| słodki zapach brudu | |
grudzień 2005 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
moja mama chciala byc mlodziezowa i kiedy zagadalam ja na gadu, odpowiedziala mi "ello". niedziela, 04-12-2005 [21:35:34] | komentarze [4] | komentuj bylo naprawde super, dopoki nie nadszedl czas by pomyslec o tym, ze wszystko to, co super nieuchronnie zmierza do poniedzialku. w piatek bylo fajnie, bo przyszla rodzina czesiow, pilismy slaskie, oni heinekeny, i gadalismy o roznych rzeczach. zeby nie bylo, ze nadajemy sie tylko do obmawiania znajomych. myslalam o tym, ze sa fajna para i niesamowicie do siebie pasuja, a po tym roku zrobilo sie juz z nich takie dobre malzenstwo ze siema. oczywiscie nie mowilam im o tym, a jola nie mowila mi o tym, co sadzi o koziorozcach. potem polozylam ich spac w gabinecie i nasz dom byl pelen snu i milosci. niedziela, 04-12-2005 [22:14:11] | komentarze [6] | komentuj czasem mysle, ze z tego wszystkiego najlatwiej jest miec pieniadze, jesli komus naprawde na tym zalezy, a nie tylko gada "gdybym byl bogaty epepepe". to znaczy jesli dla kogos rzeczywiscie jest to sprawa docelowa i sama w sobie dajaca satysfakcje taka, do jakiej innym potrzebne jest np. reczne malowanie porcelany. idzie wtedy na studia oplacalne wedlug rynkowych prognoz, a potem robi wszystko, zeby przebic sie w skrukturach jakiejs korporacji. mowie o ludziach, jakich widuje, czyli z warszawy i na ogol rozgarnietych. pewnie wystarczy znalezc firme z perspektywami, wypruwac sobie zyly, zaniedbac zycie osobiste, pracowac po godzinach, okazywac entuzjazm nawet przy wysylaniu faksu i interesowac sie pekinczykiem zony prezesa. ja nie jestem taka szlachetna, zeby nie lubic pieniedzy, ale za nic nie wrocilabym do pracy, z ktorej jak dotad wyciagalam najwiecej. i nie chodzi o posade sprzataczki w hotelu w irlandii, ale o dzial obslugi klienta w implantach, gdzie mialam wlasny pokoj, abonament w prywatnej klinice i co rano popijalam cafe latte lavazzy. dobrze sie stalo ze mnie wyjebali, bo poziom stresu byl nie dla mnie. moja nastepczyni zreszta zaczela kariere od srodkow uspokajajacych, wiec chyba nie ja jestem najgorszym neurotykiem swiata. tak czy srak, nie wrocilabym tam, nawet gdyby mnie ktos prosil. poniedziałek, 05-12-2005 [14:41:37] | komentarze [4] | komentuj w ogole to kiedys, kedy czlowiek nawet nie mogl przeczuwac istnienia blogow, szczytem marzen wydawala mi sie mozliwosc pisania czegos, co ktokolwiek by czytal. komentarze to juz w ogole. mialam swoj pamietniczek, ale wydawal sie czyms zbyt osobistym, by z kimkolwiek sie nim dzielic. po pierwsze jak czlowiek byl mlodszy, to wszystkiego bardziej sie wstydzil, swoich odczuc, przemyslen, marzen. a byl jeszcze zbyt autentyczny i mlody zeby nie chciec pisac o odczuciach, przemysleniach, marzeniach, ale uciekac w jakies blazenskie pozy. po drugie, co za obciach dawac komus swoj pamietnik do czytania, kogo by to w ogole obchodzilo. no ale zawsze byla taka pokusa, zeby sie przed ludzmi wyrzygac i zostac zrozumianym. troche tez zazdroscilam tym, co wysylali swoje wiersze do roznych pism. mi braklo kurazu. a wiersze przestalam pisac, co wszystkim wyszlo na dobre. o blogach uslyszalam w radio jak juz mieszkalam w sve. jakas baba opisuje swoje zycie. fajnie, mozna czytac cudze pamietniczki, grzebac w cudzych pamietniczkach, to jakby wlazic w czapce niewidce do cudzych mieszkan. potem znalazlam pare fajnych blogow ale sama nie myslalam ze mam cos ciekawego do napisania, chyba ze dla mnie ciekawego, a to mialo byc tez dla innych. trzeba powiedziec, ze we wszystkim zawsze bylam opozniona pare lat. poniedziałek, 05-12-2005 [16:00:00] | komentarze [1] | komentuj balam sie, ze zestarzalam sie na tyle, ze ksiazki przestaly mnie naprawde wciagac, a przynajmniej te, co sie nazywaja beletrystyczne. wciagac to znaczy, ze ciezko sie oderwac, ze sie czyta w metrze w tloku a jak sie nie czyta, to sie mysli o tym, co sie przeczytalo. z czasem dzialo sie to coraz rzadziej. moze dlatego ze mlodszy czlowiek latwiej sie identyfikuje i w ogole jest mniej wybredny. tak samo ze znajomosciami. coraz mniej sie ich zawiera i coraz wiecej rzeczy przeszkadza. lepiej kameralnie pielegnowac swoje hermy. kiedys roznice byly drugoplanowe, za to wystarczylo, zeby ktos nie lubil swojego starego, szkoly ani dyskoteki, lubil lazic i mial jakas fajna kasete czy ksiazke i juz mogla byc z tego przyjazn. teraz nie ma mowy, zeby to wystarczylo. wtorek, 06-12-2005 [14:57:11] | komentarze [1] | komentuj kiedys to, kiedys sro. niezly robi sie ze mnie gawedziarz w stylu mego tatki, a mam dopiero 25 lat. moje dziecki tez beda przewracac oczami jak tylko otworze buzie, zeby im cos opowiedziec. wtorek, 06-12-2005 [15:25:41] | komentarze [0] | komentuj pani krystyna pali papierosa na podworku i mowi:"leje jak na wiosne". to by uzasadnialo wczorajsze oglaszanie sezonu wiosennego, w imie ktorego pijacki wieczor we wlasnym domu musialam spedzic na balkonie. wtorek, 06-12-2005 [15:32:47] | komentarze [5] | komentuj w archiwum bloga autobus przeczytalam : wtorek, 20-12-2005 [15:47:25] | komentarze [2] | komentuj nadchodzacy urlop, fanty i zarcie napelniaja mnie niewyobrazalnym milosierdziem. laskawym okiem patrze na owieczki boze: w tramwaju, w metrze, a nawet w robocie. zdaje mi sie nieomal ze chromi chodza, a redakcyjne friki nabraly poczciwosci, w tym naspawany bioenergoterapeuta mitoman, pan wojtek z codzienna debata nad zupka knorra, swojsko pachnacy potem karolek, samotne kobiety w okolicach klimakterium, a szczegolnie angole, poniewaz ich nie ma. zniknal nawet poranny weltschmerz, poczucie zagubienia jednostki ludzkiej i kryzysu humanistyki w dobie marketingu. urlop zamierzam spedzic spelniajac podstawowe potrzeby organizmu ssaka, ewentualnie alkoholizujac sie i komponujac emocjonujace playlisty, ewentualnie ogladajac nowotestamentowe ekranizacje i uprawiajac sporty ekstremalne na gorkach, jesli warunki klimatyczne beda sprzyjajace. środa, 21-12-2005 [15:28:33] | komentarze [0] | komentuj milosierdzie ludzkie nie trwa jednak wiecznie. najpierw rano w tramwaju nr 4 pani jebla mnie torebka ze sztucznej skorki. potem z polowe drogi myslalam, co moglam powiedziec pani, co ona mogla zrobic sobie ze soba i ze swoja przepiekna torebka. oczywiscie, jak juz ustalilismy, najlepsze rzeczy przychodza do glowy zawsze duzo za pozno. moze dlatego fajnie by bylo pisac ksiazki. nie ma znaczenia w jakiej sutyacji sie na cos wpadlo. mozna wyciagnac najlepsze pomysly z osttanich dwudziestu lat i nie bedzie zadnej roznicy. czwartek, 22-12-2005 [17:49:39] | komentarze [2] | komentuj niektorzy z was pewnie sa dzisiaj w pracy. ja natomiast napawam sie tym, ze mam urlop i jestem w domu. kiedy niektorzy z was z pogarda i obrzydzeniem przegladaja swoje papierowe misje pozostale sprzed swiat, dlubia w tabelkach albo dlubia w nosie spogladajac nerwowo na scienny zegar ( zakladam ze osoby, ktore w spazmach rozkoszy pna sie po szczeblach pasjonujacej kariery nie czytaja mojego bloga, a na pewno nie w godzinach pracy ) w tym czasie ja zastanawiam sie czy zabic jeszcze troche potworow w diablo, czy zjesc jeszcze wiecej czekoladek ferrero ( opcjonalnie orzechow/pomaranczy ), czy przejrzec oferte kanalow kodowanych lub czy napisac na blogu o tym, ze moj chlopak najpierw przed dwie godziny oglada francuskie aktorki w "ojcu goriot" na HBO, a potem wscieka sie, ze dziesiec minut klade malunek na twarz, kiedy mamy isc na obiad do jego mamy. to wam powiem, w tym tygodniu moje zycie jest idealne. wtorek, 27-12-2005 [16:01:37] | komentarze [8] | komentuj |
![]() |
|