| słodki zapach brudu | |
październik 2006 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
wyobrazcie sobie taka cisze, ze jest dom w lesnej gluszy, ale nie ma tej calej lesnej wrzawy, no chyba ze jakies dzikie ptactwo rano spiewa. taka cisza jest w naszym nowym domu. ze ta cisza az oniesmiela, a na pewno zobowiazuje. do spokoju, sama nie wiem, chyba do takiej harmonii, ze jeszcze troche a bede rano dymac pod lasek, zeby wykonac pozycje "powitanie slonca". jak sie budze, widze za oknami zwieszajace sie wino, teraz zolte i czerwone i caly balkon jest nim spowity tak, ze mozna poczuc sie jak jakas fauna w tajemnej kryjowce z listowia. w nowym domu wiecej chce sie robic, czytac, grac i tak dalej. to tajemnicze zjawisko, moze jest to kwestia przytulnosci, meblowej konfiguracji, jakiejs enegrii albo tej ciszy. zeby obalic teze, ze tylko baby jaraja sie mieszkaniami dodam, ze kiedy juz prawie spie, chlopak nadal gledzi: "ale tu jest super ale super". ps. ten wpis dedykuje patrycji, ktora poswiecajac dzien swojego zycia, pomagala mi w przeprowadzce, wykazujac sie zimna krwia, zrecznoscia manualna i przedsiebiorczoscia. oto wiersz dla ciebie: PRAWDZIWYCH PRZYJACIOL POZNAJE SIE W BIEDZIE. pawlikowska jasnorzewska z tomiku "krople rosy to perly twojej duszy". czwartek, 05-10-2006 [12:53:50] | komentarze [6] | komentuj tak naprawde jestem okropnym pieniaczem. tylko ze moja piana kieruje sie na ogol do wewnatrz, zatruwajac moje komorki, moje organy, moja wlasna krew B Rh- i degenerujac latami wypracowywany spokoj ducha. to dlatego, ze nie zdazylam nauczyc sie tak zwanej asertywnosci. wychodza mi za to modele skrajne; awanturnica w jednym kregu albo totalna niemota w kazdym innym. po srodku jest garstka osob, przy ktorych prezentuje jakis poziom zdrowej konfrontacji. wiem dlaczego tak jest, ale przeciez powinnam byc juz stateczna pania, ktora niedlugo uslyszy ostatnie dzwonki, zeby rodzic dzieci i brac kredyty, a nadal nie moge wziac sie w garsc. zapieniaja mnie pasazerowie pchajacy sie w metrze, pijane matki, ktorych dzieci wypadaja przez okno, bezczelni ludzie, obsadzajacy role zyczliwych, krzywdzacy obsadzajacy role krzywdzonych, egoisci podajacy sie za empatow, pani ela od reklamy gotowa zabic za pare zlotych prowizji. ogarnia mnie czasem organiczna furia o sile jakiegos huraganu, tylko ze nic takiego sie nie dzieje. jedyny sposob na pozbycie sie destruktywnych mocy zzerajacych mi wnetrznosci to slowa. trzeba to wszystko opowiedziec wszystkim, ktorzy zechca mnie sluchac, a najlepiej napisac. gdyby nie bylo zla, pewnie niczego nie chcialoby mi sie nigdy spisywac. zapieniaja mnie koledzy z pracy, grzejacy sie na mysl o jutrzejszym marszu, wyczekujacy raportow jakichs macierewiczow. ludzie, ktorzy nabieraja sie na te cala retoryke nienawisci, kreowania wrogow, wymierzania kar, dlatego, ze moga w tym wszystkim przegladac sie jak w lustrze. dlatego, ze rzad realizuje marzenia erotyczne tych wszystkich malych, tchorzliwych onanistow, ktorzy nie czuja sie dosc dobrze ze soba, wiec maja mokro w gaciach, kiedy kurduple sprawiedliwi pokazuja paluchem tych zlych, ktorym teraz sie dostanie. beda igrzyska. ludzie, ktorzy nie sa w stanie myslec perspektywicznie i laczyc faktow, bo nic ich tak nie podnieca i nie zaslepia jak zadoscuczynienie ich kompleksom. tegie glowy, ktore najbardziej obawiaja sie tego, ze bogaty moglby zaplacic mniejszy podatek i miec wiecej czyli jeszcze wiecej niz maja oni. tak widza ekonomie, ale nie chca widziec inaczej, bo zaslania im zawisc. piątek, 06-10-2006 [12:51:43] | komentarze [5] | komentuj do zimy przygotowalam sie solidnie, kupujac obuwie na futerku i sliczne akcesoria z wloczki, dzieki ktorym zima miala byc nowym latem, spowitym miekka dzianina, zapachem waniliowej swiecy i herbatki czarem. a co powiecie, moi mili, na cieply napoj imbirowy i ciasteczko z cynamonem i czy nie cudownie wygladam w tym zlocistym szalu? chlopak martwi sie, ze -tak jak powiadam- naprawde nie odzyskam animuszu, dopoki nie znajde przyzwoitej roboty. cokolwiek mialoby byc bardziej optymistyczne, moze animusz odzyskam juz na wiosne. środa, 18-10-2006 [11:00:54] | komentarze [5] | komentuj jesli ta kula energetyczna rzeczywiscie skutkuje-bo nie zapeszanie nie skutkuje na pewno- trzymajcie za mnie kciuki jutro (slownie: sroda, dwudziesty piaty pazdziernika) o 10. mam bardzo wazna rozmowe w ciekawie zapowiadajacym sie miejscu. wtorek, 24-10-2006 [17:38:00] | komentarze [5] | komentuj po rozmowie kwalifikacyjnej ogarnal mnie kac moralny. przed rozmowa uzbroilam sie w usmiech, entuzjazm i mnostwo falszu, ktorego sie przeciez od nas oczekuje. wszak teraz rekrutuje sie wylacznie wsrod nadludzi. no i jak inaczej mowic o tym, ze mam PORZADEK NA BIURKU? kiedy wieczorem moja zbroja stopniala, a wszystkie kosci rozbolaly nieznosnie, jakby przed grypa, poczulam sie jak aktorka albo zdrajca, a twarz mialam jakas zastygla od usmiechow i skupionych, lecz entuzjastycznych min. wyobrazcie sobie, jak pani manager HRu prezentuje mi dwie kartki, raz ulozone jakby w wachlarzyk, za drugim razem zlozone rowno. pyta, jak wyglada to u mnie. "tak (wachlarzyk) czy tak (rowno)? pani pyta co powiedzieliby o mnie moi przyjaciele. dalej pani pyta, co powiedzialby moj szef, gdyby dowiedzial sie, ze szukam nowej pracy. po wszystkim naszla mnie obawa, ze pani poznala moje klamstw po tym, w ktora strone kierowalam wzrok ( jest taki trik, ale nie moge zapamietac, o ktora strone chodzi ), potem jednak przypomnialo mi sie, ze byla zbyt zajeta notowaniem, by patrzec mi w oczy. otoz ludziom zamieszkujacym ten sam teren, dany jest wspolny jezyk, ale oni wola tworzyc inne jezyki, jakies karkolomne szyfry, ktore wydaja im sie bardziej profesjonalne. no sami powiedzcie, czy psychologia nie zeszla na psy, odkad dobral sie do niej biznes? i kto dal paniom od HRu prawo, by grzebaly nam w dupach? czy ta pseudopsychoanaliza, poziomem przypominajaca czytanie alfabetu morsa, nie przekracza oby kompetencji owych pan? czwartek, 26-10-2006 [10:53:50] | komentarze [10] | komentuj |
![]() |
|