słodki zapach brudu
 

styczeń 2007

oczyszczam swoje stanowisko pracy. mili koledzy sadza, ze sprzatam. a ja po prostu zabieram dupe w troki. siebie stad zabieram, moje notatki na temat kwasu gamma-linolenowego czy tam wplywu magnezu na pms i -jak juz wiadomo- moj kubek vysoke tatry z moimi odciskami palcow. paranoiczna chec chronienia swej prywatnosci podpowiada mi, by odkurzyc rowniez mikroczasteczki mojego martwego naskorka z dywanu, na co jednak nie pozwoli moje lenistwo.

robie generalne porzadki na polkach. nawet to porzadkuje, co nie jest moim balaganem, co bylo tu od zawsze. tak, zeby sladu siebie nie zostawic chocby w ksztalcie rozrzuconych papierow czy prehistorycznych okruchach w kacie szuflady. zeby zostawic po sobie tylko sterylnosc i zeby nikt mi sie nie wtracal w moje osobiste sprawy, kiedy mnie juz tu nie bedzie. z kompa wyrzucam ksiazke franka zappy. zabieram spod biurka zielone, letnie baleriny z azuru, sok malinowy z polki, herbate mietowa, zurawinowa, zielona i herbate mango oraz krem do rak, ktory marcin jeszcze jako kierownik w synko na gwiazdke'05 w l'orealu dostal.

ow symboliczny obraz, stworzony przez takie popluki z przeszlosci, jak krem z synko czy resztki serowych starfoodsow sklaniaja nas do nastrojowej zadumy i takiej oto refleksji- wszystko sie zmienia, bo wszystko plynie. a u mnie jest zajebiscie i zmienia sie na coraz lepsze. moc kosmicznej dobroci i przychylne gwiazdy naznaczyly moj los. wychylilam bowiem juz dawno moj kielich goryczy i mam teraz labe.

czwartek, 04-01-2007 [14:48:40] | komentarze [6] | komentuj