| Myśli węgiełkiem spisane | |
|
mail in the maupmood mydziecisieci ofiara mikroblogów tomker londonflaneur jacek styczeń 2010 |
Dla mnie minus osiemnaście to już nie jest po prostu zimno, minus osiemnaście to jest dla mnie pierwszy stopień niepełnosprawności - pokonanie pewnie niespełna kilometrowego odcinka między jednym a drugim przystankiem staje się męczące, nie bardzo lubię w zimie to, że otoczenie tak się zawęża, że poruszam się tylko po podstawowych trasach z jednego miejsca do drugiego. Nigdy za bardzo nie imponowała mi fizyczna krzepa, niestety, a gdyby być tak zahartowanym, jak mój kolega Łukasz, który do pracy cały czas jeździ rowerem? Nie, dla mnie to nie wchodzi w grę, trzeba lubić wyzwania i sporty ekstremalne, trzeba lubić motywacje typu adrenalina/fajnie jest się ubrudzić, ja mam pierwiastek sarmacki w sobie, mi takie rzeczy jak jazda rowerem muszą po prostu sprawiać przyjemność, do tego potrzebne jest mi globalne ocieplenie, chyba w tym roku popalę trochę toksycznych śmieci na podwórku, żeby wyemitować możliwie dużo dwutlenku węgla. Potem w kawiarni siedzę obok usztywnionego mieszanego polsko-zagranicznego towarzystwa połączonego ważnymi sprawami służbowymi i wyjściem na kawę z deserem i proszę dobrego Boga, żeby wyłupił mi język, gdybym kiedyś poznał jakichś zagraniczniaków i tak jak mój rodak obok postanowił ich zabawiać przez kwadrans wymieniając im nieproszony, jak się różne potrawy, ciasta i owoce nazywają po polsku. Znużona nieładna cudzoziemka stara się uprzejmie reagować na te rewelacje, dyskretnie zerkając, kiedy wreszcie duet jazzowopodobny skończy się instalować i rozpieprzy to wszystko w strzępy. (Polskie nazwy różnych rzeczy to wersja abstynencka. Po piwie pewnie by opowiedział, że byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa i miejscem styku wielu kultur). środa, 27-01-2010 [00:23:18] | skomentuj komentarze:
paulina
środa, 27-01-2010 [00:32:41]
Moja koleżanka z pracy radzi sobie tak, że po wyjściu z metra resztę drogi do pracy pokonuje biegiem, bo jest jej za zimno, żeby się zatrzymać. Mówi, że wygląda jak - cytuję - "debil z torebką", ale podobno jej ciepło.Jeśli chodzi o zimę jestem totalną faszystką i rzygam tymi wszystkimi stoickimi, pogodzonymi z rzeczywistością głosami, że każda pora roku ma swój urok i skoro jest zima, to jest zimno i trzeba się tym cieszyć. Niby jak, pytam. Kumam, że żyjemy w takim, a nie innym klimacie, ale bez przesady, to nie jest naturalna temperatura do funkcjonowania. I na dokładnie to samo skarżyłam się dziś mamie - że ja tak lubię chodzić, a zimą poruszanie się po mieście ogranicza się do walki o dotarcie do autobusu zanim się zamarznie. Uważam, że mam prawo do przyjemnego chodzenia i że to, co się dzieje, to skandal. A argument o tym że "mróz chociaż wszystkie syfy wybije" ma się dla mnie nijak do mojego obecnego zapalenia oskrzeli. marcin [strona] środa, 27-01-2010 [00:37:42]
1. Nie lubię biegać2. Muszę przyznać, że rzeczywiście nie przeziębiam się przy takich mrozach. Częściej jak jest koło zera. 3. Szukanie urokliwych aspektów różnych rzeczy jest rzeczywiście zajęciem godnym wojownika światła, ale mi tak naprawdę z zimy odkąd dorosłem przyjemne wydaje się tylko jeżdżenie na nartach. 4. Czego i tak nie robię 5. Mógłbym jeszcze nacierać Martę śniegiem, ale nie wiem czy ta dziewczyna zna się na żartach. tomker środa, 27-01-2010 [00:40:25]
przyjdzie wiosna i lepsze czasy
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [00:43:12]
A Tomker na blogu mnie pociesza już od jakichś piętnastu lat.
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [00:45:26]
"Uważam, że mam prawo do przyjemnego chodzenia i że to, co się dzieje, to skandal."I tak się ciesz, że nie mieszkasz w Workucie i nie musisz z koleżankami pić drinów na ławce przy minut trzydziestu. paulina środa, 27-01-2010 [00:52:41]
Zaczynam się cieszyć, że jestem chora, siedzę w domu i nie muszę wyłazić na te mrozy ;-)
tomker środa, 27-01-2010 [00:54:28]
od kiedy mialem dziesiec lat.mnie zimno totalnie niszczy i dzis nawet narzekalem, ze na mrozie to zamarza glowny skladnik, z ktorego jestem zbudowany. no ale jak juz wszyscy mowia, ze jest zimno, to po co i ja do tego? nic to nie zmieni i nie zamierzam sie spinac. a najzimniej to i tak pewnie my mamy. az nie mamy termometru, zeby nie wiedziec. marcin [strona] środa, 27-01-2010 [00:54:56]
Jak jesteś chora, to o czym mówisz, dziewczyno? W zeszłym tygodniu mrozy to nie były żadne mrozy, to była normalna pogoda do zbierania kasztanów i karmienia łabędzi.(Ja myślę, że w życiu różne ekstrema muszą się zerować i pewnie będzie tak że jak do marca utrzyma się -20 to w maju w nagrodę będzie od razu +30) paulina środa, 27-01-2010 [00:57:06]
Ja tam kasztanów żadnych nie zbierałam, tylko rzucałam kurwami na przystanku.
paulina środa, 27-01-2010 [00:58:30]
A tak serio to kurde, ja już naprawdę chcę położyć się na trawie i poczytać gazetę w słońcu. A pod oknem mam zgarnięte pod drzewa białe ścierwo wysokości Karkonoszy.
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [00:59:17]
No widzisz, zupełnie niepotrzebnie, każda pora roku ma swoje plusy. Ja np latem mniej czytam bo nie czytam w drodze z pracy do domu i odwrotnie bo jadę rowerem. Czytanie jest bardzo poczciwe i panie nauczycielki kiedyś za to mnie pochwalą.
paulina środa, 27-01-2010 [01:03:48]
Nawet nie wypowiadaj tego zdania o porach roku i plusach, od razu mam wysypkę...
paulina środa, 27-01-2010 [01:04:25]
A ja też czytam więcej, ale dlatego, że siedzę w domu na zwolnieniu, a nie dlatego, że jest zima. Choć w sumie to się wiąże, jakby się uprzeć.
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:06:03]
Ja czy na zwolnieniu czy nie, zimą czytam więcej. W ogóle więcej jestem w domu i bardziej mi się chce. Upał mnie otępia. Teraz już wiesz, czemu Portugalczycy ani Nigeryjczycy nie wynaleźli Nokii.
paulina środa, 27-01-2010 [01:07:21]
Mi się więcej chce wiosną, teraz czuję się jak warzywo w jakimś stanie hibernacji i czekam, aż wróci mój stały poziom energii.
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:10:43]
W Polsce i tak od dawna nie ma już wiosny, jest zimno, zimno, a potem nagle robi się upał. A skoro narody żyjące w zimnie od stuleci robią większe wynalazki i postęp, a narody żyjące w gorącu mają więcej luzu, my możemy się cieszyć bo mamy miks obu tych sytuacji i łączymy w sobie różne cechy dzięki czemu nie robimy postępu ani nie mamy luzu.
paulina środa, 27-01-2010 [01:15:17]
I dodatkowo możemy narzekać i na zimno, i na upał!
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:15:19]
A zresztą co to znaczy stały poziom energii? Skoro latem masz wysoki a zimą niski to nie można powiedzieć że twój letni poziom energii jest stały. Ja na przykład teraz myślę że może to mój zimowy poziom energii jest stały i np latem dostaję gratisowe nadwyżki.
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:17:19]
Ja pierwszy rzucę kamieniem i powiem: nie narzekam na upał, tak, kiedyś narzekałem, ale kiedy mi dupa przemarzła w sezonie 2007/2008 obiecałem że na upał nigdy już złego słowa nie powiem i nawet mi tak nie doskwiera już (z wiekiem ludzie się robią coraz bardziej ciepłolubni)
marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:21:21]
Reasumując, cieszę się, że po latach znajomości możemy sobie wreszcie ciekawie pogadać o pogodzie, pójdę jednak spać chociaż wcale mi się nie chce (to przez te hektopaskale, pani Halinko, i nogi też mi puchną, o tu)
paulina środa, 27-01-2010 [01:40:03]
stały = naturalny dla mnie, taki, który mnie nie męczy nadmiarem ani niedoboremJa też idę, siedziałam tyle bo czytałam książkę, jak to zimą. Jak mi jeszcze odłączą internet, to może i tego Boya na 700 stron wreszcie skończę. marcin [strona] środa, 27-01-2010 [01:41:15]
"stały = naturalny dla mnie, taki, który mnie nie męczy nadmiarem ani niedoborem"Operujesz pojęciami z książek o pięciu przemianach, mam cię! buiuguy środa, 27-01-2010 [03:05:34]
tak na marginie: jeżeli nie ma wszędzie 10cm śniegu albo 3cm lodu to żelastwem jeździ się fajniej niż latem bo cały czas bilans ciepło/zimno jest neutralny, drugi plus - jest więcej zabawy bo trzeba częściej i mądrzej używać hamulców i wszystkiego. i jeszcze jeden - gdzie w lecie są schody, tam w zimie są pochylnie. a jedyny minus to że zapięcie strasznie sztywnieje (metalowa linka w igilitowym wężu), to tyle o ekstremach :)
marta [strona] środa, 27-01-2010 [12:47:57]
a ja wczoraj po nieprzespanej noce (równa się osłabienie, równa się wyziębienie organizmu) odbyłam spacer z nowego światu na królewską. dziwnie wyglądał ten nasz irkuck cały w lodowatomlecznej poświacie.wszystko, co wy tu piszecie, to ja myślę to samo, a szczególnie to myślę to samo, co napisał tomker, o tym zamarzaniu tego, z czego się składamy. zimno we mnie zabija wszystko, co fajne, a szczególnie mój styl, bo wszystkie ciuchy, które lubię, się nadają najlepiej na ciepło. ALE, mój wojownik światła mówi, że nie tworzylibyśmy tej mitologii lata, gdyby nigdy nie było zimna. Wtedy ja mówię mu, że miesiąc zimy też by wystarczył. marcin [strona] środa, 27-01-2010 [12:49:54]
Pomyśl o ostatnich wakacjach w Lizbonie. Wyjechaliśmy tam 10/10. To ile tak naprawdę wcześniej marzliśmy. Dwa tygodnie? A i tak doceniliśmy.
|
![]() |
|