Myśli węgiełkiem spisane

Prawdziwym dżentelmenem jest właśnie ten koleś, na którego patrzę jak na mrozie siedzi w samochodzie i czeka na nieładną koleżankę z pracy, by ją podwieźć. O całej reszcie trudno powiedzieć dobre słowo - przepuszczają w drzwiach mniej lub bardziej ale przynajmniej trochę atrakcyjne dziewczęta, częstują je papierosami i ciastem, tacy są mężczyźni, nikt nie mówi, że naprawdę będą chcieli je za chwilę zapładniać i tylko po to ta uprzejmość, nie jestem aż takim nazifeministą zorientowanym na prymitywne motywy działań mężczyzn, ale trochę jednak jestem.

Są rzeczy, które wymagają nawet nie minuty, ale dnia, a może nawet tygodnia ciszy. Są informacje, które można tylko przemilczeć, nic się do nich mądrego nie da już dodać, nie każda płachta musi mieć kolumnę "komentarz".

Jak na dobrego Słowianina przystało teraz właśnie ostatnio zaciekawiłem się pisarzem o nazwisku Sallinger, zamówiłem sobie inną książkę niż jedną, którą dobrzy Słowianie przeczytali już wcześniej, w księgarni internetowej i czekałem na nią i na inne rzeczy siejąc popłoch w recepcji mojej firmy, koło której przechodziłem zawsze cicho i skromnie, wiele nie mówiąc. A teraz dopytywałem co i rusz, brakowało tylko, bym do faksu zaglądał. Bym palec ślinił i sam przerzucał dokumenty na cudzym biurku. Przyszły rzeczy różne zamówione, nie przyszło tylko przebranie sadomasochisty obcisłe i perwersyjne, do ubierania pod inne rzeczy zimą na rower (gdybym kiedyś się przełamał).

Dobrze napisane książki o tradycyjnej medycynie chińskiej czyta się naprawdę wspaniale, trzymają w napięciu, gdy wszystko układa się w całość i znajdujesz te strony, na których jest mowa o tym co cię boli i za chwilę się okazuje, że odgadli również, jakie masz wady charakteru. Lubię naprawdę, gdy tak łatwo można mnie rozgryźć - komu innemu by się chciało, no ale nic dziwnego - to jest poważna tradycja. Kiedy czytam te rzeczy, mam chęć zostać alterglobalistą i rzucać butelkami w fabryki koncernów farmaceutycznych, którym zależy wiadomo na czym i tak dalej.

poniedziałek, 08-02-2010 [22:31:34] | skomentuj


komentarze:

londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [22:39:30]
Mężczyźni przepuszczają w drzwiach kobiety tylko po to żeby patrzeć na ich tyłki. Zapładniać już nie potrafią, boją się nawet, ich chuć została ograniczona do patrzenia. Zamiast wysępić papierosa, częstują. Zamiast pruć raźno przed siebie, przepuszczają.

A tu się za granicami pisze, że ze śmiercią Sallingera skończyła się literatura amerykańska, co jest dla mnie wiadomością dość obojętną, bo nigdy do Absalomów tychże mnie nie ciągnęło. I nawet jeśli jest to grzeszne ignoranctwo, będę grzeszył.

Ja wolę jednak tradycyjną encyklopedię medyczną, w której też mogę znaleźć wszystkie swoje choroby, a nawet te, których jeszcze nie mam, ale czekają na mnie z niecierpliwością.
marcin
poniedziałek, 08-02-2010 [22:45:59]
1. Wcale nie. Ja przepuszczam też takie, na których tyłki w życiu bym nie zechciał spojrzeć, więc teoria się nie zgadza. A w ogóle myślę, że patrzenie na tyłki jest przereklamowane, naprawdę. Tzn aż tak znowu nie patrzą na nie kolesie.
2. Ja zaraz przeczytam drugą książkę Sallingera w moim życiu, pierwszą pierwszy raz przeczytałem z 15 lat temu, w tym tempie nie grozi mi szybka utrata ignorancji.
3. Medycyna chińska jest właśnie bardzo tradycyjna, a na pewno bardziej tradycyjna niż świat oparty na reklamach niezdrowego żarcia i reklamach lekarstw. Ale potrafię zrozumieć, że komuś kto się tym w ogóle nie interesuje, może się to wszystko pokiełbasić z całym tym ezoterycznym disco i poradnikami feng shui dla menagerów. No ale ja będę bronił - uważam że coś nie jest mniej tradycyjne tylko dlatego że z innego kontynentu (z którego zresztą PODOBNIEŻ pochodzili twoi przodkowie, czy nie?)
londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [22:48:04]
Marcin, przedobrzyłeś trochę ze zmianą imienia, czy miała na to wpływ chińska medycyna?

Podobnież moi przodkowie pochodzili z Mongolii :)
marcin
poniedziałek, 08-02-2010 [22:52:04]
Teraz gdybym był złośliwy zarzuciłbym ci urojenia, gdyż poprawiłem to świetnie, zawsze miałem piony z paneli. Ale nie będę taki, więc odpowiem: tak, wpływ ma chińska medycyna, odrzucilem swoje ego i jednostronną męską tożsamość, w każdej chwili mogę być liściem, jamnikiem lub banerem i czuć się równie dobrze. Jak masz przodków z Mongolii to dla ciebie chińska medycyna jest znacznie bardziej swojska niż te morfiny, co je po szufladach trzymasz i które zrozpaczony twój następca połyka.
londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [22:55:36]
Zapasów morfiny nie mam, wszystko w krwioobiegu. Zadanie na jutro: bądź banerem 460x60 px z reklamą promocji walentynkowej!
marcin
poniedziałek, 08-02-2010 [23:00:30]
a jednak coś żeś dostępnego tylko na recepty w pracowniczej szufladzie porzucił i młody nasz kolega to odnalazł po latach
londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [23:06:52]
Puste (nie dajcie się nabrać) pudełko po cudownym Disophrolu i korektor, który wąchałem od czasu do czasu.
marta
poniedziałek, 08-02-2010 [23:07:59]
twoja równie tradycyjna encyklopedia nie powie ci za wiele o tym, że jak masz chore nerki, to pewnie masz problemy z lękiem, a jak masz problemy z lękiem, to mogą chorować ci nerki i tak dalej analogicznie, co ku swojemu zdumieniu obserwujesz u siebie i wielu innych osób.
londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [23:09:30]
chwała Panu, że nie mam lęków i wszystkie moje narządy są bezpieczne.
marta
poniedziałek, 08-02-2010 [23:12:26]
i wrzody żołądka ustąpiły, pisklaku?
londonflaneur.blog.com [strona]
poniedziałek, 08-02-2010 [23:18:57]
coś matczynego się w tobie budzi Martusiu sądząc po tym, jak mnie nazywasz. niebezpieczne.
marta
wtorek, 09-02-2010 [03:30:43]
Michałku, cieszę się, że moje podśmiechujki bierzesz za dobrą monetę, choć nie sądzę, by moja znikoma opiekuńczość mogła być dla kogokolwiek niebezpieczna.
paulina
wtorek, 09-02-2010 [08:06:33]
A którego Salingera zamówiłeś? Ja czytałam tę wiadomą i "Franny i Zooey" i obie mi się bardzo podobały, acz nie powiedziałabym, że literatura amerykańska skończyła się ze śmiercią Salingera. Prędzej już Vonneguta.
paulina
wtorek, 09-02-2010 [08:07:55]
Jeśli oczywiście w ogóle uznać za zasadne wydawanie takich dramatycznych wyroków (a ja nie uznać).
marcin > paulina [strona]
wtorek, 09-02-2010 [09:11:18]
przeczytam franny i zooey i mam nadzieję że obie mi się bardzo spodobają acz myślę że literatura amerykańska tak łatwo się nie skończy, szybciej świat się skończy, enraha
paulina
wtorek, 09-02-2010 [09:57:36]
Co jak co, ale literaturę w Ameryce to dobrą mają, panie.
marta
wtorek, 09-02-2010 [14:31:09]
i muzyke niektórą
zak [strona]
środa, 17-02-2010 [00:29:30]
a ja właśnie wróciłem po tygodniu z Ameryki i zamiast dżinsów i czapek przywiozłem ze sobą spore tomiska Buka, Millera i coś nowego (może tylko dla mnie) - Henry Davida Thoreau. Znajet?
marcin [strona]
środa, 17-02-2010 [10:58:55]
Nie czytałem, słyszałem sporo o książce "Walden"
zak [strona]
czwartek, 18-02-2010 [01:35:00]
dokładnie. "Walden" znalazłem w starym antykwariacie gdzieś na dnie Brooklynu bez problemu, bo to swojego rodzaju kamień milowy w amerykańskiej literaturze. O książce podpowiedziała mi dwójka Teksańczyków, którzy od ponad 20 lat nie mają domu, nie mają ogródka, żadnej posiadłości. Tylko ciężarówkę, w której żyją i którą przewożą... rzeczy. "Walden" to jedna z kilku książek, które znają. Taa... a co z Goethe??
marcin [strona]
czwartek, 18-02-2010 [09:38:22]
Pamietam odcinek South Parku w ktorym Cartman wygrywa konkurs literacki a potem sie okazuje ze przepisal w calosci "Waldena"
zak [strona]
czwartek, 18-02-2010 [10:44:04]
hahaa! muszę poszukać w starej filmotece.

wróć
dodaj komentarz:
nick:
e-mail:
strona www:
komentarz (nie używaj HTML)