| słodki zapach brudu | |
październik 2005 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
poniedzialek poniedziałek, 03-10-2005 [10:33:30] | komentarze [2] | komentuj w moim zyciu zmienila sie jedna rzecz; zaczelam brac udzial w konkursach. moze to oznacza ze dojrzewam i wiara zajmuje miejsce cynizmu. a moze znaczy ze mam zadatki na starowine wydajaca pol emerytury na kupony totka, w nadziei, ze zostawi cos wnuczusiom, zeby mogly postawic jej solidny nagrobek. ale nie mysle. nie jest to zreszta totek, ale drobne konkursy w stylu wygraj ksiazke na onet.pl albo kuracje anti-age w drazetkach na gazeta.pl, albo bilety do kina na czymstam. oczywiscie ksiazke moge sobie sama kupic w empiku, a bilety w kinie, ale dzieki temu szansa na wygrana staje sie realna. nic jeszcze nie wygralam, ale jest to mily sposob zeby spedzic kolejne pol godziny w pracy. jest w tym mozliwosc bycia zwyciezca, ale i pewna skromnosc. jak cos wygram to wam opowiem. a wam sie kiedys udalo? wtorek, 04-10-2005 [10:17:53] | komentarze [11] | komentuj koniec swiata i bioenergoterapia a potem mam taka przygode. kolega z pracy przychodzi do mnie, powiedzmy pozyczyc klej. siega po niego reka za moimi plecami i pyta czy mam astme. no to mowie, ze mam i patrze jak ciele w malowane wrota. a on mowi, ze pewnie mam problemy z uzewnetrznianiem emocji, ze wiele nerwow w wieku mlodocianym i takie tam historie natury medyczno-obyczajowej. to ci cos pokaze, mowi i wyciaga rece przed siebie. jedna trzyma za moimi plecami, a druga przede mna. robi mi sie strasznie goraco, tam gdzie toczy mnie zaraza. tak goraco i dziwacznie, mowie wam, no mowie wam, ze mam ochote placic ludziom, zeby wypedzali ze mnie demony. jutro spytam tego kolegi, czy nie mam nigdzie raka. środa, 05-10-2005 [21:04:51] | komentarze [2] | komentuj jedna rzecz jakiej szczerze nienawidze, to bialo-granatowy skurwiel, ktory co rano robi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pi pipi-pi-pi-pi-pi-pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi- pi-pi PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI- PI-PI-PI-PI-PI-PI-PI-PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIII PIIIIIIIIIII PIIIIIIII PIIIIII PIIIIIIII PIIIIIIII PIIIIIII PIIIIIII PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII uwolnienie sie od toksycznego zwiazku ze skurwielem z jego codziennymi rutynowymi patologiami jest moim marzeniem. jesli komus sie udalo, prosze o cenne wskazowki. chetnie zajme sie tez prowadzeniem terapeutycznej grupy wsparcia. poniedziałek, 10-10-2005 [09:50:16] | komentarze [8] | komentuj ciag dalszy w temacie konca swiata i budzika poniedziałek, 10-10-2005 [16:14:50] | komentarze [14] | komentuj rano jade tramwajem nr 4 z mokotowa do centrum. tramwaj jest lepszy od metra, bo mozna patrzec przez okno i nie wybuchaja w nim bomby. i lepszy od autobusu, bo nie stoi w korkach. im blizej centrum, tym wiecej w tramwaju roznych dam biurowych, toczacych swoje biurowe rozmowy. niektore maja tipsy, niektore obgryzione paznokcie. ja nie jestem w niczym lepsza, ale chociaz nie musze nosic garsonki. w pracy nie jest wlasciwie najgorzej, bo calymi dniami rozmawia sie o futbolu, polityce i wydarzeniach. wczoraj bylo o wczesniaku z katowic, kurskim i rokowanich na mecz pol-ang. dzisiaj o wyniku meczu pol-ang. podczas przerwy ide cos zjesc i w barach toczy sie dalszy ciag biurowych rozmow. wczesniej chodzilam na skwerek przy wspolnej, czyli pigalak. to jest strefa wolna od biura, pelna staruszek, pijakow, przechodzonych kurew i matek z dziecmi. teraz bedzie za zimno zeby tam przesiadywac. do domu wracam czesto z pania ela, tak juz wyszlo. cala droge mowi o swoich konraktach. stara sie byc swiadoma; cwiczy joge i wierzy w karme. przesuwa sobie okres, pijac sok z cytryny. ale nad tym wszystkim goruje jej pazernosc na prowizje od kontraktow. dom to najlepsza czesc dnia. wlasciwie resztka dnia i nie wiadomo kiedy znowu sie budze i spiesze na tramwaj. w tramwaju przygladam sie dloniom, bransoletkom, zaspanym twarzom z kiepsko rozsmarowanym pudrem, kozakom i mokasynom. kiedys wyobrazalam sobie, ze moze sie uda i bede KIMS, choc nie wiadomo, jak wlasciwie mialoby do tego dojsc, i bede robic COS. to mialo byc cos waznego i na pewno nie bylo tym tworzenie baz danych. czwartek, 13-10-2005 [10:53:28] | komentarze [9] | komentuj wyruchali nas angole czwartek, 13-10-2005 [13:41:24] | komentarze [13] | komentuj w pracy idzie mi coraz lepiej w trafianiu skorkami od pomaranczy do smietnika w przeciwleglym kacie pokoju. środa, 19-10-2005 [10:07:16] | komentarze [1] | komentuj seasonal affective disorder środa, 19-10-2005 [16:12:32] | komentarze [0] | komentuj rano w tramwaju nr 35 sa dwa pijaki i jest dziewczyna w czarnych ubraniach i bialej czapce. raczej w stylu mlodziezowym niz gotyckim. ma cos w sobie ze przyjemnie na nia patrzec. pijaki nie sa jeszcze takie zeby klac glosno, ani klocic sie i godzin przemiennie, ani juz nie takie, zeby pozostawiali watpliwosci. potem jeden chce ustepowac dziewczynie miejsca, mysle ze moze mu sie podoba, ze taki rycerski, ale widze wtedy dopiero ze ona pod czarnym swetrem ma dzidziusia w brzuchu. i wtedy mowi glosem jasnym i mocnym: "nie dziekuje, pan jest na pewno bardziej zmeczony ode mnie". na pewno. kiedy wielkie tluste robaki beda wchlaniac resztki jego przegnilej watroby, ona bedzie patrzec jak wesolo dokazuje jej rumiane bobo. czwartek, 20-10-2005 [17:16:46] | komentarze [9] | komentuj nie chce mi sie dzielic wlosa na czworo, ale mam wrazenie ze w polsce nieodmiennie wygrywa sie obietnicami na wyrost i ze narod do obietnic nadal lepi sie jak mucha do gnoju, a gorycz kolejnych rozczarowac nic w sposobie myslenia nie zmienia. wrecz przeciwnie, nowe obietnice jawia sie jako kojacy oklad na te poprzednie niespelnione. oczywiscie jak bysmy byli tacy glupi, to by wygral lepper i ze tacy glupi nie jestesmy to sie ciesze. ale po co opowiadac, ze polska czeka na madrego czlowieka, co zmierzy zamiary na sily i postawi sprawy jasno od poczatku. wazniejsze zeby plan byl przyjemny dla ucha, a ze jest ponad stan to wiekszosc nie bedzie dociekac. jak ktos bardziej umiarkowanie kresli te swietlana przyszlosc narodu, to widac dostatecznej liczbie osob nie zaimponuje. na przyklad po co zainwestowac w usprawnienie organow sprawiedliwosci juz istniejacych, jak mozna efektownie utworzyc jakiegos nowego molocha pelnego nowych etatow, oczywiscie dac biednym, oczywiscie zlikwidowac kasy chorych i niech wszystko bedzie za darmo, a za pieniadze w ten sposob zaoszczedzone postawi sie trzy miliony mieszkan. poniedziałek, 24-10-2005 [09:47:29] | komentarze [6] | komentuj |
![]() |
|