słodki zapach brudu
 

kwiecień 2006

orany, zajelam trzecie miejsce w jednym KONKURSIE LITERACKIM, moze nawet bede w KSIAZCE! zadzwonil do mnie ZNANY CZLOWIEK, minelo pol godziny i dopiero teraz cisnienie mie skoczylo, emocja mie taka opanowala, ze atak astmy oskrzelowej murowany. zaprosza mie takze zatem na nagrody i podwieczorki, ALE W CO JA SIE UBIORE?

wtorek, 04-04-2006 [12:17:54] | komentarze [20] | komentuj


dziekuje wam za gratulacje. ale czy ja wreszcie zasluzylam na tego piekielnego camemberta?

środa, 05-04-2006 [10:01:10] | komentarze [6] | komentuj


kiedy marcin pisal na blogu, siedzialam w salunie w czerwonym swietle jednokolorowych lampek choinkowych, ktore wisza na scianie tak zaczepione, zeby tworzyly ksztalt serca. udawalam, ze medytuje, bo wczesniej tlumaczylam m. na czym polega medytacja, a on nie chcial wierzyc, ze mozna nie myslec o niczym. mi sie udalo myslec bardzo malo, a potem poczulam sie sprawna umyslowo i kreatywna i w wannie wymyslilam kilka rzeczy, ktore mozna napisac. wszystkie byly nudne i prozaiczne. moje zycie nie moze przeciez dla nikogo byc w polowie tak ciekawe, jak jest dla mnie samej. szczegolnie ze nic sie w nim nie dzieje, a mi to odpowiada.
z tego wszystkiego przysnilo mi sie, ze m. wydal ksiazke. okropnie sie cieszylam, chociaz nie wiedzialam, kiedy on to zdazyl zrobic, bo ksiazka byla bardzo gruba. potem m. sie wkurzyl, bo juz na pierwszej stronie byl blad. mianowicie jakies slowo blednie napisane i to wielkimi literami bylo przekreslone a za nim to samo slowo napisane poprawnie tez wielkimi literami, tak jakby ktos przedrukowal tekst wprost z rekopisu lacznie z przekresleniami.
niestety potem okazalo sie, ze to nie m. napisal ksiazke, ale edmund niziurski, czego nie zauwazylam wczesniej, bo ksiazka celowo bylo oblozona papierem z kolorowego magazynu. ten fakt spowodowal w moim wnetrznu istny kryzys i zwiatpienie w sens milosci i literatury. i skad do diaska wzial sie niziurski? moze w czasie medytacji przywolalam guru mahamudre aczarja szantarakszite, ktory poddaje mi tajemne wskazowki?

wtorek, 18-04-2006 [12:56:56] | komentarze [8] | komentuj


mozna pomyslec, ze podczas swiat ludnosc warszawy rozmnozyla sie przez paczkowanie. nawpierdalala sie jajek, kielbas i kajmakow i zaczela zmasowane podzialy komorkowe, a dzis rano wypelzla zwarta lawina i wlala sie do podziemi metra, zasysajac tlen w wagonach. na co moje oskrzela sie skurczyly i nie moglam dosiegnac tego poziomu ponad glowami gdzie plynie powietrze, tuz pod sufitem, a wszystko to przypominalo tonacy statek.
wolalam warszawe swiateczna i pusta jak wydmuszka. w poniedzialek stalam przy skrzyzowaniu, pod kosciolem z czerwonej cegly, a ulica byla jasna i przejrzysta, pachnaca swiezoscia jak obietnica wakacyjnej eskapady.
tymczasem po domach fermentowal juz majonez, a biesiadnicy wypuszczali zarodniki, bulwy i rozlogi, zeby potroic swoja mase i objetosc i dzisiaj w srode wypelnic szczelnie metro, zalac autobusy i tramwaje jak pielgrzymka w watykanie, pochlonac wszystko jak monstrualna meduza swoja jama chlonaca i odbierac nam tlen. nam, zwyklym skromnym pracownikom biurowym dziewiata siedemnasta, ktorzy chca jedynie zadbac o punktualnosc i czyste paznokcie, a tym samym zasluguja na odrobine dobrej jakosci powietrza. ktorzy marza o wlasnym mieszkaniu, skrzynce bazylii na balkonie albo wakacjach w gorach, niczym wiecej.

środa, 19-04-2006 [11:02:33] | komentarze [2] | komentuj


okazuje sie, ze jak czlowiek nie jest z tych, co planuje dwa miesiace naprzod, ba, nawet dwa tygodnie naprzod, to ma przejebane. te 5 dni majowe najpredzej spedze w pierzynie z przerwami na pobliski bazarek i sam spozywczy altek, bo najwyrazniej WSZYSCY jezdza WSZEDZIE i nie ma wolnego spania ani w gorach swietokrzyskich ani w bialowiezy ani na roztoczu, a mowilam zawsze zeby czesc ludnosci z gorszymi genami eksportowac do obozow pracy, to by nie bylo takiego problemu z kwaterami. 
moze znacie jakies miejsca mniej popularne, gdzie mozna pojechac bez auta? jesli tak, to uprzejmie poprosze. ja nie szukam fajerwerkow, ale ciszy, spokoju, przyrody i metafizyki.

czwartek, 20-04-2006 [21:04:18] | komentarze [6] | komentuj


dzisiaj z cala pewnoscia widze, ze w dobie informacji, internetu i smsow wcale nie jest latwiej ani szybciej. ulatwienia nie sprawiaja, ze pewne czynnosci zajmuja mniej czasu, ale ze wykonuje sie tych czynnosci jakies sto piecdziesiat razy wiecej. pamietam jak pierwszy raz jechalam na wakacje z kolezankami. nikt nie mial komputera, nie mowiac o internecie, nie mialysmy chyba nawet telefonow- postep dotarl najpozniej do srodmiescia. mama kolezanki znalazla w robocie oferte z kwatera na suwalszczyznie. oferta przyszla do nich zdaje sie faksem. to nam odpowiadalo i nikt sie nie zastanawial nad tysiacem alternatywnych rozwiazan. nikt nie ogladal fotografii oczek wodnych za domem, aneksow kuchennych ani zachodow slonca w tataraku. ktos po prostu zadzwonil i zrobil rezerewacje. potem trzeba bylo sprawdzic dojazd. teraz moge to zrobic na pkp.pl w minute, wtedy dymalysmy na centralny. a mimo to ten spacer na dworzec i jeden telefon to bylo nic w porownaniu z tym, co wypelnialo mi dwa ostatnie dni. godziny w necie spedzone na wyszukiwaniu, porownywaniu, konsultowaniu, selekcjonowaniu, analizach geograficznych, wpadaniu na pomysly i wpadaniu na jeszcze lepsze pomysly, pisaniu do informacji i dzwonieniu do informacji, ogladaniu zdjec, rozeznawaniu sie w terenie i tak dalej. czemu nie dowiedziec sie wiecej i nie sprawdzic jeszcze jednej opcji, skoro wsyzstko jest pod reka?

rozmawiam z pania, u ktorej mamy sie zatrzymac. pytam o autobus jezdzacy z jednego do drugiego zadupia. mowie, ze chyba jezdzi rzadko. nie, mowi pani, jezdzi codziennie o 15:10.

piątek, 21-04-2006 [20:34:21] | komentarze [7] | komentuj


bad hair day

dzisiaj mam brudne wlosy, bo stara suszarke trzeba bylo wyrzucic. podczas suszenia ulegala samotopieniu, czarne tworzywo ksztaltowalo stalagmityczne nacieki i smierdzialo spalenizna. chcialabym powiedziec, ze nie mam nowej suszarki, bo jestem biedna i niedoceniana, ale po prostu nie bylo mi po drodze do sklepu AGD. wlosow boje sie myc zbyt pozno na noc, zeby nie zachorowac, a wczesniej sa ciekawsze rzeczy do roboty przeciez. takie jak jechanie na outlet, zeby kupic sobie z chlopakiem gustowny ciuch za polowe ceny i mylenie sie i jechanie pomylkowo do jakiegos wpizdu nadarzyna do hali handlowych z tureckimi i chinskimi dzianinami w hurcie. a wszystko po to, zeby w wieku 26 lat wreszcie zaczac wygladac jak kobieta, a nie jak ludzik z komiksow, ktore o mnie rysuje m.
wiec mam brudne wlosy i wystroilam sie jakbym przyjechala WKD na praktyki w zieleniaku, przez co naprawde chce mi sie plakac bo jestem pusta i prozna i chociaz nie szata zdobi czlowieka, bo jednak jak cie pisza, tak cie widza, a ja mam kompleksy i bardzo martwie sie tym, co inni o mnie pomysla, a dzisiaj wszyscy musza myslec, ze jestem sklepowa ze stoiska miesnego w zlotoklosie i zaraz wszyscy sie zbiegna i zaczna krzyczec: wiesniaro ty jedna ty, wynocha do domu kapuste nogami ugniatac.
wszystko to dlatego, ze wstajemy z lozka o tej porze, o ktorej powinnismy zbierac sie do wyjscia i ja w stresie podejmuje calkowicie bledne decyzje, co do kroju, koloru i faktury, a potem zjadam dwie slodkie bulki, zeby byc naprawde gruba i zeby dopiero miec prawdziwe powody, zeby sie nad soba uzalac i soba gardzic. do tego wraca mi kryzys zawodowy i mysle z pewna gorycza o tym, ze komus nie zalezy a cos dostaje, a mi choc zalezy, to wciaz nic mi nie wychodzi, ale to jest zle uczucie i niekonstruktywne, wiec mam poczucie winy z powodu czucia zlych uczuc i mam nadzieje ze czas mi dzis szybko minie i bede mogla wrocic do domu i zdjac z siebie te kretynskie przebranie i umyc wlosy.

poniedziałek, 24-04-2006 [11:30:40] | komentarze [3] | komentuj


z przewodnika po *krainie wielkich jezior* wynika, ze jesli wyladujemy na miejscu kolo pierwszej po poludniu w sobote i miniemy *przedziwny kosciol*, nastepnie *drewniana dzwonnice* a potem *stara sluze* trafimy do *bazy rybackiej* gdzie do godziny pietnastej mozna zjesc *swieze wegorze i pstragi*. po wypozyczeniu rowerow bedziemy mogli pojechac na kwatere do *starej osady* z *tradycyjnym drewnianym budownictwem* nad jeziorem *najpiekniejszym z pieknych*, a stamtad na przyklad do *PARKU DZIKICH ZWIERZAT* gdzie sa wilki, jelenie, losie, bizony, osiolki i koziolki i chodza wolno. no moze nie wszystkie. albo po prostu lezec w zielu i kontemplowac chmury. i jak tu sie nie jarac.

poniedziałek, 24-04-2006 [17:44:08] | komentarze [2] | komentuj


ja nowy plaszczyk nowe sloneczne okulary kolczyki z perel a on * wygladasz jak wloska aktorka. CHARAKTERYSTYCZNA*

piątek, 28-04-2006 [10:28:28] | komentarze [15] | komentuj


la spa y jacuzzi con minho macho y margerita

taka to historia z hotelami. najpierw w dublinie kwaterujemy sie w schronisku, a wieczorem okazuje sie, ze wylosowalismy noc w pobliskim hotelu. potem bylo sprzatanie hotelu, ale to rzecz innej natury. dzis marcin kupuje mi miesiecznik* a ja trzymam go na jutro na podroz, az kolezanka pisze mi smsa z kuszteki relacji warszawa-budapeszt, ze w miesieczniku* jest moje nazwisko w rubryce laureci, no wiec zagladam tam i co mi tam produkty mont blanc, kiedy widze, ze wygralam rowniez weekend w czerogwiazdkowym spa w szczyrku dla dwojga. ( w cenie noclegu baseny termalne z hydromasazem, sauna, jacuzzi i niech mnie szlag jesli ta wspaniala redakcja nie ufunduje paniom pakietu "dotyk bogini wenus" z drenazem limfatycznym i "kapsula dermalife feng shui" ). ach warto bylo te 15 lat cwiczyc pisanie pamietniczkow.

piątek, 28-04-2006 [22:03:00] | komentarze [2] | komentuj