słodki zapach brudu
 

marzec 2007

co slychac? no wiec tak; wiode zycie higieniczne i spokojne. uczeszczam na uczelnie, a jak mam wolne, to spaceruje w lesie. jestem nadal na diecie SB, ale czasem jem czekolade. kiedy moje cialo szykuje sie na znaczne utraty magnezu, to wlasciwie codziennie.
widzialam super film "pod jednym dachem" i czytam fajna lekture szkolna pt. "lubiewo". lektura wywolala wielkie kontrowersje wsrod innych dzieci w szkole. dziewczyny, ktore czytaja ta ksiazke jadac do szkoly pociagiem z radomia, uwazaja ze powiesc ta je oszukuje, bo mowi, ze pedaly uzywaja gumek. jak gumek, jak pedaly, po co gumek pedaly? 30 zlotych na ksiazke stracone, a mozna bylo za to kupic perfumy la costas pod palacem dla chlopaka, kiedy z woja wyjdzie. na literaturze sie moze nie znaja dobrze, ale widac, ze biologie zaliczyly na piec- wiedza juz, ze pedaly nie zachodza i nie dadza sie nabrac. a wiec my z marcinem siedzimy w pierwszej lawce i wszystko to kwitujemy usmiechami- znamy sie wszak na metaforach i po co gumki pedalom, bo jestesmy ze wszystkich dzieci prawie najstarsi.

z tego wszystkiego robia sie rozne sny. na przyklad ze to ja musze uratowac lincolna burrowsa przed krzeslem elektrycznym. jakies informacje wykrasc, jakies tam zagadki. po drodze widze rozne rzeczy, np. egzekucje na dachu. skazany ma byc zrzucony z dachu, ale na linie, i skrecic sobie kark, czy jakby sie powiesic. tylko ze skazany pociaga za soba policjanta-egzekutora i spadaja razem. a policjant roztrzaskuje sie o wiezowiec.
albo ktos inny pogrzebany zywcem w ziemi, ale pionowo do gory nogami, tak ze te nogi wystaja i jeszcze sie poruszaja.
nie zaliczam jednak tej misji i bardzo sie boje, ale okazuje sie ze burrowsa i tak wypuscili z wieznia. potem go spotykam na wydmach i on mowi mi- jak w filmie- ze czasem po prostu trzeba miec duzo wiary.

PS. kochani czytelnicy, kto ma druga serie?

poniedziałek, 12-03-2007 [11:53:30] | komentarze [4] | komentuj


wstalam i pije herbate, a marcin spi jeszcze. jak ja lubie takie samotne, poranne chwile, ktore sa jakby poza porzadkiem wszelkich rzeczy- taki dodatkowy czas w bonusie. lubilabym isc sobie chlodnym, swiezym chodnikiem, powiedzmy do spozywczego po jogurt lajt, i wdychac zapach wilgotnych klombow i trawnikow, ktory teraz jeszcze panoszy sie w najlepsze, a potem ginie wsrod codziennych zajec.
zawsze mi sie zdawalo, ze poranki maja w sobie wiecej magii niz wieczory, tylko ze prawie nigdy nie ma na nie czasu.

ale do rzeczy- to prawda, dzisiaj wagarujemy. moze stad wrazenie wykradzionego podstepem czasu. wczoraj padlo wiele matrymonialno-reprodukcyjnych pytan. to znaczy nikt mi sie nie oswiadczyl, ale a to dzieci w szkole pytaly, kiedy slub, a to inni pytali, kiedy dzieci. moi drodzy, tu nie bedzie zadnego slubu, bo czy naprawde ktokolwiek lubi te rodzinne gusla, te wszystkie nudne zyczenia i niehigieniczne buziaczki razy sto piecdziesiat osiem na oba policzki? i czy wyobrazacie sobie, co powiedzialyby trinny i susannah, widzac mnie w bialej krynolinie?

niedziela, 18-03-2007 [10:57:53] | komentarze [1] | komentuj


kochany pamietniczku,
dzisiaj jest czwartek i spotkala mnie bardzo mila rzecz. bardzo mila okolicznosc, wynikajaca z internetu i interaktywnych interpersonalnych mozliwosci jakie on daje nam, ludziom, uzytkownikom.
a wiec to bylo tak, ze ja siedze w gabinecie i rozwiazuje slupki na komputerze, kiedy niespodziewanie przychodzi paczka na moje nazwisko. nagle renatka z recepcji przynosi mi tajemnicze zawiniatko i nagle ja je przecinam, odwijam, a tam jest brazowe pudelko, ktore ja otwieram, a potem rozchylam warstwy folii skrywajace w swym sercu cudowna tajemnice i wtem! widze druga serie kultowego serialu "prison break" w postaci plyt cd-r, jak i w tej samej postaci pierwsza serie kultowego serialu "lost" i wrecz nie posiadam sie z radosci, wrecz wzruszam sie!
pomyslicie sobie, kto moglby okazac mi tyle uprzejmosci- moze kuzyn z kluczborka, moze przyjaciolka z innego biurowca, ktora ostatnio nie miala czasu spotkac sie ze mna i pojsc wypic soya latte w caffe new york city chill out lounge i dlatego przysyla mi ten upominek. ale nie, to robi pewna nieznajoma, ktora napotkalam tutaj w internecie. pewna nieznana dziewczyna, ktora tym jednym gestem przelamuje demoniczna wirtualnosc tego oto swiata, tego blogusia i przekuwa go w materialnosc- szelest prawdziwego papieru, prawdziwe filmy w formacie avi, tusz prawdziwego pisaka formujacy sie w prawdziwe odreczne pismo czlowiecze.

albo wtedy, kiedy inna dziewczyna, prawie nieznana przysyla mi plyte hope sandoval z wlasnorecznie, w melancholijnej akwareli wymalowana okladka.
czy nie jest to jawny znak, ze nasza cywilizacja jeszcze nie upada, ze nawet ten- jakze czasem impertynencki i malostkowy- blogus moze generowac dobre uczynki?

zaraz dzwonie do m. i opowiadam, co mi sie przydarzylo. zaraz wiem, ze dzis wieczorem siadamy w krzeslach, w fotelach i ogladamy popijajac herbate, ze jutro ledwie wstane do pracy. zaraz pozyczam kolezance z pokoju kilka ostatnich odcinkow, bo ona jest bardziej na biezaco. i to od niej wszak dostalam wczesniej cala pierwsza serie. zaraz ona dzwoni do swojego m. i kaze mu szykowac kolacje, desery, w zamian za to, ze ona do domu przyjdzie z tymi odcinkami jak z upolowanym miesem.
a nad tym wszystkim unosi sie slodki aromat prlu- tych blogich czasow, kiedy wszyscy lubili to samo, bo bylo tylko kilka fajnych rzeczy w ogole i nie bylo wyboru, wiec te rzeczy solidaryzowaly ludzi, ktorzy mogli o nich gadac, lubic je wspolnie, stawac razem w kolejce, wymieniac sie na podworku i celebrowac je, odstepowac sobie. i to sentymentalne swiatlo odbija sie dzisiaj od nowoczesnie opalizujacych plyt cd-r. i swieci niecierpliwie, ekscytujaco.

czwartek, 22-03-2007 [16:36:38] | komentarze [9] | komentuj