słodki zapach brudu
 

marzec 2006

najpierw mialam w robocie herbate zielona mietowa w torebkach, ktora stala w kuchni. smakowala troche jak guma do zucia. pani krysia lubila sie nia czestowac, a potem przychodzila do mnie i mowila: "ta zielona herbatka to twoja?", "dobra", "poczestowalam sie". a ja mowilam: "prosze sie czestowac, mi i tak nie smakuje". potem mialam herbate zielona jasminowa w torebkach, ktora bardzo mi smakowala, wiec przezornie trzymalam ja u siebie w szufladzie. przynosilam goraca wode w kubku tatranska lomnica i dopiero wkladalam torebke. jak torebki sie skonczyly, przynioslam sobie z domu herbate zielona sypana typu gun powder. postawilam ja w kuchni, bo gdybym trzymala w szufladzie, glupio byloby chodzic do kuchni umyc kubek, potem wracac sie i sypac herbaty, a potem chodzic znowu do kuchni i zalewac herbate woda, a nie da rady przeciez przyniesc goracej wody i wsypac herbaty, bo herbate sypana zalewa sie woda, a nie na odwrot. dzisiaj jak poszlam do kuchni pani krysia wlasnie przyrzadzala sobie moja herbate, czego bym nawet nie zauwazyla, gdyby mi nie powiedziala: "podprowadzilam troche twojej herbaty", na co ja mowie: "trudno". jestem jedyna naiwna, ktora trzyma swoje rzeczy w kuchni i w ogole jedyna naiwna chyba, ktora wydaje wlasne pieniadze na wlasna herbate, zamiast popijac zakladowego liptona, jak daja to bierz. jednego zupelnie nie rozumiem, czemu ludzie wola piecdziesiat razy oswiadczyc komus, ze w najlepsze korzystaja z jego rzeczy- bo zalozmy ze dopiero dzieki mnie pani krysia odkryla urok zielonej herbaty i ze woli ja od czarnego liptona- zamiast wydac te szesc czy osiem zlotych w sklepie tuz obok i kupic sobie wlasna. takie oto zagadki czlowieczenstwa nadaja kolorytu mojemu poniedzialkowi.

poniedziałek, 06-03-2006 [09:48:34] | komentarze [39] | komentuj


dzisiaj swieto kobiet. rok temu w implantach dostalam czekolade i kwiatek, w dodatku w doniczce. dzisiaj nic nie dostalam, tylko opierdol. u nas sie nic nie dostaje, premii, fantow, kuponow, zyczen, kwiatow, bombonow, majowki, wigilii, choinki, nic zupelnie. za to dostalam opierdol od tego malego przydupasa szefa. jak sie nie podoba "take your money and fuck off". za to ze napisalam maila do szefa, z zapytaniem o spoznione pensje lutowe i odpowiednim fragmentem z kodeksu pracy. tego bylo im za wiele. u nas mozna byc cpunem, ochlejusem, klamca i swirem, znikac z pracy, spozniac sie o dzien czy dwa, przychodzic nagrzanym, byleby tylko nie dociekac jakichs praw. jak pisalam maila wszyscy sie nade mna burzyli, kipiala solidarnosc, ale jak spytalam czy podpisac za wszystkich, to juz nie, lepiej nie, geby w ciup i dupy w troki. taki ze mnie wojownik w slusznej sprawie, znowu jedyna taka naiwna, ale gdzie tam, zaden wojownik, zwykly ciec, w koncu siedzie tu pol roku i nic sie nie zmienia. takim jestesmy narodem kmiotow. a w kazdym razie wiekszosc. zawsze opierdole byly za takie rzeczy, prawie nigdy za prace. raz moze w hotelu w galway, jak zlym detergentem pucowalam mebelki, pani supervisor omal nie zeszla z oburzenia. ale na ogol bylo tak: w dublinie nie podobalo mi sie ze szef darl codziennie na nas morde, wiec powiedzial "mozesz poszukac innej pracy". w implantach nie podobalo mi sie, jak szef najpierw namowil mnie na awans, ktorego w ogole nie chcialam, a potem wychujal i wrobil w prace na dwoch stanowiskach, wtedy powiedzial "masz wybor". teraz mi sie nie podoba, ze jeszcze nie mam pensji za zeszly miesiac, wiec slysze "fuck off". no i tak to. zastanawiam sie, czy mam pecha do pracodawcow tak wielkiego, czy to swiat taki nikczemny, czy ja jakis gen ofiary moze mam. tylko marcin taki slodki, ze mnie na czekolade do wedla zaprosil na pocieszenie.

środa, 08-03-2006 [17:49:15] | komentarze [11] | komentuj


co dostalam wczoraj:
kwiatki, czekolade w wedlu, koszulke z napisem "przeglad sportowy". masz, dla mnie za mala, a ty lubisz w takich spac.
co marcin robi rano w metrze:
wali mnie z rozpedu glowa w czolo, popuszcza sline, grzebie w nosie i udaje ze wyciaga gluta, a potem wyciera o moj policzek. no i tak to. love.

czwartek, 09-03-2006 [11:59:05] | komentarze [3] | komentuj


weekend

sobota, 11-03-2006 [22:55:58] | komentarze [30] | komentuj


"moja babcia uwaza mnie za kurwiszcze"

babcia marcina uwaza go za kurwiszcze. przynajmniej tak mowi marcin. dwadziescia siedem lat i trzecia narzeczona! wczoraj rano marcin zalozyl do pracy bluze z dziura. pomyslalam: "bluze z dziura zalozyl. panie w pracy na pewno zauwaza i pomysla ze fleja". babcia marcina martwi sie, ze w jego nowej pracy tyle kobiet. po pracy marcin poszedl odwiedzic babcie. babcia zobaczyla dziure i zmartwila sie, ze panie w pracy zauwaza i zaraz ktoras bedzie chciala go przygarnac, zaopiekowac sie, zacerowac ta dziure. babcia nie wie, ze nowoczesne kobiety pnace sie po szczeblach kariery w mediach, nie marza wcale o tym, zeby przygarniac jakiegos zamyslonego, obdartego fanatyka pilki noznej i dziury mu cerowac. to znaczy owszem, ja bym sie wcale nie dziwila, gdyby ktos marzyl, zeby go przygarniac. jednak nie sadze, zeby tym szczegolnym lepem miala byc dziura w bluzie. mowa jest w koncu o dynamicznych pracownicach preznego koncernu, a nie matkach polkach opiekunczych, co zawsze w piterku igle z nitka nosza. zreszta babcia pewno mysli, ze chlop sie sam nie upilnuje, a wina jest tych kobiet, co chca przygarniac i dziury zaszywac. kobiety kobietom zgotowaly ten los.

wtorek, 14-03-2006 [12:47:15] | komentarze [4] | komentuj


jesli "babska lektura" to jest cos, co sie fajnie czyta jak sie ma piemesa, to chcialabym poznac najlepsze tytuly.

wtorek, 14-03-2006 [20:05:38] | komentarze [8] | komentuj


w harcerstwie spiewalo sie tak:

myslee sobie ze, ta zima musi kieedys minaac
zazieeleni siee, uroosnie kilka drzew ( i tu niegrzeczni chlopcy przy rzewnych dzwiekach gitary dospiewywali "...marihuany" ha ha ha )

środa, 15-03-2006 [10:18:54] | komentarze [12] | komentuj


wczoraj bylismy na tajemnicy brokeback mountain. ja ogolnie nie lubie *wystawiac opinii* roznym filmom i ksiazkom, ponadto, ze cos mi sie podoba albo nie, wszyscy wszak wiemy ze krytycy to kurwy. tym razem jednak naprawde sie wzruszylam. dodatkowo przy nadwyzce estrogenow, wzruszylam sie tak, ze mazgailam sie jeszcze cala droge metrem do domu. marcin tez uronil kropelke, wiec chyba nie moglam sie mylic. najlepsze, ze to nie bylo zadne tam zasrane kino gejowskie, ale film o milosci. zrobic cos mocnego o milosci, np napisac ksiazke, zawsze mi sie wydawalo szczytem mozliwosci. jesli ktos napisal juz cos dobrego o milosci, to nie wiem gdzie wyzej moze zawiesic sobie poprzeczke. na pewno jest sporo ludzi, ktorzy potrafia pisac dobrze o roznych bzdetach, ale niewielu, ktorzy moga dobrze napisac o milosci, tak zeby sie to nigdzie nie rozlazlo w banal. latwo jest za to o milosci zrobic cos kiepskiego, to na pewno. chyba tylko piosenki po angielsku nie boja sie kiczu i sentymentalizmu.
w filmie podobaly mi sie jeszcze owce, przystojni panowie i jak ten ennis mowil prawie nie otwierajac buzi i w ogole jakie maski robil. to sie chyba nazywa *swietna gra aktorska* tak?

czwartek, 16-03-2006 [10:26:18] | komentarze [3] | komentuj


jaram sie. jutro rano jedziemy do k. chlopak, plecak, dzinsy i gitara. nic nam wiecej nie potrzeba, tylko blekitnego nieba. w k. bedziemy pewno jesc i spac. w ogole ostatnio najbardziej lubimy jesc i spac. ja z wiekiem wyzbywam sie zludzen, ze wiele innych rzeczy jest mi potrzebnych do szczescia i bez zahamowan poswiecam sie temu, co naprawde jest mi potrzebne, teraz to jedzeniu i spaniu z przytulaniem. wiec juz wiecie, ze nie jestem dziewczyna z zurnali mod, ktorej z tylnej kieszeni levisow 26/32 wystaje platynowy roczny karnet do fitness clubu.
przegladalam taka ksiazke o introwertykach i wszystko stalo sie jasne. mianowicie sedno sprawy nie jest takie, czy ktos lubi ludzi, czy nie, czy lubi gadac czy nie, ale skad czerpie energie. otoz ekstrawertycy czerpia energie z zewnatrz, dlatego lubia byc w centrum wydarzen, a introwertycy czerpia energie w wewnatrz, dlatego wyczerpuje ich nadmiar bodzcow zewnetrznych i musza regenerowac sie w samotnosci. ja tak mam. w tlumie mi sie wydaje, ze wszyscy wypuszczaja jakies chaotyczne promieniowanie, jakies swoje aury i emocje, takie mikrofale, ktore mnie infekuja i rozbijaja mi sie o leb. a jak ktos mnie nie zna, mysli ze jestem zimna wyniosla suka. no i dobrze. w ten sposob mniej wiesniakow chce na kawe zapraszac. jesli spotkam kiedys moja rodzine i babcia znowu powie, ze jestem jednostka aspoleczna, wytlumacze jej na czym polegaja moje stale uwarunkowania. ale pewnie wcale by mi sie nie chcialo.
w k. pewno pojdziemy na jajecznice tu, na nalesniki tam i na czekolade siam, a moze tez na *kultowy* torcik kawowy. jak na czekoladzie bylismy pierwszy raz w 2004 to ja marcinowi opowiadalam o travesti w brazylii i jakichs genderowych banialukach co czytalam na antropo, a on patrzyl na mnie bez przerwy znarkotyzowanym wzrokiem, a ja myslalam, ze cos nie tak, zamiast plawic sie w tym.
jak to jest zreszta, zastanawiam sie, ze w takim k. mamy kilka ulubionych miejsc, naprawde przytulnych i uroczych, a nie mamy takich w warszawie. i to pomimo, ze cale zycie do matury spedzilam w srodmiesciu. to jak teraz mam isc na piwo, to sie dlugo zastanawiam gdzie. moze warszawa w ogole nie jest z natury przytulna. a kwiat handlowcow, menadzerow i wszyscy, ktorzy czynia to miato bogatszym lubia wnetrza bijace nowoczesnym chlodem.

piątek, 17-03-2006 [11:52:23] | komentarze [16] | komentuj


w k. bylu duzo jedzenia, spania i patrzenia sobie w zrenice rozszerzone od zapachu nalesnikow, sehr romantisch, a wszedzie bylo pelno czarnych grubych kotow, ktore pilnowaly tych domkow na kurzej lapce, skrzypiacych drewnem, z pomaranczowymi scianami, kredensami, jemiola i patisonami w sloikach, gdzie pilismy mnostwo herbaty i opowiadalismy sobie dyrdymaly, czytalismy magazyny. niektore koty byly z drewna i marcin omal by jednym kotem zaczal skikac po stole i jesc nim nalesnika, ale przypomnial sobie, ze jestesmy wsrod ludzi i odstawil kota na parapet. najsmieszniejszy byly koty na gobelinie, okragle i glupiutkie. mamo, czy zrobisz mi gobelin w koty?
w naszym pokoju w k. przybyla jedna rzecz. byl to radiomagnetofon z cedekiem. tylko my nie wzielismy plyt, wiec poszlismy do malenkiego sklepiku muzycznego ciasniejszego niz kiosk kolportera, gdzie byla staruszka w czapce i kurtce i zaraz nam zaczela pokazywac nowosci plytowe, a ja pomyslalam, ze moze wlasciel jej kazal pokazywac te nowosci, albo po prostu ona mysli, ze mlodzi lubia nowosci, czy to bedzie kasia kowalska czy zlote przeboje abby, ale musialam zmienic zdanie bo starsza pani sie rozkrecila i zaczela nam pokazywac nirvane i "tutaj jest pearl jam, doskonala plyta". w koncu wybralismy plyte "reveal" R.E.M. i wyszlismy na dwor myslac, ze nic takiego nie zdarzylo sie nigdy wczesniej.
na niedzielnym pchlim targu kupilam jeszcze billie holiday i czerwonego kota z drewna. jak przemokly mi jedyne buty, marcin zawinal mi stopy w male foliowe siatki. w naszym domku w k. mamy zawsze jakies psychodeliczne doznania, chyba tam straszy czy cos.

środa, 22-03-2006 [11:18:03] | komentarze [2] | komentuj


niby swieci slonce, ale o zadnych doznaniach pierwszego dnia wiosny nie ma mowy. moje marzenie na teraz: lezec na cieplej ziemi w ciszy, tak jak ostani raz jesienia w lesie. okresy przejsciowe wnosza niezbedne odcienie, mozna juz nie marznac, a jeszcze sie nie pocic. a jak skonczy sie zima i zacznie lato, to jak zachodzic w ciaze przed pierwszym zakochaniem. a moze przesadzam.
moj organizm odtajal i naszykowal sie na cieplo. dlatego w marcu przy minus jeden jest mi zimniej niz w styczniu przy minus piec. wiec niby jest cieplej a ja bardziej marzne, spie, czekam, zazywam duzo witaminy C i E i kwasy omega 3, zeby nie umrzec na zawal, raka i miec ladna skore.
napisalam cos ostatnio, co mialo dedlajn. nie ma innego sposobu dla mnie niz taki dedlajn, bat nad dupa. a wtedy okazuje sie ze moge lepiej i w ogole mam jakies pomysly, ktore normalnie, bez takiego bata wydaja sie niemozliwe. zreszta ja sie sobie zawsze wydaje niewydolna dopoki o czyms mysle, a nie zaczne dzialac. to wszystko rozbudzilo ochote, zeby robic to o czym zazwyczaj mysle.
szajs ale dobry: goracy kubek, krem z kury.

czwartek, 23-03-2006 [15:45:22] | komentarze [4] | komentuj


If there was a better way to go then it would find me / I can't help it, the road just rolls out behind me

bylam spragniona rzewnych i wstrzasajacych kobiecych wokali, az wen przyslala mi hope sandoval i bylam jeszcze bardziej spragniona. m. pokazal mi strone pandora.com. wpisuje sie tam wykonawce i mozna posluchac jednej piosenki a do tego wyszukuja ci sporo innych podobnych piosenek innych wykonawcow, ktorych mozna sobie posluchac w calosci i mysle, ze to jest idealna rzecz, jak sie ma jakies wyobrazenie, chocby metne, o tym, co chcialoby sie znalezc. jak dla mnie to spelnienie fantazji na temat szukania muzyki. znalazlam sobie pare rzeczy, na ktore pewnie w inny sposob nigdy bym sie natknela, no bo gdzie.

piątek, 24-03-2006 [11:45:34] | komentarze [2] | komentuj