słodki zapach brudu
 

październik 2006

wyobrazcie sobie taka cisze, ze jest dom w lesnej gluszy, ale nie ma tej calej lesnej wrzawy, no chyba ze jakies dzikie ptactwo rano spiewa. taka cisza jest w naszym nowym domu. ze ta cisza az oniesmiela, a na pewno zobowiazuje. do spokoju, sama nie wiem, chyba do takiej harmonii, ze jeszcze troche a bede rano dymac pod lasek, zeby wykonac pozycje "powitanie slonca". jak sie budze, widze za oknami zwieszajace sie wino, teraz zolte i czerwone i caly balkon jest nim spowity tak, ze mozna poczuc sie jak jakas fauna w tajemnej kryjowce z listowia. w nowym domu wiecej chce sie robic, czytac, grac i tak dalej. to tajemnicze zjawisko, moze jest to kwestia przytulnosci, meblowej konfiguracji, jakiejs enegrii albo tej ciszy. zeby obalic teze, ze tylko baby jaraja sie mieszkaniami dodam, ze kiedy juz prawie spie, chlopak nadal gledzi: "ale tu jest super ale super".

ps. ten wpis dedykuje patrycji, ktora poswiecajac dzien swojego zycia, pomagala mi w przeprowadzce, wykazujac sie zimna krwia, zrecznoscia manualna i przedsiebiorczoscia. oto wiersz dla ciebie: PRAWDZIWYCH PRZYJACIOL POZNAJE SIE W BIEDZIE. pawlikowska jasnorzewska z tomiku "krople rosy to perly twojej duszy".

czwartek, 05-10-2006 [12:53:50] | komentarze [6] | komentuj


tak naprawde jestem okropnym pieniaczem. tylko ze moja piana kieruje sie na ogol do wewnatrz, zatruwajac moje komorki, moje organy, moja wlasna krew B Rh- i degenerujac latami wypracowywany spokoj ducha. to dlatego, ze nie zdazylam nauczyc sie tak zwanej asertywnosci. wychodza mi za to modele skrajne; awanturnica w jednym kregu albo totalna niemota w kazdym innym. po srodku jest garstka osob, przy ktorych prezentuje jakis poziom zdrowej konfrontacji. wiem dlaczego tak jest, ale przeciez powinnam byc juz stateczna pania, ktora niedlugo uslyszy ostatnie dzwonki, zeby rodzic dzieci i brac kredyty, a nadal nie moge wziac sie w garsc.

zapieniaja mnie pasazerowie pchajacy sie w metrze, pijane matki, ktorych dzieci wypadaja przez okno, bezczelni ludzie, obsadzajacy role zyczliwych, krzywdzacy obsadzajacy role krzywdzonych, egoisci podajacy sie za empatow, pani ela od reklamy gotowa zabic za pare zlotych prowizji. ogarnia mnie czasem organiczna furia o sile jakiegos huraganu, tylko ze nic takiego sie nie dzieje. jedyny sposob na pozbycie sie destruktywnych mocy zzerajacych mi wnetrznosci to slowa. trzeba to wszystko opowiedziec wszystkim, ktorzy zechca mnie sluchac, a najlepiej napisac. gdyby nie bylo zla, pewnie niczego nie chcialoby mi sie nigdy spisywac.

zapieniaja mnie koledzy z pracy, grzejacy sie na mysl o jutrzejszym marszu, wyczekujacy raportow jakichs macierewiczow. ludzie, ktorzy nabieraja sie na te cala retoryke nienawisci, kreowania wrogow, wymierzania kar, dlatego, ze moga w tym wszystkim przegladac sie jak w lustrze. dlatego, ze rzad realizuje marzenia erotyczne tych wszystkich malych, tchorzliwych onanistow, ktorzy nie czuja sie dosc dobrze ze soba, wiec maja mokro w gaciach, kiedy kurduple sprawiedliwi pokazuja paluchem tych zlych, ktorym teraz sie dostanie. beda igrzyska. ludzie, ktorzy nie sa w stanie myslec perspektywicznie i laczyc faktow, bo nic ich tak nie podnieca i nie zaslepia jak zadoscuczynienie ich kompleksom. tegie glowy, ktore najbardziej obawiaja sie tego, ze bogaty moglby zaplacic mniejszy podatek i miec wiecej czyli jeszcze wiecej niz maja oni. tak widza ekonomie, ale nie chca widziec inaczej, bo zaslania im zawisc.
a najbardziej zapienia mnie to, ze przemilczam, kiedy ktos probuje wlezc mi na glowe. ale czuje ze jak zbierze sie miarka, zmienie sie w jakas czarownice z tajemna moca w koncach palcow i to bedzie wspaniale, a wszyscy beda mowic " co ten mily chlopiec robi z taka jedza".

piątek, 06-10-2006 [12:51:43] | komentarze [5] | komentuj


do zimy przygotowalam sie solidnie, kupujac obuwie na futerku i sliczne akcesoria z wloczki, dzieki ktorym zima miala byc nowym latem, spowitym miekka dzianina, zapachem waniliowej swiecy i herbatki czarem. a co powiecie, moi mili, na cieply napoj imbirowy i ciasteczko z cynamonem i czy nie cudownie wygladam w tym zlocistym szalu?
rzeczywistosc maluje sie jednak, jak zwykle po swojemu i mimo, iz przyodzialam kapote na podbiciu, wszystkie mozliwe akcesoria z wloczki, kalesony i bambosze na futerku, nadal marzne nieludzko, a moje miekkie wnetrze ozywa tylko na wspomnienie rozgrzanych piaskow sierpnia. co zas sie tyczy nowej czapki i szalika w tonacji bezu, z ta twarza blada i oczami od malenkosci sino podbitymi, przypominam raczej tereske, co to po rekolekcjach w parafialnej oazie, wybrala sie dla relaksu na wojewodzkie targi ekologicznego szydelkowania.

chlopak martwi sie, ze -tak jak powiadam- naprawde nie odzyskam animuszu, dopoki nie znajde przyzwoitej roboty. cokolwiek mialoby byc bardziej optymistyczne, moze animusz odzyskam juz na wiosne.

środa, 18-10-2006 [11:00:54] | komentarze [5] | komentuj


jesli ta kula energetyczna rzeczywiscie skutkuje-bo nie zapeszanie nie skutkuje na pewno- trzymajcie za mnie kciuki jutro (slownie: sroda, dwudziesty piaty pazdziernika) o 10. mam bardzo wazna rozmowe w ciekawie zapowiadajacym sie miejscu.

wtorek, 24-10-2006 [17:38:00] | komentarze [5] | komentuj


po rozmowie kwalifikacyjnej ogarnal mnie kac moralny. przed rozmowa uzbroilam sie w usmiech, entuzjazm i mnostwo falszu, ktorego sie przeciez od nas oczekuje. wszak teraz rekrutuje sie wylacznie wsrod nadludzi. no i jak inaczej mowic o tym, ze mam PORZADEK NA BIURKU? kiedy wieczorem moja zbroja stopniala, a wszystkie kosci rozbolaly nieznosnie, jakby przed grypa, poczulam sie jak aktorka albo zdrajca, a twarz mialam jakas zastygla od usmiechow i skupionych, lecz entuzjastycznych min.

wyobrazcie sobie, jak pani manager HRu prezentuje mi dwie kartki, raz ulozone jakby w wachlarzyk, za drugim razem zlozone rowno. pyta, jak wyglada to u mnie. "tak (wachlarzyk) czy tak (rowno)?
u mnie: pusta butelka po kefirze, ulotki z dominos pizza, mapa warszawy, gazety, reklamowki z makro, komputer, kalendarz, dwa telefony, dlugopisy, stos wyslanych faksow i krem do rak.
("oczywiscie, lubie porzadek, chociaz nie jestem pedantka. papierow mam na biurku jednak niewiele, poniewaz wszystkim zajmuje sie na biezaco")

pani pyta co powiedzieliby o mnie moi przyjaciele.
moja przyjaciolka: to jest najbardziej zlosliwa osoba jaka znam, do tego cyniczna i strasznie przemadrzala, ale zaprzyjaznilysmy sie wiele lat temu i tak juz zostalo. trzeba przyznac, ze czasem potrafi mnie wysluchac i lubie opowiadac jej o moich najnowszych romansach. chociaz wolalabym, zeby byla moja kucharka. to wychodzi jej najlepiej.
("moja przyjaciolka powiedzialaby, ze jestem lojalna i zawsze moze na mnie polegac")

dalej pani pyta, co powiedzialby moj szef, gdyby dowiedzial sie, ze szukam nowej pracy.
moj szef: jak nie pasuje, to niech wypierdala. jest duzo bezrobotnych w tym kraju.
albo po prostu: she can fuck off
('moj szef na pewno zrozumialby moja decyzje. wie, ze w jego firma nie daje mi zadnych perspektyw rozwoju")

po wszystkim naszla mnie obawa, ze pani poznala moje klamstw po tym, w ktora strone kierowalam wzrok ( jest taki trik, ale nie moge zapamietac, o ktora strone chodzi ), potem jednak przypomnialo mi sie, ze byla zbyt zajeta notowaniem, by patrzec mi w oczy. otoz ludziom zamieszkujacym ten sam teren, dany jest wspolny jezyk, ale oni wola tworzyc inne jezyki, jakies karkolomne szyfry, ktore wydaja im sie bardziej profesjonalne. no sami powiedzcie, czy psychologia nie zeszla na psy, odkad dobral sie do niej biznes? i kto dal paniom od HRu prawo, by grzebaly nam w dupach? czy ta pseudopsychoanaliza, poziomem przypominajaca czytanie alfabetu morsa, nie przekracza oby kompetencji owych pan?
na koniec dowiedzialam sie, iz pani bozenka, ktora dotychczas zajmowala stanowisko, na ktore ja aspiruje, slynie z tego, ze parzy NAJLEPSZA HERBATE, a dzial redakcyjny to HUMANISCI, ktorzy czesto urzadzaja sobie polprywatne IMPREZKI, przy ktorych nalezy pomoc. wiec, zebym wiedziala, czego sie spodziewac. poczulam sie jak kobieta, pragnaca zwiazac sie z wdowcem, ktorego dzieci nosza na szyjach medaliony z podobizna zmarlej matki.
ja: czy ja kurwa wygladam na kelnerke?
("alez oczywiscie!")

czwartek, 26-10-2006 [10:53:50] | komentarze [10] | komentuj