słodki zapach brudu
 

luty 2005

po roku malzestwa z derektorem firmy sinko lift elevator systems, wyobrazam sobie ze swiat wypelniony jest windami, ktore maja awarie i maja swoje historie. klucze wpadaja do szybow, bohaterowie sceny politycznej zacinaja sie miedzy pietrami. jezdzimy windami i nie myslimy o tym, ze kazde wlokno kazdej liny sprawdzono dla nas pod grozba wiezienia. ufamy technice, wypadku nie bedzie.

po miesiacu pracy w fabryce doustnych akcesoriow z tytanu wyobrazam sobie ze swiat jest pelen bolu i ubytkow, wypadkow w samochodzie i  na basenie, krwi na tapicerce, krwi na kafelkach, krwawych dziasel i kolesi, ktorzy wyjezdzaja na mazury i szlifuja sobie proteze pilnikiem do paznokci, zeby nie uwierala. nie wiesz kiedy i nie wiesz gdzie to sie stanie, ale przyjdzie za to zaplacic, jestem teraz kompetentnym czlowiekiem, nauczylam sie puszczac faksy i te sprawy, moge powiedziec ile te rzeczy kosztuja, jak se wybijesz zeba, to trzy przyzwoite pensje ida sie jebac.

czwartek, 03-02-2005 [16:51:33] | komentarze [2] | komentuj


sobota
budze sie w swiecie wolnym od zepsutych wind i wybitych zebow. mysle co zrobic,  zeby udowodnic sobie,  ze oprocz tego, co dzieje sie miedzy dziewiata a piata w tygodniu, istnieje jeszcze bezkres mozliwosci.  to wszystko, co mozna wpisac pod haslem "hobby i samorealizacja" w ilustrowanym magazynie dla kobiet.  wszystko do czego brakuje mi energii i skupienia. czytam jakies ksiazki, ale tylko gdzies do dwudziestej strony. od kilku tygodni zamierzam pomalowac sobie paznokcie.  dobra, nie jestem z tych, co zamiast jajecznicy w sobotnie poludnie wybieraja piesza wycieczke po kampinoskiej knieji, ale szczerze mowiac,  gdyby nie dobre malzenstwo, nie chcialoby mi sie nawet golic nog.
budzi sie marcin i pyta, czy mam czasem to uczucie.  kiedy w koncu jest weekend na ktory czekam, a i tak nie wiem, co ze soba zrobic.  ( tak, zycie z telepata jest wygodne. nie trzeba prosic o fajki i wiele innych rzeczy. )
duzo czasu siedzimy w pieleszach, sluchamy roznych piosenek, gadamy o tym i smym. i to jest dobre . lepsze niz joga i kurs kreatywnego garncarstwa.


 

poniedziałek, 07-02-2005 [22:33:00] | komentarze [1] | komentuj


blog.art.pl/bogacka
teraz takie czasy niedobre  sa, ze nikt mi sie nie wpisuje, kiedys czasy byly inne, kiedys mialam takiego bloga, co go podpisalam nazwiskiem takim modnym, to jest moje nazwisko, ale nie tylko moje, jednak wtedy o tym nie wiedzialam, bo mieszkalam daleko i nie znalam sie w ogole na wykwintnych warsiawskich klimatach.

środa, 09-02-2005 [16:10:07] | komentarze [5] | komentuj


sobota
na okazje urodzin chlopaka urzadzilismy w domu wieczorek. wczesniej celowo nie sprzatnelismy, ani nie przygotowalismy szwedzkiego stolu, aby goscie mysleli ze jestesmy artystami i mamy gdzies drobnomieszczanska stylistyke. przyszli pisarze, psychologowie, fotograficy i dziennikarze. pisarze dawali innym pisarzom swoje ksiazki z dedykacja. fotograficy robili zdjecia artystyczne na ukos. dziewczeta w kuchni dyskutowaly o slawnych malarkach z warszawy, poetach z krakowa i blogach, ze specjalna uwaga na snobizm i promocje.  niektorzy byli ze stolicy, a inni z dawnej stolicy i powstaly na tym tle barwne polemiki. chlopcy opowiadali zabawne historie o przepieknym paryzu, a w tle dziewczeta chichotalu subtelnie, pogryzajac dietetyczne paluszki. czasem ktos popelnil faux pass, nadmieniajac wojne, rozlew krwi lub ekskrementy.
to byl udany wieczor i gosciom dziekujemy.

niedziela, 13-02-2005 [19:45:51] | komentarze [5] | komentuj


codziennie rano mijam dwa takie miejsca, jak gdyby czarne dziury, tak to sobie wyobrazam, jakby szczeliny, ktore nie wiadomo kiedy moga sie znowu otworzyc, kiedy akurat tam bede, albo kiedy indziej. po pierwsze, to sa bloki i podworko, przy ktorym kiedys jakis buc zabral babce torebke i uciekl. szlam na wazne spotkanie, mialam buty na obcasach i zastanawialam sie, czy to dobrze wyglada. takie wlasnie glupie mysli.  potem byl krzyk kobiety, a swiat wciaz sie poruszal  i nic zupelnie sie nie zmienilo. bloki staly a ludzie szli jak zwykle.  stalam i patrzylam jak sie szarpia. wiadomo bylo z gory kto wygra, a kto przegra i ze ja nie zrobie nic. w glowie mi szumialo moje tetno i jej krzyk.
wyjelam telefon, ale on juz mial jej torebke. a potem ona za nim biegla, az calkiem gdzies znikneli i juz nic nie musialam robic.

drugie takie miejsce to duze skrzyzowanie zaraz przed praca. jezdza tamtedy samochody, autobusy i tramwaje, czasem tiry. ciezko to wszystko ogarnac. po srodku skrzyzowania jest kawalek trawy, a na nim moze jeszcze wczoraj byly swieczki, takie jak na cmentarzu. na pewno kazde miejsce na swiecie kryje taka swoja czarna dziure, ale znamy jedna czy dwie, bo i po co znac wiecej. wystarczy, ze czasem o sobie przypomna.
dzisiaj swieczek juz nie ma. w discmanie mam plyte belly "star". ide i sie jakos glupio usmiecham. swieci anemiczne slonce. przechodze przez skrzyzowanie, rozgladam sie i dosyc mi sie podoba to wszystko, nawet te szare biurowce.

wtorek, 15-02-2005 [16:07:20] | komentarze [0] | komentuj


rok 2005 odroznia sie tym,  ze czas zaczal mijac z jakims dzikim przyspieszeniem, wydaje mi sie ze co chwile jest poniedzialek, co chwile dzwoni budzik, co chwile konczy mi sie opakowanie tabletek, co chwile przychodza rachunki, co chwile koncza sie czyste skarpety w szufladzie, tylko na wyplate dlugo sie czeka.

a wszystko to prowadzi do tego, ze kiedys ani budzika i skarpet, ani nas nie bedzie juz wcale.

poniedziałek, 21-02-2005 [10:34:46] | komentarze [5] | komentuj


nie myslalam, ze wejde w ten wielki swiat biurowej telenoweli, drapieznych blondynek z rownouprawnionych krajow na rocznych kontraktach i menadzerskich stolkach,  ktore patrza ci po papiórach  i na zegarek, oby dalo rade z czyms podpierdolic do szefa,  usmiechow od ktorych spinaja sie miesnie karku, a jednak jednak wlasnie sie zaczelo i wiem,  ze nie odkrylam niczego, czego nie wiedzialabym wczesniej i nie wiedzieli by wszyscy, ale tak wyszlo, ze jednak nie siedzialam do tej pory w obcasach na kreconym fotelu, a tam gdzie siedzialam nie bylo laptopow i maili z tajnymi kopiami.

dla tych szefow nigdy nie bede kims szczegolnie cennym, bo za malo umiem sie przejmowac i wiem ze jade tu moze z jakims zalosnym etosem, ale w takich chwilach ciesze sie mysla ze zawsze bede miec jakos lepiej, bo nie nadaje sie do tego, zeby sie wkrecic i lubie miec swiety spokoj, a ta wladza, ktora produkuje ludzi wysylajacych maile z tajnymi kopiami do szefa, zawsze bedzie gdzies obok, a ja bede miala rozne swoje pierdoly, ktore lubie, pierogi z soczewica, discmana, migdalenie sie do narzeczonego, zabawe w internet i jakas tam ksiazke czasem i niech tak zostanie.

czwartek, 24-02-2005 [13:15:37] | komentarze [1] | komentuj


 

a napisalam to tylko dlatego, ze tak naprawde mialam ochote wziac i kopnac w glowe ta lale co mnie podpierdala, ale to sie nie oplaca i jestesmy na to zbyt dorosli i zdystansowani, wiec mentalny onanizm na blogu jest zawsze o wiele bardziej na miejscu.

czwartek, 24-02-2005 [15:35:30] | komentarze [5] | komentuj


co myslec o kolesiach, ktorzy zamiast solidnego usciku dloni, obdarzaja cie pedalskim sledziem?  a co myslec jesli do tego sa PRZEDSTAWICIELAMI HANDLOWYMI?

piątek, 25-02-2005 [11:10:22] | komentarze [49] | komentuj