| słodki zapach brudu | |
marzec 2006 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
najpierw mialam w robocie herbate zielona mietowa w torebkach, ktora stala w kuchni. smakowala troche jak guma do zucia. pani krysia lubila sie nia czestowac, a potem przychodzila do mnie i mowila: "ta zielona herbatka to twoja?", "dobra", "poczestowalam sie". a ja mowilam: "prosze sie czestowac, mi i tak nie smakuje". potem mialam herbate zielona jasminowa w torebkach, ktora bardzo mi smakowala, wiec przezornie trzymalam ja u siebie w szufladzie. przynosilam goraca wode w kubku tatranska lomnica i dopiero wkladalam torebke. jak torebki sie skonczyly, przynioslam sobie z domu herbate zielona sypana typu gun powder. postawilam ja w kuchni, bo gdybym trzymala w szufladzie, glupio byloby chodzic do kuchni umyc kubek, potem wracac sie i sypac herbaty, a potem chodzic znowu do kuchni i zalewac herbate woda, a nie da rady przeciez przyniesc goracej wody i wsypac herbaty, bo herbate sypana zalewa sie woda, a nie na odwrot. dzisiaj jak poszlam do kuchni pani krysia wlasnie przyrzadzala sobie moja herbate, czego bym nawet nie zauwazyla, gdyby mi nie powiedziala: "podprowadzilam troche twojej herbaty", na co ja mowie: "trudno". jestem jedyna naiwna, ktora trzyma swoje rzeczy w kuchni i w ogole jedyna naiwna chyba, ktora wydaje wlasne pieniadze na wlasna herbate, zamiast popijac zakladowego liptona, jak daja to bierz. jednego zupelnie nie rozumiem, czemu ludzie wola piecdziesiat razy oswiadczyc komus, ze w najlepsze korzystaja z jego rzeczy- bo zalozmy ze dopiero dzieki mnie pani krysia odkryla urok zielonej herbaty i ze woli ja od czarnego liptona- zamiast wydac te szesc czy osiem zlotych w sklepie tuz obok i kupic sobie wlasna. takie oto zagadki czlowieczenstwa nadaja kolorytu mojemu poniedzialkowi. poniedziałek, 06-03-2006 [09:48:34] | komentarze [39] | komentuj dzisiaj swieto kobiet. rok temu w implantach dostalam czekolade i kwiatek, w dodatku w doniczce. dzisiaj nic nie dostalam, tylko opierdol. u nas sie nic nie dostaje, premii, fantow, kuponow, zyczen, kwiatow, bombonow, majowki, wigilii, choinki, nic zupelnie. za to dostalam opierdol od tego malego przydupasa szefa. jak sie nie podoba "take your money and fuck off". za to ze napisalam maila do szefa, z zapytaniem o spoznione pensje lutowe i odpowiednim fragmentem z kodeksu pracy. tego bylo im za wiele. u nas mozna byc cpunem, ochlejusem, klamca i swirem, znikac z pracy, spozniac sie o dzien czy dwa, przychodzic nagrzanym, byleby tylko nie dociekac jakichs praw. jak pisalam maila wszyscy sie nade mna burzyli, kipiala solidarnosc, ale jak spytalam czy podpisac za wszystkich, to juz nie, lepiej nie, geby w ciup i dupy w troki. taki ze mnie wojownik w slusznej sprawie, znowu jedyna taka naiwna, ale gdzie tam, zaden wojownik, zwykly ciec, w koncu siedzie tu pol roku i nic sie nie zmienia. takim jestesmy narodem kmiotow. a w kazdym razie wiekszosc. zawsze opierdole byly za takie rzeczy, prawie nigdy za prace. raz moze w hotelu w galway, jak zlym detergentem pucowalam mebelki, pani supervisor omal nie zeszla z oburzenia. ale na ogol bylo tak: w dublinie nie podobalo mi sie ze szef darl codziennie na nas morde, wiec powiedzial "mozesz poszukac innej pracy". w implantach nie podobalo mi sie, jak szef najpierw namowil mnie na awans, ktorego w ogole nie chcialam, a potem wychujal i wrobil w prace na dwoch stanowiskach, wtedy powiedzial "masz wybor". teraz mi sie nie podoba, ze jeszcze nie mam pensji za zeszly miesiac, wiec slysze "fuck off". no i tak to. zastanawiam sie, czy mam pecha do pracodawcow tak wielkiego, czy to swiat taki nikczemny, czy ja jakis gen ofiary moze mam. tylko marcin taki slodki, ze mnie na czekolade do wedla zaprosil na pocieszenie. środa, 08-03-2006 [17:49:15] | komentarze [11] | komentuj co dostalam wczoraj: czwartek, 09-03-2006 [11:59:05] | komentarze [3] | komentuj weekend
sobota, 11-03-2006 [22:55:58] | komentarze [30] | komentuj "moja babcia uwaza mnie za kurwiszcze" babcia marcina uwaza go za kurwiszcze. przynajmniej tak mowi marcin. dwadziescia siedem lat i trzecia narzeczona! wczoraj rano marcin zalozyl do pracy bluze z dziura. pomyslalam: "bluze z dziura zalozyl. panie w pracy na pewno zauwaza i pomysla ze fleja". babcia marcina martwi sie, ze w jego nowej pracy tyle kobiet. po pracy marcin poszedl odwiedzic babcie. babcia zobaczyla dziure i zmartwila sie, ze panie w pracy zauwaza i zaraz ktoras bedzie chciala go przygarnac, zaopiekowac sie, zacerowac ta dziure. babcia nie wie, ze nowoczesne kobiety pnace sie po szczeblach kariery w mediach, nie marza wcale o tym, zeby przygarniac jakiegos zamyslonego, obdartego fanatyka pilki noznej i dziury mu cerowac. to znaczy owszem, ja bym sie wcale nie dziwila, gdyby ktos marzyl, zeby go przygarniac. jednak nie sadze, zeby tym szczegolnym lepem miala byc dziura w bluzie. mowa jest w koncu o dynamicznych pracownicach preznego koncernu, a nie matkach polkach opiekunczych, co zawsze w piterku igle z nitka nosza. zreszta babcia pewno mysli, ze chlop sie sam nie upilnuje, a wina jest tych kobiet, co chca przygarniac i dziury zaszywac. kobiety kobietom zgotowaly ten los. wtorek, 14-03-2006 [12:47:15] | komentarze [4] | komentuj jesli "babska lektura" to jest cos, co sie fajnie czyta jak sie ma piemesa, to chcialabym poznac najlepsze tytuly. wtorek, 14-03-2006 [20:05:38] | komentarze [8] | komentuj w harcerstwie spiewalo sie tak: myslee sobie ze, ta zima musi kieedys minaac środa, 15-03-2006 [10:18:54] | komentarze [12] | komentuj wczoraj bylismy na tajemnicy brokeback mountain. ja ogolnie nie lubie *wystawiac opinii* roznym filmom i ksiazkom, ponadto, ze cos mi sie podoba albo nie, wszyscy wszak wiemy ze krytycy to kurwy. tym razem jednak naprawde sie wzruszylam. dodatkowo przy nadwyzce estrogenow, wzruszylam sie tak, ze mazgailam sie jeszcze cala droge metrem do domu. marcin tez uronil kropelke, wiec chyba nie moglam sie mylic. najlepsze, ze to nie bylo zadne tam zasrane kino gejowskie, ale film o milosci. zrobic cos mocnego o milosci, np napisac ksiazke, zawsze mi sie wydawalo szczytem mozliwosci. jesli ktos napisal juz cos dobrego o milosci, to nie wiem gdzie wyzej moze zawiesic sobie poprzeczke. na pewno jest sporo ludzi, ktorzy potrafia pisac dobrze o roznych bzdetach, ale niewielu, ktorzy moga dobrze napisac o milosci, tak zeby sie to nigdzie nie rozlazlo w banal. latwo jest za to o milosci zrobic cos kiepskiego, to na pewno. chyba tylko piosenki po angielsku nie boja sie kiczu i sentymentalizmu. czwartek, 16-03-2006 [10:26:18] | komentarze [3] | komentuj jaram sie. jutro rano jedziemy do k. chlopak, plecak, dzinsy i gitara. nic nam wiecej nie potrzeba, tylko blekitnego nieba. w k. bedziemy pewno jesc i spac. w ogole ostatnio najbardziej lubimy jesc i spac. ja z wiekiem wyzbywam sie zludzen, ze wiele innych rzeczy jest mi potrzebnych do szczescia i bez zahamowan poswiecam sie temu, co naprawde jest mi potrzebne, teraz to jedzeniu i spaniu z przytulaniem. wiec juz wiecie, ze nie jestem dziewczyna z zurnali mod, ktorej z tylnej kieszeni levisow 26/32 wystaje platynowy roczny karnet do fitness clubu. piątek, 17-03-2006 [11:52:23] | komentarze [16] | komentuj w k. bylu duzo jedzenia, spania i patrzenia sobie w zrenice rozszerzone od zapachu nalesnikow, sehr romantisch, a wszedzie bylo pelno czarnych grubych kotow, ktore pilnowaly tych domkow na kurzej lapce, skrzypiacych drewnem, z pomaranczowymi scianami, kredensami, jemiola i patisonami w sloikach, gdzie pilismy mnostwo herbaty i opowiadalismy sobie dyrdymaly, czytalismy magazyny. niektore koty byly z drewna i marcin omal by jednym kotem zaczal skikac po stole i jesc nim nalesnika, ale przypomnial sobie, ze jestesmy wsrod ludzi i odstawil kota na parapet. najsmieszniejszy byly koty na gobelinie, okragle i glupiutkie. mamo, czy zrobisz mi gobelin w koty? środa, 22-03-2006 [11:18:03] | komentarze [2] | komentuj niby swieci slonce, ale o zadnych doznaniach pierwszego dnia wiosny nie ma mowy. moje marzenie na teraz: lezec na cieplej ziemi w ciszy, tak jak ostani raz jesienia w lesie. okresy przejsciowe wnosza niezbedne odcienie, mozna juz nie marznac, a jeszcze sie nie pocic. a jak skonczy sie zima i zacznie lato, to jak zachodzic w ciaze przed pierwszym zakochaniem. a moze przesadzam. czwartek, 23-03-2006 [15:45:22] | komentarze [4] | komentuj If there was a better way to go then it would find me / I can't help it, the road just rolls out behind me bylam spragniona rzewnych i wstrzasajacych kobiecych wokali, az wen przyslala mi hope sandoval i bylam jeszcze bardziej spragniona. m. pokazal mi strone pandora.com. wpisuje sie tam wykonawce i mozna posluchac jednej piosenki a do tego wyszukuja ci sporo innych podobnych piosenek innych wykonawcow, ktorych mozna sobie posluchac w calosci i mysle, ze to jest idealna rzecz, jak sie ma jakies wyobrazenie, chocby metne, o tym, co chcialoby sie znalezc. jak dla mnie to spelnienie fantazji na temat szukania muzyki. znalazlam sobie pare rzeczy, na ktore pewnie w inny sposob nigdy bym sie natknela, no bo gdzie. piątek, 24-03-2006 [11:45:34] | komentarze [2] | komentuj |
![]() |
|