słodki zapach brudu
 

czerwiec 2006

chociaz jestem przeciwna tego rodzaju upalom, lubie leniwosc tych dni, calkowicie wyzbytych wszelkiej ambicji. moznaby dojsc do wniosku, ze to lato odroznia nas od praktycznosci plemion germanskich. praca kwitnie w zimnie, a w sloncu to wino i maniana.
to jest odpowiedni czas, zeby odemknac na szeroko drzewniane okiennice i sluchajac powiedzmy interpolu, lezec na miekkiej poscieli, patrzac w kwadrat golego nieba z przecinajacym go raz po raz ptactwem i wachac aromaty nadwislanskiego pueblo. albo poznym wieczorem zrobic jedno ciechanowskie miodowe na balkonie, oczekujac na elektryczne swiatlo suchej burzy.

nawet praca przestala mi przeszkadzac. jej peerelowski marazm jest w sam raz na upal. drzwi mam otwarte prosto na szare podworko. sa tu dwie peryferyjne redakcje, a tak to zwykli ludzie, zwierzeta, suszace sie pranie, jeden wylinialy chojak w drewnianej skrzyni i dwa kwietniki, z czego w jednym ktos zasadzil kartofla. w pokoju wiatrak sie kreci, az powiewaja wlosy wylazle z mojego kucyka i foliowa siatka w smietniku.

po podworku szweda sie kicia sasiadow. lubi tu wlazic i przechadzac sie jak u siebie, wskakiwac na biurka, robic codziennie po kilka obchodow. czasem podworkiem przechodzi brunetka z czarnym sznaucerkiem albo blondynka z bialym pudlem. kilka razy dziennie pan z milym kundlem, jesli mozecie sobie wyobrazic cos pomiedzy wilczurem i jamnikiem.
nie czuje zadnej ambicji i teraz wydaje mi sie, ze to najlepsza droga, by miec swiety spokoj. upal znajduje sie troche poza czasem i wszystkim co nazywa sie "sprawy". nie warto nawet zaczynac o nich myslec. a juz na pewno nie przed urlopem.

wtorek, 27-06-2006 [13:59:17] | komentarze [0] | komentuj