słodki zapach brudu
 

grudzień 2005

moja mama chciala byc mlodziezowa i kiedy zagadalam ja na gadu, odpowiedziala mi "ello".

niedziela, 04-12-2005 [21:35:34] | komentarze [4] | komentuj


bylo naprawde super, dopoki nie nadszedl czas by pomyslec o tym, ze wszystko to, co super nieuchronnie zmierza do poniedzialku. w piatek bylo fajnie, bo przyszla rodzina czesiow, pilismy slaskie, oni heinekeny, i gadalismy o roznych rzeczach. zeby nie bylo, ze nadajemy sie tylko do obmawiania znajomych. myslalam o tym, ze sa fajna para i  niesamowicie do siebie pasuja, a po tym roku zrobilo sie juz z nich takie dobre malzenstwo ze siema. oczywiscie nie mowilam im o tym, a jola nie mowila mi o tym, co sadzi o koziorozcach. potem polozylam ich spac w gabinecie i nasz dom byl pelen snu i milosci.
dzis siedzielismy w wyrku prawie do poludnia, a na sniadanie poszlismy na tortille. bylo pyszne i tak sie zagadalismy, ze zglodnielismy znowu, wiec zezarlismy jeszcze nalesniki. w miedzyczasie zrobilo sie ciemno i mgliscie. marcin, ktory jest najwiekszym optymista swiata, uznal ze w zime zajebiste jest to, ze jak jest ciemno, to jednak  zostaje jeszcze duzo dnia. nic z tego nie przyszlo, bo w domu i tak zlapalismy chandre. te wagary tydzien temu wybily mnie z rytmu pelnego karnosci i dyscypliny, ale tego co ujdzie zrobic raz, nie ujdzie zrobic dwa razy, choc za te pieniadze co mi placi ten angielski oszukanczy imperialista, powinnam bywac u nich gora trzy razy w tygodniu. marcin nazywa to postawa roszczeniowa, taki z niego skromnis.
chcialabym oczywscie, jesli bede miala dzieci, mowic im z podniesionym czolem takie prawdy absolutne, zeby w zyciu robily to co lubia i nie rezygnowaly z marzen. tylko ze nic z tego nie wyjdzie, jesli jednoczesnie bede sfrustrowana, starzejaca sie biurwa, prasujaca sobie zakiet na poniedzialek. bardzo chcialabym wiec realizowac swoje marzenia, jak najbardziej. niech mi ktos jeszcze powie jak dokladnie to zrobic.

niedziela, 04-12-2005 [22:14:11] | komentarze [6] | komentuj


czasem mysle, ze z tego wszystkiego najlatwiej jest miec pieniadze, jesli komus naprawde na tym zalezy, a nie tylko gada "gdybym byl bogaty epepepe". to znaczy jesli dla kogos rzeczywiscie jest to sprawa docelowa i sama w sobie dajaca satysfakcje taka, do jakiej innym potrzebne jest np. reczne malowanie porcelany. idzie wtedy na studia oplacalne wedlug rynkowych prognoz, a potem robi wszystko, zeby przebic sie w skrukturach jakiejs korporacji. mowie o ludziach, jakich widuje, czyli z warszawy i na ogol rozgarnietych. pewnie wystarczy znalezc firme z perspektywami, wypruwac sobie zyly, zaniedbac zycie osobiste, pracowac po godzinach, okazywac entuzjazm nawet przy wysylaniu faksu i interesowac sie pekinczykiem zony prezesa. ja nie jestem taka szlachetna, zeby nie lubic pieniedzy, ale za nic nie wrocilabym do pracy, z ktorej jak dotad wyciagalam najwiecej. i nie chodzi o posade sprzataczki w hotelu w irlandii, ale o dzial obslugi klienta w implantach, gdzie mialam wlasny pokoj, abonament w prywatnej klinice i co rano popijalam cafe latte lavazzy. dobrze sie stalo ze mnie wyjebali, bo poziom stresu byl nie dla mnie. moja nastepczyni zreszta zaczela kariere od srodkow uspokajajacych, wiec chyba nie ja jestem najgorszym neurotykiem swiata. tak czy srak, nie wrocilabym tam, nawet gdyby mnie ktos prosil.
i tak to. nie mysle oczywiscie ze z ta kasa to jest proste pod wzgledem wlozonego wysilku, tylko jakiejs recepty i jasnej drogi do celu, no.

poniedziałek, 05-12-2005 [14:41:37] | komentarze [4] | komentuj


w ogole to kiedys, kedy czlowiek nawet nie mogl przeczuwac istnienia blogow, szczytem marzen wydawala mi sie mozliwosc pisania czegos, co ktokolwiek by czytal. komentarze to juz w ogole. mialam swoj pamietniczek, ale wydawal sie czyms zbyt osobistym, by z kimkolwiek sie nim dzielic. po pierwsze jak czlowiek byl mlodszy, to wszystkiego bardziej sie wstydzil, swoich odczuc, przemyslen, marzen. a byl jeszcze zbyt autentyczny i mlody zeby nie chciec pisac o odczuciach, przemysleniach, marzeniach, ale uciekac w jakies blazenskie pozy. po drugie, co za obciach dawac komus swoj pamietnik do czytania, kogo by to w ogole obchodzilo. no ale zawsze byla taka pokusa, zeby sie przed ludzmi wyrzygac i zostac zrozumianym. troche tez zazdroscilam tym, co wysylali swoje wiersze do roznych pism. mi braklo kurazu. a wiersze przestalam pisac, co wszystkim wyszlo na dobre. o blogach uslyszalam w radio jak juz mieszkalam w sve. jakas baba opisuje swoje zycie. fajnie, mozna czytac cudze pamietniczki, grzebac w cudzych pamietniczkach, to jakby wlazic w czapce niewidce do cudzych mieszkan. potem znalazlam pare fajnych blogow ale sama nie myslalam ze mam cos ciekawego do napisania, chyba ze dla mnie ciekawego, a to mialo byc tez dla innych. trzeba powiedziec, ze we wszystkim zawsze bylam opozniona pare lat.
a propos, to ostatnio m. mi czytal archiwa bloga kubu, kiedy byly tam jeszcze normalne wpisy, a nie te jednozdaniowe sentencje z prawa mojzeszowego albo nic, jak teraz. byly zabawne i w ogole super. obsikalam sie przy tej historii o kreciku, co zaslanial oczy. ( w domu wszystko podlinkuje, bo w maku edytor jakos inaczej wyglada ). szkoda ze kibuc juz tego bloga nie pisze. no i tak to.

poniedziałek, 05-12-2005 [16:00:00] | komentarze [1] | komentuj


balam sie, ze zestarzalam sie na tyle, ze ksiazki przestaly mnie naprawde wciagac, a przynajmniej te, co sie nazywaja beletrystyczne. wciagac to znaczy, ze ciezko sie oderwac, ze sie czyta w metrze w tloku a jak sie nie czyta, to sie mysli o tym, co sie przeczytalo. z czasem dzialo sie to coraz rzadziej. moze dlatego ze mlodszy czlowiek latwiej sie identyfikuje i w ogole jest mniej wybredny. tak samo ze znajomosciami. coraz mniej sie ich zawiera i coraz wiecej rzeczy przeszkadza. lepiej kameralnie pielegnowac swoje hermy. kiedys roznice byly drugoplanowe, za to wystarczylo, zeby ktos nie lubil swojego starego, szkoly ani dyskoteki, lubil lazic i mial jakas fajna kasete czy ksiazke i juz mogla byc z tego przyjazn. teraz nie ma mowy, zeby to wystarczylo.
z ksiazkami tez sie pewnie zaczyna wybrzydzac. ale ostatnio naprawde podjaralam sie "klejem" irvina welsh'a. taki solidny swiat na 567 stron, w ktory wlazi sie w calosci. ale nie bede tu pisac zadnych glupich recenzji. sami sobie przeczytajcie.

wtorek, 06-12-2005 [14:57:11] | komentarze [1] | komentuj


kiedys to, kiedys sro. niezly robi sie ze mnie gawedziarz w stylu mego tatki, a mam dopiero 25 lat. moje dziecki tez beda przewracac oczami jak tylko otworze buzie, zeby im cos opowiedziec.

wtorek, 06-12-2005 [15:25:41] | komentarze [0] | komentuj


pani krystyna pali papierosa na podworku i mowi:"leje jak na wiosne". to by uzasadnialo wczorajsze oglaszanie sezonu wiosennego, w imie ktorego pijacki wieczor we wlasnym domu musialam spedzic na balkonie.

wtorek, 06-12-2005 [15:32:47] | komentarze [5] | komentuj


w archiwum bloga autobus przeczytalam :
"Pan w garniaczku odchylając się w swoim skórkowym menedżerskim fotelu rozszyfrował mnie w 10 minut. Oczywiście, że nie mam żadnej motywacji do pracy (..) Bardzo panu dziękuje, strasznie jak się człowiek chce przekonać do rzeczy, które go nic nie obchodzą."
jeszcze bardziej po chuju, jak czlowiek przekonuje innych, ze sam jest przekonany do rzeczy, ktore go nic nie obchodza. mi to dosc dobrze wychodzi, bo mnie zatrudniaja. a jak ktos wierzy mi, ze bede sumienna i systematyczna w tworzeniu swiata z papieru, to sam jest sobie winny. macie tu swoje listy motywacyjne, macie popyt na klamstwa, macie podaz. jak czytam blogi w robocie, robie skupiona mine, jak ide do kibla, to szybkim krokiem. w ogole szybko chodze, wiec dla mnie bez roznicy, a dla was fajnie.
mialam 4,5 oferty pracy w ciagu ostatniego roku. nie jest zle z bezrobociem w stolicy. 0,5 oferty to bylo teraz, jak przeszlam pomyslnie rozmowe w agencji rekrutacyjnej i zaprosili mnie na spotkanie z jakimis dwoma derektorami z austrii. caly weekend to bylo jak kamien u nogi, taki opor jak tama w zyle glownej i dopiero w niedziele wieczorem nie naszykowalam sobie zakietu, nie uprasowalam koszuli i poczulam sie zajebiscie, jakby zamiast do kosciola dac na tace, isc na nowy swiat kupic sobie loda.
no i mysle, ze jak juz robic krok, to przynajmniej do przodu i w dobrym kierunku, nie? a nastepnym razem odpuszcze sobie od razu.

wtorek, 20-12-2005 [15:47:25] | komentarze [2] | komentuj


nadchodzacy urlop, fanty i zarcie napelniaja mnie niewyobrazalnym milosierdziem. laskawym okiem patrze na owieczki boze: w tramwaju, w metrze, a nawet w robocie. zdaje mi sie nieomal ze chromi chodza, a redakcyjne friki nabraly poczciwosci, w tym naspawany bioenergoterapeuta mitoman, pan wojtek z codzienna debata nad zupka knorra, swojsko pachnacy potem karolek, samotne kobiety w okolicach klimakterium, a szczegolnie angole, poniewaz ich nie ma. zniknal nawet poranny weltschmerz, poczucie zagubienia jednostki ludzkiej i kryzysu humanistyki w dobie marketingu. urlop zamierzam spedzic spelniajac podstawowe potrzeby organizmu ssaka, ewentualnie alkoholizujac sie i komponujac emocjonujace playlisty, ewentualnie ogladajac nowotestamentowe ekranizacje i uprawiajac sporty ekstremalne na gorkach, jesli warunki klimatyczne beda sprzyjajace.
chcialabym tez oglosic konkurs na najlepsze zaproszenie, dla tych, ktorzy pragneliby uswietnic swoja impreze sylwestrowa obecnoscia moja i narzeczonego marcina ksywa "ostry". oferty z nr ref. SLW/31/12/05, uwzgledniajace lokalizacje, mozliwosci dojazdu z mokotowa, rodzaj serwowanej muzyki, alkoholu, narkotykow i zywnosci prosze kierowac na maila. skontaktujemy sie tylko z wybranymi kandydatami. prosze o zamieszczenie nastepujacej klauzuli: "wyrazam zgode na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb niezbednych dla procesu wylaniania zwyciezcy (zgodnie z ustawa z dn. 29.08.97 roku o ochronie danych osobowych dz. ust nr 133 poz. 883)".

środa, 21-12-2005 [15:28:33] | komentarze [0] | komentuj


milosierdzie ludzkie nie trwa jednak wiecznie. najpierw rano w tramwaju nr 4 pani jebla mnie torebka ze sztucznej skorki. potem z polowe drogi myslalam, co moglam powiedziec pani, co ona mogla zrobic sobie ze soba i ze swoja przepiekna torebka. oczywiscie, jak juz ustalilismy, najlepsze rzeczy przychodza do glowy zawsze duzo za pozno. moze dlatego fajnie by bylo pisac ksiazki. nie ma znaczenia w jakiej sutyacji sie na cos wpadlo. mozna wyciagnac najlepsze pomysly z osttanich dwudziestu lat i nie bedzie zadnej roznicy.
potem w tramwaju stala nade mna druga babka i cisnela jakims czarnym worem na moje ramie. do tego wcale nie bylo tloku. tym razem nie tylko nic nie powiedzialam, ale nawet nic nie umialam wymyslic. no bo co? co sie mowi? prosze nie dotykac swoja siatka do mojego ramienia? prosze uszanowac moja strefe prywatna? wiekszosc ludzi pewnie o czyms takim nie slyszalo. mozna to zauwazyc w metrze, gdzie zawsze siedzi sie obok kogos. pod tym wzgledem duzo lepsze sa tramwaje. kiedys siedzialam obok jakiegos szatana z podlym metalem na discmanie, co mial tyle w udzie co ja w pasie, i przywalal mnie nim beztrosko, siedzac se na luzaku rozkraczony ze siema. dziwia mnie tez te mega tluste baby w mega grubych futrach, ktore zawsze sie wcisna na siedzenie, nic nie robiac sobie z tego ze cale ich przyleglosci spoczywaja na sasiadach z obu stron.
no ale potem szlam na poczte i jakis skurwiel malo na mnie nie najechal na pasach. to nie bylo tak, ze ja wyskoczylam nagle, albo on jechal szybko. jestem pewna ze mnie widzial, ale postanowil nie zawracac sobie glowy, zeby dawac mi czas na cokolwiek i podjechal mi nieomal pod stopy. stanelam i popatrzylam tam, gdzie powinna byc glowa kierowcy, tyle ze bylo ciemno i jest mozliwosc ze tak naprawde byla to kobieta, a ja jestem seksistka. sklelam, ale co kto mogl slyszec zza swojej szyby, swojej klimatyzacji, tapicerki i swojego hi-fi. gdyby to byla ameryka, strzelalabym do samochodow. glownie dlatego ze samochody wkurwiaja mnie bardziej niz pieszy swoja nietykalnoscia, swoim cholernym samozadowoleniem.
mysle, jaka jestem zalosna, ze nigdy nikogo nie zjebie jak nalezy. musze przyznac, ze w tej kwestii jestem ostatnim cieciem. zawsze braknie mi tupetu i wlasciwych slow. mysle, ze jak jeszcze cos sie stanie, to juz nie wiem co sie stanie. na szczescie na poczcie nie spotykaja mnie standardowe upokorzenia. pani jest mila i stara. TO dzieje sie dopiero pod moja brama. jakis psychodeliczny dryblas otwiera z klucza. patrzy na mnie, a potem wola swojego czarnego jamnika i wpuszcza go przez malenka szparke. znowu patrzy na mnie i pyta do kogo. a ja mowie, ze tu pracuje. no to on mowi, ze obcych nie wpuszcza, ze mam domofon. no i ja mysle zesz kurwa i mowie, no i dobra, spierdalaj dziadu. a on zamyka mi brame przed nosem. no i to koniec. oto historia mojej defloracji w zyciu ulicy.

czwartek, 22-12-2005 [17:49:39] | komentarze [2] | komentuj


niektorzy z was pewnie sa dzisiaj w pracy. ja natomiast napawam sie tym, ze mam urlop i jestem w domu. kiedy niektorzy z was z pogarda i obrzydzeniem przegladaja swoje papierowe misje pozostale sprzed swiat, dlubia w tabelkach albo dlubia w nosie spogladajac nerwowo na scienny zegar ( zakladam ze osoby, ktore w spazmach rozkoszy pna sie po szczeblach pasjonujacej kariery nie czytaja mojego bloga, a na pewno nie w godzinach pracy ) w tym czasie ja zastanawiam sie czy zabic jeszcze troche potworow w diablo, czy zjesc jeszcze wiecej czekoladek ferrero ( opcjonalnie orzechow/pomaranczy ), czy przejrzec oferte kanalow kodowanych lub czy napisac na blogu o tym, ze moj chlopak najpierw przed dwie godziny oglada francuskie aktorki w "ojcu goriot" na HBO, a potem wscieka sie, ze dziesiec minut klade malunek na twarz, kiedy mamy isc na obiad do jego mamy. to wam powiem, w tym tygodniu moje zycie jest idealne.

wtorek, 27-12-2005 [16:01:37] | komentarze [8] | komentuj