| słodki zapach brudu | |
lipiec 2005 |
|
|
2009 czerwiec 2008 grudzień 2007 grudzień 2006 grudzień 2005 grudzien
|
plonie ognisko i szumia knieje
dzien wolny spedzilismy u wod i lasow, moj narzeczony meznie powozil lajba, wywijajac wioslem niczym gesim piorkiem, a ja opalalam sie, chlupiac filigranowa stopka w szmaragdowym odmecie, patrzac na chmury na niebiesiech oraz dumny drzewostan i myslac, ze implantologia nie znaczy nic nic a nic wobec piekna naturalnej przyrody, milosci, smierci i tych chwil wspolnych niezapomnianych, co serca kobiety i mezczyzny lacza we wzruszeniu. tak rozmyslalam wlasnie gdy wtem on reka potezna niczym kafar, jednym ruchem tygrysim jak ferrari jak huragan wylowil z topieli dorodnego sandacza dzikiego, co wil sie i dyszal, dopoki narzeczony jego mak milosciwie nie ukrocil prostym mocnym ciosem w glowe. i co zdobycz owa z wieczora ugrilowalam w rozmarynie i roz platkach. tak tez zakonczylismy ten dzien przecudny, dzielac sie strawa i napitkiem, patrzac przy tym na slonca krwawe konanie posrod czarnych szuwarow. niedziela, 03-07-2005 [16:46:14] | komentarze [6] | komentuj
marcin (11:36) wtorek, 05-07-2005 [11:49:05] | komentarze [0] | komentuj odwiedzilam dzis moje ex-biuro. moja nastepczyni zwierzyla mi sie, ze odkad regularnie zazywa srodki na uspokojenie, magnez i kalcium, jakos ciagnie, po czym przeszla do wkuwania komend do SAPa. blogoslawilam raz jeszcze moje rozstanie z korporacja od srubek, a inni zazdroscili mi wojazy krajowych i zagranicznych, w ktore w zwiazku z brutalnym przerwaniem kariery zawodowej udam sie niebawem. piątek, 08-07-2005 [19:09:15] | komentarze [4] | komentuj tam gdzieśmy mieszkali na ulicy sobótki we wsi gminnej na kaszubach, z okna naszego pokoju na poddaszu widać było sąsiednie podwórko wraz ze scenami co sie na nim rozgrywały z udziałem dwóch par letników, ich potomstwa i psa. czasem faceci zajeżdzali autem na podwórze i dla swych młodych żon puszczali głośno "twoje czarne oczy" iwan i delfin, przechadzali sie w kółko na gołe klaty i wrzeszczeli na dzieci, kiedy trzeba było. wszak dzieci nie od tego są, by dokazywać samopas, jak im w duszy gra. i żeby nie wyrosły na ciamajdy i pedałow, ale sie juz za młodu otrzaskały odpowiednio, trzeba im w domu przy rodzinie stworzyć warunki przypominające świat zewnetrzny, groźny i nieprzewidywalny, pełen dyscypliny i dźwięków różnego natężenia, uktrytych potrzasków i nieoczekiwanych ciosów. tutaj pozwolę sobie na dygresję, bo mi się przypomina moja babka, gdy mi tłumaczyła zjawisko przemocy domowej, historię o swym dawnym koledze, co dostawał systematycznie i sumiennie od swego ojca cięgi pejczem czy innym łancuchem, a jak dorósł to ojcu podziekował i pogratulował, bo bez ojcowskich nauk kontaktowo-empirycznych rozumu by się nie nauczył w życiu, tak ojcu powiedział. środa, 20-07-2005 [12:51:45] | komentarze [0] | komentuj z agą połączyła mnie szwecja czwartek, 21-07-2005 [21:42:18] | komentarze [49] | komentuj bola mnie plecy w miejcach, co nie bolaly nigdy wczesniej. wczoraj pierwszy raz sie wspinalam, przypomnialo do dawne czasy, korzenie, zycie w koronach drzew, czepne konczyny i nadrzewne bazy z desek z kolegami na podworku. na hali lecialo jakies transcendentalne techno-elektro, ale tez nirvana i r.e.m. glosniki byly na szczycie scian na wysokosci 20 m. tam wlazilam i wszystko razem bylo superoskie. niedziela, 24-07-2005 [11:25:09] | komentarze [0] | komentuj rano zaczelam aplikowac glodowke. zgodnie z tym, co obiecywaly rozliczne publikacje, po dwoch dniach skretu kiszek, migren, slabosci, sraczki, dreszczy i innych globusow miala nastapic ekstaza duchowa, rozmowa z bogiem, zen, tybet i i cing, medytacja i przeznaczenie, smierc ulomnych komorek, zlogow, odchodow, pestycydow i lipidow, mialo nastapic odrodzenie w szeroko pojetych dziedzinach mody, stylu i urody oraz zdrowotnosci i duchowienstwa. wtenczas z cudnym wlosem, niemowleca cera i bez ekscesywnej kumulacji tkanki tluszczowej nad paskiem w spodniach mialam spotkac m. na lotnisku. ale przez ten czas rozmawialam z jedna pania na gadu o alkoholu, serach o zawartosci tluszczu powyzej 90%, mulach i nalesnikach i wszystkie me gorne plany chuj strzelil wylacznie z jej przewiny i premedytacji. totez zjadlam brie, nalesniki i zapiekanke z brokula skandynawskiego, bez poczucia winy wlasnej i glosu sumienia. a naprawde to juz tesknie. bo tam na wegrzech, gdzie narzyczony przebywa nie ma roamingu, nie ma zasiegu, nie ma gadu ani w ogole internetu nie ma ani nic nie ma. a noc jest cicha i ach pusta jak wydmuszka. tylko kot wlazl do pokoju otwierajac sobie drzwi poprzez zawisniecie na klamce. środa, 27-07-2005 [00:38:48] | komentarze [6] | komentuj aeroporto de warschau jutro mam randkę. nie wiem czy postawić na agronaturalność czy na metropolitalny szyk, styl i a'żur, otóż czy ta etola będzie pasowała do mych desusów? czy ten peniuar będzie dobrze leżał pod kolor oczu i jak skomponuje się z moim gorsetto? wszak bez gorsetto nie ma mowy o tete a tete. i czy żorżetta jest de mode, retro czy passe? i moi kochani, czy on w ogóle zaprosi mnie na lampkę cabernet sauvignon? sobota, 30-07-2005 [13:12:13] | komentarze [0] | komentuj kąsając rękę, która karmiła czyli foul taste of freedom piłam na balkonie carlsberga 3,5 %. 3,5% to najwyższe stęzenie alkoholu w napojach dostępnych w zwykłych sklepach w szwecji, takich jak supermarket na moim starym osiedlu. i pomyslałam ze to jest właśnie to. egzotyczny smak szwecji to smak piwa 3,5%. ogólnodostępny smak kontrolowanego liberalizmu, akurat tyle żeby był, ale nie tyle żeby móc się upić. dzisiaj postawilam na staropramena dostępnego jedynie w państwowych samach monopolowych, razem z całą resztą napojów alkoholowych znanych i lubianych. nie wiem czy wieczorem będę miała ochote pić, ale nie ma czasu na życie chwilą, bo monopol zamykają o 15. od poniedziałku do piatku zamykają o 18. w niedziele nie otwierają w ogóle. zmniejszałoby to wydajność pracowników w poniedziałek, i tak do cna wypalonych stresem, który w krajach miodem płynacych uzyskuje najwyższy współczynnik nagłośnienia. monopolów w całym miescie jest 25. pokaże wam o tu na mapce. w każdym razie carlsberg 3,5% przypomina mi o radości z jaką skończyłam z emigracją. sobota, 30-07-2005 [15:14:31] | komentarze [0] | komentuj |
![]() |
|