słodki zapach brudu
 

kwiecień 2005

life goes on, wszystko jest po staremu, klienci wsciekaja sie przez telefon, bo w krakowie korki i kurier nie zdazyl dowiezc komponentow na czas, z tego powodu klient nie zdazy wyszlifowac akrylowego zęba na czas, a jego szef nie zdazy wstawic na czas tego zeba swojemu pacjentowi, a pacjent nie zdazy wyjechac. kierowcy wygrazaja sobie nawzajem, ludzie umawiaja sie przez komorki w biedronce,  zeby zdazyc zrobic zakupy na jutro, w mokpolu tlok i popychanie bliznich tobolami, tylko znicz sie pali w spokoju pod billboardem auchan.

czwartek, 07-04-2005 [22:13:34] | komentarze [0] | komentuj


mialam opowiedziec cos o szwecji. w szwecji maja gorzej niz u nas, bo nie dostana jutro wolnego.  tam papieza nie lubia za bardzo, bo papiez nie byl fanem aborcji, a przede wszystkim slubow pedalow, a przeciez sa pewne priorytety, co nie.  gdybyl to byl dalaj lama, pewno chociaz alternatywna wegerianska mlodziez zrobila by jakis marsz zalobny. moja mama sprzedala mi przez gadu taka akcje, ze jak mieli podawac to w szwedzkich wiadomosciach, jakos za wczesnie weszli na wizje i nie zreflektowali sie tam w studiu, w tle leciala transmisja z watykanu, a prezenter zasmiewal sie do rozpuku. pewno po robocie poszedl posunac w pupe swojego producenta czy jakos tak. no i tyle.

czwartek, 07-04-2005 [22:36:11] | komentarze [5] | komentuj


po dniu sumiennej pracy saczylam piwo na urokliwym patio domu towarowego land, przy naszym stoliku toczyly sie zaciete dysputy, w ktorych czesto przewijaly sie zwiazki frazeologiczne typu: " burzuazyjne swinie", " komunistyczne swinie", "komuchy i goje" oraz " slugusy kremla".  gapilam sie w niebo, ktore laczy warszawe paryz londym i rzym, ale nawet posrod tej beztroski czuwal nade mna szyld z napisem " implantologia i protetyka ortodontyczna" i czulam sie gdzies pomiedzy transferem wyciskowym a snem nocy letniej.

przy okazji wygralismy konkurs tyskiego, to znaczy zajelismy drugie miejsce i zamiast rzeki darmowego browaru otrzymalismy srebrne medale-otwieracze. z tymi medalami obijajacymi sie o brzuchy, wracalismy do domu zwawo , skaczac lekko po dwa schodki i przebiegajac na czerwonym. liczylismy na to,  ze swiat uzna nas za krzepkich sportowcow, a sasiedzi zamiast nastepnym razem walic w rure, pomysla " ot, mlodzi cwicza do eliminacji".

środa, 13-04-2005 [21:57:44] | komentarze [0] | komentuj


postanowilismy przysiasc faldow i poszlismy do roboty na godzine 7, zeby w ciszy poranka nadrobic zaleglosci. na dworzu pachnialo drzewami i wilgocia, swiat byl jakis lepszy i bardziej przejrzysty bez ludzi starajacych sie zdazyc na 8. robotnicy w bialych kombinezonach szli niespiesznie, a bialy kolor dodawal im szlachetnosci, ten po prawej mial pieciolitrowa wode w reku i fajka w zebach, mozna by pomyslec ze szli na piknik.
w piekarni kupilismy kanapki z tunczykiem od dziewczyny ze zlotym lsniacym kucykiem, ktora moglaby reklamowac mleko albo w ogole zdrowa zywnosc ze slowianskich pol, sadow i pastwisk. moj biurowiec nie wydawal mi sie szary ale naprawde srebrny, i odbijalo sie w nim zolte i pomaranczowe swiatlo, slonce bylo nisko ale jeszcze jakby nie zdazylo sie zakurzyc. taki biurowiec moglam narysowac 15 lat temu na kolku plastycznym w palacu kultury, kiedy pani bozenka zadala temat "miasto przyszlosci".

czwartek, 14-04-2005 [07:32:34] | komentarze [11] | komentuj


how flamboyant
moja mama przyjechala dzis do stolicy z daleka, wiec chciala isc na miasto. miasto kalejdoskop wrazen, pomyslalam i zalozylam odswietny zakiet. nie lubie miasta w zasadzie, nie lubie jerozolimskich, a najbardziej nie lubie swietokrzyskiej.  do pracy chodze na piechote, wiec nie lubie juz autobusow, i metra za bardzo tez. z domow centrum napierdalal taneczny beat, a dziewczeta i chlopcy przechadzali sie i byli modni i niedbali i przegladali sie w spojrzeniach innych ludzi. cos blekitnego i cos starego, krotkie futerko i perfekcyjna grzywka. rozbolala mnie glowa, ale robilo sie tylko glosniej i naszedl mnie jakis angst, wiec poslzysmy do parku, a tam siedza jacys beje i moja mama mowi " o, menele,  a pija johnny walkera" a potem uslyszalam, ze to nie byli zwykli menele, tylko menele ze szwecji, wiec czemu mieli by pic wino wisienke.  a potem widzialam dziewczyny przechadzajace sie z takimi dlugimi laskami zakonczonymi obrecza, i mialo to symbolizowac smycz i obroze i chyba psa, tylko ze psa wcale nie bylo w obrozy. powiedzcie mi o co chodzi, jesli ktos wie, bo bardzo zalezy mi,  zeby rozumiec sztuke happeningu. a potem w metrze dziewczyna przepytywala chlopaka, czego sie nauczyl na zajeciach,  a on przez cala droge pitolil o interfejsach i listwach czasowych i jak wiele trzeba wyobrazni, zeby panowac nad tym wszystkim. mi jednak nie starczylo wyobrazni i chcialam byc juz w domu, zaden ze mnie as metropolii.

 

sobota, 16-04-2005 [21:32:51] | komentarze [7] | komentuj


rzucam fajki i zbieram kase na zabieg hydrokolonoterapii, ktory wyplukuje zlogi z kiszek, bo nie chce miec raka jelita, sztucznego odbytu ani plastikowej torebki, do ktorej sie sra brzuchem, przed czym przestrzega elno, a za nim tygodnik polityka.

sobota, 16-04-2005 [21:37:11] | komentarze [4] | komentuj


boli mnie zawias w szczece, dzieki mojej pracy wiem,  ze to zaburzenia czynnosciowe narzadu żucia.

poniedziałek, 18-04-2005 [11:01:20] | komentarze [0] | komentuj


moj wujek wraz z malzonka uwazaja ze lepiej bylo za komuny, bo praca byla pewna i na ulicach bezpiecznie. im bardziej komuna jest odlegla w czasie, tym bardziej sa rozgoryczeni nowym, chociaz on nadal pracuje w hucie i jego syn tez pracuje w hucie, za cztery zlote na godzine, ale przy komputerze,  wiec oni woleliby jednak tamta rzeczywistosc dla swoich dzieci, wnukow i prawnukow.

sobota, 23-04-2005 [16:43:31] | komentarze [0] | komentuj


sciezki zycia zawiodly mnie do zakladu pracy, w ktorym absolwentki awf-u z wycwiczonym i goscinnym tylkiem dorabiaja sie dyrektorskich pensji, zaklad pracy z kolei zawiodl mnie na kurs asysty dentystycznej, podczas ktorego wkrecilam implanta w sztuczna zuchwe, co mi sie podobalo, a procz tego stalam w kacie z przedstawicielami handlowymi, z ktorych jeden klepal ostrym testosteronowym potem, nosil kuca i sypal jak z rekawa tekstami, ktore wydawaly mu sie zabawne a jednoczesnie niezrozumiale dla reszty ospalego umyslowo spoleczenswa:
ja kiedy czegos nie uslyszalam:   slucham?
on: wlasnie abstrachujemy od punktu widzenia.

on kiedy indziej: jade do lucerny na kongres usuwania siodemek.

ja kiedy dostalam pizze w przerwie: nie jecie?
on: mam nadkwasote zoladka i LEZACE OSEMKI.

oczywiscie zamiast szydzic powinnam sama napisac cos zabawnego, ale nieczesto mi sie udaje.

sobota, 23-04-2005 [20:24:17] | komentarze [0] | komentuj


jaram sie
jutro jade ZA GRANICE. wstane rano, pojade pkp, potem autobusem, potem drugim autobusem, trzecim autobusem i kolejka, a wtedy pani Bombarova wyjedzie po nas autem i zabierze nas do swojego domu, gdzie podobno dach jest z brezentu, ale za to panuje mila atmosfera. zrobie jajek na twardo i herbaty do termosu, w pociagu bedziemy rozwiazywac krzyzowki panoramicze,  studiowac mapy i czestowac obce dzieci drażami, a moj wysoki, elegancki chlopak bedzie wszystkim paniom pomagal z bagazami, a one beda mu dziekowac, podczas gdy ja bede sie usmiechac i wszyscy pomysla co za mila mloda para.

piątek, 29-04-2005 [10:40:27] | komentarze [8] | komentuj