słodki zapach brudu
 

lipiec 2005

plonie ognisko i szumia knieje

dzien wolny spedzilismy u wod i lasow, moj narzeczony meznie powozil lajba, wywijajac wioslem niczym gesim piorkiem, a ja opalalam sie, chlupiac filigranowa stopka w szmaragdowym odmecie, patrzac na chmury na niebiesiech oraz dumny drzewostan i myslac, ze implantologia nie znaczy nic nic a nic wobec piekna naturalnej przyrody, milosci, smierci i tych chwil wspolnych niezapomnianych, co serca kobiety i mezczyzny lacza we wzruszeniu. tak rozmyslalam wlasnie gdy wtem on reka potezna niczym kafar, jednym ruchem tygrysim jak ferrari jak huragan wylowil z topieli dorodnego  sandacza dzikiego, co wil sie i dyszal, dopoki narzeczony jego mak milosciwie  nie ukrocil prostym mocnym ciosem w glowe.  i co zdobycz owa z wieczora ugrilowalam w rozmarynie i roz platkach. tak tez zakonczylismy ten dzien przecudny, dzielac sie strawa i napitkiem, patrzac przy tym na slonca krwawe konanie posrod czarnych szuwarow.

niedziela, 03-07-2005 [16:46:14] | komentarze [6] | komentuj



marcin (11:36)
tam nie pojde
marcin (11:36)
boje sie tataraku
marcin (11:37)
mowa jest tam o tataraku
marcin (11:37)
napawa mnie lękiem
marcin (11:38)
kiedy bylem mlodziencem, raz mnie uszczypnal
ja (11:38)
tatarak cie uszczypnal?
marcin (11:38)
tak
marcin (11:38)
swoim ryjem !
ja (11:38)
tatarak to trawa
marcin (11:39)
nie trawa
ja (11:39)
a co?
marcin (11:39)
tatarak to odmiana maleńkiego aligatora
marcin (11:39)
cos pomiedzy aligatorem a zielonym jamnikiem
marcin (11:40)
ma rezolutne oczka i ząbki jak igiełki
marcin (11:41)
mięsożerne jamnikoidy które sieją spustoszenie

wtorek, 05-07-2005 [11:49:05] | komentarze [0] | komentuj


odwiedzilam dzis moje ex-biuro. moja nastepczyni zwierzyla mi sie, ze odkad regularnie zazywa srodki na uspokojenie, magnez i kalcium, jakos ciagnie, po czym przeszla do wkuwania komend do SAPa. blogoslawilam raz jeszcze moje rozstanie z korporacja od srubek, a inni zazdroscili mi wojazy krajowych i zagranicznych, w ktore w zwiazku z brutalnym przerwaniem kariery zawodowej udam sie niebawem.
potem kupilam krem na komary i kleszcze i wode utleniona, na wypadek gdybysmy odniesli rany przy zetknieciu ze skorupami malz-skojek zaostrzonych zalegajacych na dnach jezior.
a jutro rano znowu bedzie zapach centralnego, jedyny w calym swiecie i pelen obietnic, taki sam jak wtenczas co rodzice wozili mnie do zakopanego, a kuszetka pkp oznaczala przygode na miare koleji transsyberyjskiej. i bedzie jutro gdansk gdziesmy sie z narzyczonym pierwszy raz ujrzeli mroznego dnia 2003 i pierszy raz zegnali w morzu lez mroznego dnia 2004, a teraz pojedziemy na wesolo w filtrach slonecznych i plazowych klapkach i jajka na twardo nam znowu zrobie, co mam nie zrobic, a potem u wod bedziemy udawac filozofow i teologow, obserwujac leszczyny, perkozy, kaczence i wiewiorki.

piątek, 08-07-2005 [19:09:15] | komentarze [4] | komentuj


tam gdzieśmy mieszkali na ulicy sobótki we wsi gminnej na kaszubach, z okna naszego pokoju na poddaszu widać było sąsiednie podwórko wraz ze scenami co sie na nim rozgrywały z udziałem dwóch par letników, ich potomstwa i psa. czasem faceci zajeżdzali autem na podwórze i dla swych młodych żon puszczali głośno "twoje czarne oczy" iwan i delfin, przechadzali sie w kółko na gołe klaty i wrzeszczeli na dzieci, kiedy trzeba było. wszak dzieci nie od tego są, by dokazywać samopas, jak im w duszy gra. i żeby nie wyrosły na ciamajdy i pedałow, ale sie juz za młodu otrzaskały odpowiednio, trzeba im w domu przy rodzinie stworzyć warunki przypominające świat zewnetrzny, groźny i nieprzewidywalny, pełen dyscypliny i dźwięków różnego natężenia, uktrytych potrzasków i nieoczekiwanych ciosów. tutaj pozwolę sobie na dygresję, bo mi się przypomina moja babka, gdy mi tłumaczyła zjawisko przemocy domowej, historię o swym dawnym koledze, co dostawał systematycznie i sumiennie od swego ojca cięgi pejczem czy innym łancuchem, a jak dorósł to ojcu podziekował i pogratulował, bo bez ojcowskich nauk kontaktowo-empirycznych rozumu by się nie nauczył w życiu, tak ojcu powiedział.
tymczasem na sąsiednim podwórku dzieci wyją i kundel ujada, a jeden facet zamachuje sie na kundla jakas sztachetą, wiec pies jeszcze glosniej daje i tak w kółko. kiedy nie ma facetów, matki usilują nadrobić łagodnością i śmiechem, ale jest za późno, bo dzieci są zepsute już i żadna piłka plażowa ani koci łapci im nie pomoże. a jednak matka gra w piłke z córka i przemawia jakies gorliwe słowa zachęty i otuchy, a córka raz sie zaśmiewa do rozpuku, a raz wyje jak zarzynany wieprz, bo piłka poleciala nie po prostej, potem sie znow zaśmiewa perliscie i niewinnie i potem znów wyje, czym mi działa źle na układ nerwowy.
a my siedzimy na ogrodzie przy oczku wodnym, ja pije lecha, a chlopak dog in the fog piwo aromatyzowane i mysle sobie, ze jakas sprawiedliwosc pokątna na tym świecie jest, ze każdy biedny czy bogaty, biały czy beżowy losuje rodziców raz tylko jeden na rosyjskiej ruletce i wiecej nie musi, a na koniec mu i tak wolno wszystko po swojemu.

środa, 20-07-2005 [12:51:45] | komentarze [0] | komentuj


z agą połączyła mnie szwecja
robiłam dziś aeroplanem trasę warszawa etiuda-sztokholm, pogrążona w refleksjach tego rodzaju, że nic w tych portach, sklepach wolnocłowych, na tych terminalach arrivals departures nothing to declare nie doprowadza mnie do takiej żenady, jak te matki polki pożenione ze swymi hansami i johanami, którym kiedyś w ciężkich czasach odkurzały ikeowskie dywany na godziny i tak się poznali, i co te matki teraz do swych dzieci z obcej ziemi zrodzonych usiłują mówić w zagranicznych językach, żeby dodać sobie elegancji i wyróżnić się od pospolitych drwali z kartuz, co jadą na zarobek w ramach unii europejskiej.
myśle tak i piszę smsy, bo lotniska to wysoka koncentracja ludzi, samolotów i smsów, na dużą skalę transmisja ludzi i liter w bajtach, jakby z gigantycznej katapulty wielu rojących się rozgrzanych cząstek na wszystkie strony świata, do wszystkich miast na każdą literę alfabetu. i widzę wtedy piekną dziewczynę, uśmiechnietą, złotowłosą naszą polską, a z nią druga trochę z innej parafii. i za tą druga potem stoję w kolejce do kontroli paszportowej passport control, słuchając beztrosko interpolu na discmanie, gdy wtem ona wachluje się paszportem, ale paszport otworzony jest na szeroko na stronie zdjęciowej z danymi osobowymi i ona mi praktycznie przez swoje ramię tym paszportem wachluje przed moimi oczami krótkowzrocznymi, które widzą jednak jasno co tam stoi napisane, agnieszka drotkiewicz jest napisane, co mi mówi co nieco lecz ciężko mam z pamięcią. i powoli pojmuję, ze los tak uczynił wywrotnie, ze ja musiałam z warszawy samolotami jechac za morze, zeby się do warszawy trochę przybliżyć. więc kombinuję w tremie, jak by zagaić, guiding zaproponować po wenecji północy czy jakoś tak, gdy ona zwraca się do mnie profilem zdobnym w bujnego, o mocnym charakterze wąsa i to mi odbiera odwagę do reszty i nie robię juz nic. lecz cośmy przejechały wspólnych kilometrów pod niebem to nasze i te wrazenia pozostaną w mej pamięci żywe i nienaruszone bezlitosnym zegara tykaniem.

czwartek, 21-07-2005 [21:42:18] | komentarze [49] | komentuj


bola mnie plecy w miejcach, co nie bolaly nigdy wczesniej. wczoraj pierwszy raz sie wspinalam, przypomnialo do dawne czasy, korzenie, zycie w koronach drzew, czepne konczyny i nadrzewne bazy z desek z kolegami na podworku. na hali lecialo jakies transcendentalne techno-elektro, ale tez nirvana i r.e.m. glosniki byly na szczycie scian na wysokosci 20 m. tam wlazilam i wszystko razem bylo superoskie.

niedziela, 24-07-2005 [11:25:09] | komentarze [0] | komentuj


rano zaczelam aplikowac glodowke. zgodnie z tym, co obiecywaly rozliczne publikacje, po dwoch dniach skretu kiszek, migren, slabosci, sraczki, dreszczy i innych globusow miala nastapic ekstaza duchowa, rozmowa z bogiem, zen, tybet i i cing, medytacja i przeznaczenie, smierc ulomnych komorek, zlogow, odchodow, pestycydow i lipidow, mialo nastapic odrodzenie w szeroko pojetych dziedzinach mody, stylu i urody oraz zdrowotnosci i duchowienstwa.  wtenczas z cudnym wlosem, niemowleca cera i bez ekscesywnej kumulacji tkanki tluszczowej nad paskiem w spodniach mialam spotkac m. na lotnisku. ale przez ten czas rozmawialam z jedna pania na gadu o alkoholu, serach o zawartosci tluszczu powyzej 90%, mulach i nalesnikach i wszystkie me gorne plany chuj strzelil wylacznie z jej przewiny i premedytacji. totez zjadlam brie, nalesniki i zapiekanke z brokula skandynawskiego, bez poczucia winy wlasnej i glosu sumienia.

a naprawde to juz tesknie. bo tam na wegrzech, gdzie narzyczony przebywa nie ma roamingu, nie ma zasiegu, nie ma gadu ani w ogole internetu nie ma ani nic nie ma. a noc jest cicha i ach pusta jak wydmuszka. tylko kot wlazl do pokoju otwierajac sobie drzwi poprzez zawisniecie na klamce.

środa, 27-07-2005 [00:38:48] | komentarze [6] | komentuj


aeroporto de warschau

jutro mam randkę. nie wiem czy postawić na agronaturalność czy na metropolitalny szyk, styl i a'żur, otóż czy ta etola będzie pasowała do mych desusów? czy ten peniuar będzie dobrze leżał pod kolor oczu i jak skomponuje się z moim gorsetto? wszak bez gorsetto nie ma mowy o tete a tete. i czy żorżetta jest de mode, retro czy passe? i moi kochani, czy on w ogóle zaprosi mnie na lampkę cabernet sauvignon?

sobota, 30-07-2005 [13:12:13] | komentarze [0] | komentuj


kąsając rękę, która karmiła czyli foul taste of freedom

piłam na balkonie carlsberga 3,5 %. 3,5% to najwyższe stęzenie alkoholu w napojach dostępnych w zwykłych sklepach w szwecji, takich jak supermarket na moim starym osiedlu.  i pomyslałam ze to jest właśnie to. egzotyczny smak szwecji to smak piwa 3,5%. ogólnodostępny smak kontrolowanego liberalizmu, akurat tyle żeby był, ale nie tyle żeby móc się upić. dzisiaj postawilam na staropramena dostępnego jedynie w państwowych samach monopolowych, razem z całą resztą napojów alkoholowych znanych i lubianych. nie wiem czy wieczorem będę miała ochote pić, ale nie ma czasu na życie chwilą, bo monopol zamykają o 15. od poniedziałku do piatku zamykają o 18. w niedziele nie otwierają w ogóle. zmniejszałoby to wydajność pracowników w poniedziałek,  i tak do cna wypalonych stresem, który w krajach miodem płynacych uzyskuje najwyższy współczynnik nagłośnienia. monopolów w całym miescie jest 25. pokaże wam o tu na mapce. w każdym razie carlsberg 3,5% przypomina mi o radości z jaką skończyłam z emigracją.

sobota, 30-07-2005 [15:14:31] | komentarze [0] | komentuj