słodki zapach brudu
 

styczeń 2006

niedziela, 01-01-2006 [01:21:02] | komentarze [0] | komentuj


pije wywar z imbiru. to dlatego, ze na spacerze calkiem przemokly mi buty. a to dlatego, ze trzecia zime chodze w tych samych trampkach. bedziecie sobie wyobrazac, ze jesli mam mame w zagranicznym kraju opiekunczym na polnocy, to na pewno chodze w pieknych kozaczkach na podpince z futra fenifera. ale nie, okolicznosci wcale nie rysuja sie tak rozowo. to wszystko wydarzylo sie rowniez dlatego, ze nikt nie odpowiedzial na nasz goracy apel i glodni, niewinni i zakochani szwedalismy sie po centrum w poszukiwaniu pozywienia. zawinil tez fakt, ze w lodowce mielismy niewiele poza marchewka i brokulami. temu faktowi zawinilismy my sami, porywajac sie naiwnie na trzydniowa diete oczyszczajaca, ktora dopuszczala wylacznie przyjmowanie pokarmow roslinnych nieprzetworzonych i nieokraszonych. po dwoch dniach pozbawionych zarowno zrodel enegrii przychodzacej jak i wszelkich spozywczych hedonizmow, w ktorych mamy zloty krzyz i piec gwiazdek, stalismy sie przepelnionymi zalem i tesknota, zmigrenowanymi impotentami intelektualnymi, ktorzy z rozrzewnieniem godnym lepszej sprawy wspominaja pizze z san marzano zjedzona zaledwie przed dwiema dobami. w moim pamietniczku narysowalimy wszystkie rzeczy jakie jedlismy i pilismy na wakacjach w irlandii. to zas tylko pograzylo nas w nieutulonej czulosci do tlustych weglowodanow. konflikt moralny bohaterow polegal jednak na tym, ze sila woli w przestrzeganiu diety miala symbolizowac konsekwencje w realizowaniu postanowien noworocznych, ktore rowniez zostaly formalnie spisane w pamietniczku. konflikt zakonczyl sie podwojna porcja makaronu semolina con spinaci, ktory pozarlam w ta szampanska sylwestrowa nos, lezac w poscieli i nieomal zasypiajac z wycienczenia z glowa w talerzu z duralexu. plynie z tego roznoraka nauka, ktora pragne sie z wami podzielic w nowym roku. po pierwsze: nie ma zycia bez enegrii. po drugie: energia plynie z pizzy i makaronu. pon trzecie: codzienne zycie pelne jest niezbednego piekna, ktorego nie doceniamy. jesli zatem chcecie zyc pelniej, swiadomiej, jesli w nowym roku ma was przepelniac czulosc, wdziecznosc i nieustajace wzruszenie, sprobujcie diety oczyszczajacej, a wnet docenicie ze bulka z serem da wam wiecej szczescia niz nowe adidasy na zylke czy wakacje na kanarach. tego wam zycze w szczerosci swego serca.

niedziela, 01-01-2006 [18:47:28] | komentarze [2] | komentuj


i po dwunastu dniach wesela i urodzaju przyszedl dzien zaloby i sromoty
i zapytala-panie jezu w niebiesiech, czy w prawdziwym zyciu zdarza sie zeby powiedziec swojemu szefowi z brytyjskich suburbii, o lysej glowie z kolczykiem i pekatym korpusie kierowcy tira pod mcdrivem, ze jest zalosnym kutasem i czy zdarza sie zeby potem zabrac swoj osobisty kubek "tatranska lomnica" i pojsc do domu? i czy moze lepiej zrobic to po wyplacie? i dlaczego sie nie zdarza?

wtorek, 03-01-2006 [11:11:26] | komentarze [13] | komentuj


wczoraj rano wyszlam z domu punktualnie i na przystanku stalam punktualnie. jak zwykle najpierw przyjechala dziewietnastka. potem mial przyjechac moj tramwaj, ale przyjechalo trzydziesci szesc. czekalam jeszcze dlugo na czworke, spacerujac wte i wewte po rozmoklym sniegu ( poprawna pisownia w te i we w te ). czworka nie przyjezdzala. popatrzylam na rozklad jazdy; czworka w ogole tedy nie przejezdzala. zrozumialam ze moim tramwajem byl tramwaj numer trzydziesci szesc. poniewaz nie mialam czasu, by czekac na nastepny, pobieglam do metra.
dzisiaj tez przyszlam na przystanek punktualnie i tym razem od razu wsiadlam w trzydziesci szesc. probowalam czytac ksiazke o tym jak lek o przyszlosc ogranicza wspolczesnego czlowieka, kiedy wydarzyla sie taka przygoda, ze usiadla przede mna jakas babcia w futrze z mysich pipek i omal nie udusilam sie na astme. nie chcialo mi sie jednak wstawac, gdyz uslyszalam, ze babcia jedzie tylko dwa przystanki. no wiec siedzialam i mialam wrazenie, ze ktos odessal cale powietrze z wagonu. babcia rzeczywiscie wyszla po przejechaniu dwoch przystankow i na jej miejsce usiadl dziadek w normalnym welnianym plaszczu. mi jednak nadal cos swiszczy, a zapomnialam swojego inhalatora, wiec naprawde nie wiem jak zapowiada sie ten dzien.
moze kiedys bede miala taka astme, ze bede musiala pracowac w domu, zamiast tluc sie tramwajami i narazac na te wszystkie trujace wyziewy, chamstwo i pospiech. bede musiala miec pomoc domowa, do regularnego likwidowania kurzu z roztoczami i bede musiala wziac sie za siebie solidnie i nauczyc jakiegos rzemiosla, zeby miec fach. dzieki temu bede widziala efekt pracy swoich rak, co jest pierwotna potrzeba czlowieka. biura nie daja nam autentycznych efektow i to miedzy innymi nas zabija.

środa, 04-01-2006 [09:45:55] | komentarze [0] | komentuj


w portalu pracuj.pl ustawilam sobie w swoim profilu kryteria wedlug ktorych raz w tygodniu odpowiednie oferty przychodza mi na maila. ciekawe jest to, ze jako slowa kluczowe podalam "redaktor, tlumacz i costam" i nie dostalam ani jednej oferty na redaktora, za to na kierowce cementowozu owszem.
musze powiedziec, ze codzienne przestrzasanie netu w poszukiwaniu choc jednego ogloszenia odpowiadajacego moim aspiracjom jest praca niezwykle zmudna i upierdliwa. na jaka strone bym nie zajrzala natychmiast obezwladnia mnie zalew wyrazen w stylu junior key account marketing manager assistant ds.konsultacji, rozwoju i projektu i w gardle rosnie mi tak zwana gula.
boli tez patrzec jak inni stajemy sie z dala od naszych znienawidzonych zajec; czysci, spokojni i refleksyjni, i jak inni gdy do nich wracamy.

czwartek, 05-01-2006 [10:33:55] | komentarze [6] | komentuj


both under influence we had divine scent/to know what to say/mind is a razorblade

jesli ktokolwiek poza mna i jola placze ogladajac reklame kolorowego telewizora sony bravia, moze sobie ja tutaj obejrzec jeszcze raz, posluchac piosenki, sciagnac wygaszacz albo tapete. nie wiem czy zrozumiecie, ze ze mnie te obrazki wypruwaja flaki, obdzieraja mnie ze skory, wyciagajac na wierzch srodek delikatny i cieply jak zoltko w jajku. przypominaja bowiem o tesknocie za niewinnoscia. przypominaja taki miekki flow, ze az chce sie napisac slowo "wolnosc". mozna to porownac do tych rzadkich chwil, kiedy idzie sie samemu ulica i slucha poruszajacej plyty na discmanie. moze to byc pozne lato, pachnie drzewami, a powietrze jest zlote. czlowiek jest tak lekki jakby sunal ulica na specjalnych wrotkach z motorkami i tak pelen mocy jakby mogl w kazdej chwili wygrac konkurs jazdy figurowej. powietrze naprawde jest wtedy zawsze zlote.chetnie poznam nowych przyjaciol i psychofanow spotu sony bravia.

czwartek, 05-01-2006 [22:15:33] | komentarze [14] | komentuj


nie wiem jak w innych miastach, ale tutaj drzewa sa calutkie w szronie i wygladaja jak jakies weneckie koronki. jak szlam do tramwaju, slonce nad domami bylo jasne i metaliczne, mroz szczypal w srodku nosa, swiatlo odbijalo sie w sniegu, a powietrze bylo mleczne i rozowe, jakby mgla, ale to przeciez nie mogla byc mgla. w takich okolicznosciach czlowiek od rana robi sie sentymentalny i gotow jest pomyslec, ze okropnie lubi zime.

wtorek, 10-01-2006 [09:25:13] | komentarze [6] | komentuj


no to jest sroda, m. jedzie na rozmowe w sprawie pracy marzen, a ja patrze na zegar i wykonuje kompulsywne ruchy nogami, licze minuty, gryze usta, nawet kark mi sie spial przez noc. wytworzylam juz taka kule energetycznego suportu, ze powinny popekac mi naczynka krwionosne w oczach, a za godzine jestem gotowa dostac apopleksji. ale nie, wcale nie mam watpliwosci. za to jak dziecki beda pisac mature, bede juz otrzaskana.

środa, 11-01-2006 [10:05:56] | komentarze [11] | komentuj


powiem wam, nie lubie hibuskusa. malo rzeczy nie lubie, wiec nie wynika to z wielkopanskich fochow. nie lubie: hibiskusa, kminku, selera naciowego i anyzku. kupilam sobie herbate z aronii i okazalo sie ze jest z hibiskusa. kupilam sobie herbate malinowa i okazalo sie, ze jest z hibiskusa, aronii, czarnej porzeczki, jablka i kwasu cytrynowego. pal licho, zaklelam siarczyscie.
a za minute pan ostry wchodzi na murawe, by siegnac po mistrzostwo. hej hej, caluski i pozdrowka dla ukochanego narzeczonego mariusza, co moje serduszko jest przy nim, zeby nie penial i wracal do nas w blasku chwaly, zyczy tego marzenka.

środa, 18-01-2006 [10:58:38] | komentarze [10] | komentuj


hehe, pan ostry jest zwyciezca, trybuny wiwatuja a dziewczeta zdzieraja skape topy. najlepsze jednak jest to, ze teraz wisi mi obiad, a nie dalej jak wczoraj obiecywal, ze z nowa fucha bedzie kochal mnie jeszcze bardziej, rozsmieszal mnie codziennie, a do tego obejrzymy od poczatku wszystkie filmy allena.

środa, 18-01-2006 [12:11:21] | komentarze [12] | komentuj


tak, teraz moja kolej.

czwartek, 19-01-2006 [09:40:07] | komentarze [1] | komentuj


od dziecka bylo wiadomo, ze po swiecie chodza typy roznego autoramentu, w tym rowniez typy spod tak zwanej ciemnej gwiazdy. chamy, lobuzy, huligani, wsioki i zwykle prostaki, pijaki i zlodzieje. wszyscy oni jednak zebrani do kupy mieli stanowic wyrazna mniejszosc spoleczna, czyli jak to sie mowi, pozostawac na marginesie. owa typologia zas opierala sie na wysokiej latwosci identyfikacji. przyporzadkowanie jednostki do odpowiedniego podgatunku mialo odbywac sie szybko i sprawnie przy pomocy bodzcow wzrokowych, sluchowych i zapachowych, z ktorych najwazniejsze to plugawy jezyk, plugawa geba wraz z przyodziewkiem, lub plugawy zapach. czasem cechy wyksztalcone przez chama w procesie ewolucji zdawaly sie byc bardziej zniuansowane, lecz nie dawalismy sie wpuscic w maliny ani schludnej koszuli z weluru, ani szyszce przy mokasynie ani odswietnemu rolexowi z tombaku. i nawet teraz w tych ciezkich czasach postawionych na glowie, nie zmylilby na nas garnitur na miare uszyty, pantofel od prady, ani pysk gladko ogolony, spryskany old spicem.
jednak czasem chamstwo puka do naszych drzwi tak poprzebierane, ze nie wysnili bysmy go w najsmielszym snie. nie dalej jak wczoraj zazywam ciszy i spokoju w naszym kameralnie oswietlonym gabinecie, oddajac sie plotkom przez komputer z roznymi artystkami z roznych miast, kiedy dzwonek u drzwi zaczyna dzwonic jak najety. przeczekuje ta bezpardonowa inwazje wroga , jako ze stanowczo nie mam w zwyczaju otwierac obcym. po kwadransie sytuacja sie powtarza, zatem zerkam przez wizjer. patrze, a tam stoi nieboga, mala starowinka cala siwiutenka, wychudzona. totez w sercu odczuwam pewna miekkosc i przekrecam zasuwy. bidula powiada ze z rury jej cieknie i ona to musi sprawdzic u nas, na co ja mowie ze sama sprawdze, no i prosze bardzo, stara szczapa juz przeskoczyla na moj przedpokoj, w moim domu mojej swiatynii, nie zdazylam nawet zagrodzic wejscia do mojego salonu, ktory jednoczesnie jest sypialnia, bo prukwa owa juz tam jest przede mna. stare prochno bezwstydne, zakutane w rozowy szlafrok juz stoi przy moim malzenskim lozku calym rozbebeszonym, do ktorego przedarlo sie niczym trujacy wirus, jakas bron biologiczna i juz poddaje wszystko ogledzinom, ta wyliniala wscibska szkapa, ktora przeslizgnelaby sie nawet przez szpare w zakluczonych drzwiach. i juz mowi mi na ty i rozporzadza w moi grafiku, planujac naprawy hydrauliczne, ktorych ja wcale nie potrzebuje, bo to nie mi cieknie ostatecznie. opuszcza mnie na koniec, lecz nic to, bo dom moj juz jest zbrukany zlym spojrzeniem, moja intymnosc splamiona obcymi wyziewami pelnymi toksyn.
powiadam wam, ze ten incydent zlamal raz na zawsze moja delikatna psychike o wybujalym poczuciu prywatnosci i gdyby to sie dzialo w ameryce, zaladowalabym raszpli srutu w ten zylasty zewlok smierdzcy naftalina. i pamietajcie moje slowa, nie otwierajcie nigdy obcym, bo chamstwo teraz chodzi przebrane za czerwonego kapturka.

piątek, 27-01-2006 [12:24:18] | komentarze [10] | komentuj