słodki zapach brudu
 

lipiec 2006

chcecie wiedziec cos o najgorzej wydanej pieciozlotowce? to bylo piec zlotych zaprzepaszczonych na dvd z magicznym kultowym filmem 5x2, ktory upierdolil mi pol niedzielnego wieczoru swoja egzystencjalna mazia tak bardzo, ze musialam szybko reanimowac sie borewiczem.

jakos nie moge powstrzymac wrazenia, ze o ile film o milosci homoseksualnej nakrecony przez hetero ( ang lee ) byl najpiekniejszy, o tyle film o milosci hetero nakrecony przez pedala byl zenada, przesiaknieta pedalska demagogia o tym, jak to seks kobiety i mezczyzny pelen jest cierpienia, krzywdy i ogolnej obslizlosci. wyglada to mniej wiecej tak: jako gra wstepna wystepuja na ogol cwiczenia silowe i ogolna przepychanka, poniewaz kobieta jest przedziwnym stworem, ktory nie tylko posiada o jeden otwor za duzo, ale tez nigdy nie wie czego chce. tak wiec od podejmowania decyzji musi ratowac ja krzepko kierujacy akcja mezczyzna. ona na przemian walczy i poddaje sie, a jesli poddaje, to tylko po to, zeby zniesc ciag dalszy w cichej mizerii ( dzwieki wystepuja tylko wtedy, kiedy mezczyzna przemoca forsuje jej odbyt ), ze wzrokiem tepo wpatrzonym w niedefiniowalna dal, ze lza powoli lecz sugestywnie sciekajaca po policzku, podczas gdy on miota sie w niezdrowej desperacji.
mam podejrzenie, ze nieco bardziej radosna miala byc scena, w ktorej kobieta zdradza meza z przygodnym obcokrajowcem juz podczas nocy poslubnej - maz wszak zasnal nim ona wrocila z lazienki- ale tej sceny nie pokazano. ucieto ja na etapie wstepnej przepychanki z akcentem na uleglosc, bo przeciez nie byloby uzasadnienia, by kobieta i tutaj ronila lzy, a ukazywanie obopolnej przyjemnosci mijaloby sie z zalozeniami filmu. ukazano za to, ze kobieta zdradziecka jest.

tak wiec relacja kobiety i mezczyzny jest tragiczna i niezrozumiala, dla rezysera chyba jeszcze bardziej niz dla widza, unurzana we lzach i pozostalych wydzielinach. ale prosze bardzo, jesli dobrze pamietam, w recenzjach pisano cos o subtelnosciach psychologicznych, delikatnych mechanizmach wedle ktorych panowie i panie psuja swoje zwiazki i calym tym tajemniczym woalu niedopowiedzen jaki spowija meandry naszego losu. no przykro mi, ale ja nic tam takiego nie widzialam, na pewno jestem nie dosc wrazliwa i nie znam sie na psychologice. wyciagnelam za to zyciowe wnioski; jesli pojebana laska spotyka pojebanego kolesia, tworza pojebany zwiazek, gwalca sie w pupe, a na koncu rozwodza. caly film znioslam ze smiechem, bo co innego, jesli nie smiech ratuje nas w tych gorzkich chwilach. teraz jednak pisze, by pozbyc sie resztek niesmaku i przestrzec innych- bardziej wrazliwym film grozi trwala oziebloscia.

poniedziałek, 03-07-2006 [10:35:38] | komentarze [1] | komentuj


kochany pamietniczku, kochany blogarcie!

ponad tydzien sie tu z wami nie spotykalam, bo wyjechalam do zagranicy, a blogus zostal w domu. tam gdzie bylam, to musze przyznac, ze krajoznawczo byl to kraj o ciekawych krajobrazach i malowniczych pejzazach, jednakze ludzie zachowywali sie tam bardzo dziwnie, jakby w ogole polskiego w szkole ich nie uczyli. takze ciesze sie, ze juz tu do was wrocilam i moge znow opowiadac wam o moich przemyslunkach, interesowaniach i nadziejach na przyszlosc, a wy mnie zrozumiecie. wklejam tutaj kilka ilustracji ze wczasow. pa!

ps. niestety nic nie wyszlo z wklejania ilustracji, zalaczam wiec link

poniedziałek, 17-07-2006 [14:09:37] | komentarze [2] | komentuj


kochany pamietniczku,
kiedy dzis wrocilam do pracy wypoczeta i jakze passe strzaskana rakotworczym sloncem, redaktor naczelny krzaka juz czekal na mnie z dluga lista ulepszen, jakie nalezy wprowadzic na moim stanowisku oraz bledow przeze mnie dotychczas popelnianych, ktore on odkryl podczas mojej nieobecnosci. kazdy punkt listy zostal doglebnie omowiony za zamknietymi drzwiami.

YOUR KEYBORD IS DISGUISTING, uslyszalam pogardliwe slowa z ust owego trzydziestoletniego anglika, ktorego podkoszulki sa lepiej wyprasowane niz potencjalny garniak slubny mojego narzyczonego, gdyby taki garniak mogl kiedykolwiek zaistniec, a nie zaistnieje.
tu warto zauwazyc, ze zawsze moja nieufnosc budzili mezczyzni naduzywajacy zelazka i histerycznie reagujacy na elastycznosc w stosowaniu zasad higieny, szczegolnie higieny otoczenia nieozywionego. coz moze byc lepszego, niz swojsko zakurzona klawiatura, wspolne ciskanie skarpetek w kat pokoju czy odkladanie brudnych kubkow pod lozko? szczesliwie dla naszego anglika, pojal on za zone niepracujaca polke w wieku studenckim- jesli chodzi o dbalosc o wysokie standardy higieny i mozliwosc poswiecania im zasobow czasu, to ginacy juz w europie gatunek kobiet.

przyjrzalam sie mojej klawiaturze. ot, troche kurzu, kilka paprochow, zwykle slady egzystencji, ktorych przyzwoity mezczyzna nie powinien zauwazac.
punkt 10 listy: clean your computer keybord
punkt 11 listy: if you have nothing to do- see me
ja tam wole pisac na blogusiu, papa.

środa, 26-07-2006 [15:02:31] | komentarze [3] | komentuj


wlasciwie, kiedy po urlopie wraca sie do pracy, moga byc milsze akcenty powitalne niz reprymenda pedantycznego anglika. na przyklad piecdziesiecioletnia samotna i bezdzietna pani, mowiaca: "marta, czy ty utylas, czy mi sie zdaje?'"

środa, 26-07-2006 [17:51:13] | komentarze [4] | komentuj