten gladko ogolony steven, madry prawnik albo ceniony kardiochirurg oswiadczy sie i pocaluje ja z jezykiem, przechylajac do tylu jej kruche cialo. moze sie zdarzyc inaczej- ze nagle na ulicy wypadnie jej wszystko z torebki, wszystkie szminki, tampony, lusterka, zalotki, antykoncepcja i papierosy . moze nawet wibrator, jesli to seks w wielkim miescie. wszystkie jej kobiece tajemnice wypadna z ukrycia prosto na bruk! i ona przykucnie i znajdzie sie tez na bruku. ale wtem david wyrosnie przed nia dorodny i niebosiezny. zobaczy ja tam na dole i posiadzie wszystkie jej tajemnice wybebeszone na zewnatrz! sprawa jest wtedy przesadzona i wlasciwie moglaby od reki zrobic mu laske. ale nie robi, zeby jej sie jeszcze na razie nie zmazal blyszczyk i nie pozaciekal puder. on jest szlachetny i rozumie to i czeka na wlasciwy moment. wiec david pomaga jej sie pozbierac i ewoluowac do postaci dwunoznej. kto wie, co by sie z nia stalo, gdyby nie on. gotowa bylaby sie zapomiec i juz na zawsze tak pelzac wsrod rozsypanych podpasek. oczywiscie, rozumiemy doskonale, jak szkodliwe tresci niosa ze soba te nikczemne obrazy. mlode panny na wydaniu dowiaduja sie z nich, ze ich glupota i nieporadnosc gwarantuja im szczescie. to szczescie beda jednak tylko dzierzawic i to pod hipoteke wlasnego ciala! szczescie bedzie bowiem trzymal w garsci david. w swojej dloni pieknej i smuklej jak dlon wirtuoza, a zarazem silnej i szorstkiej jak dlon brygadzisty. dlaczego pisze o sprawach banalnych, ktore w dodatku pozstaja w tak niklym zwiazku w dzisiejszymi wydarzeniami? wtorek, 17-04-2007 [21:15:46] | komentarze [0] | komentuj moi drodzy, wtorek, 24-04-2007 [10:01:15] | komentarze [8] | komentuj |
![]() |
|