lesio

Edynburg, Dublin, Londyn

Państwo w ostatniej przedwyborczej konwulsji wzywa do powrotu milion Polaków, który wyjechał na Wyspy i okolice w poszukiwaniu lepszego jutra. Kusi ich zwolnieniami podatkowymi, różnego rodzaju ułatwieniami i oferuje inne gruszki na wierzbie. Próbuje namówić tych, którzy ułożyli tam sobie życie, że jednak u nas może być fajnie. Niestety, pomysłodawcy wydają się nie rozumieć tego, że tam jest lepiej i oni wcale nie chcą wracać. Nawet jeśli Polacy na Wyspach zarabiają mniej niż Francuzi czy Włosi i o wiele mniej niż sami Brytyjczycy, to i tak żyje im się lepiej niż u nas. W telewizorze powiedzieli, że z tej niższej średniej i tak można spokojnie utrzymać dwie osoby.

Ale chodzi nie tylko o stronę ekonomiczną tej emigracji. Na wyjazd zdecydowali się głównie mieszkańcy małych miast i wsi, którzy dobrze wiedzą, jak wygląda życie na prowincji. Nie dadzą się przekonać do powrotu, bo widzą, że w Londynie życie jest kolorowe, wielokulturowe. Ludzie są o wiele bardziej tolerancyjni niż na wsi na Podlasiu. Emigranci nie muszą ukrywać tego, że są gejami albo że lubią się ubierać tylko na fioletowo, o czym kiedyś pisała GW. I nie chodzi tu o syndrom wielkiego miasta. Wielka Brytania już od dawna jest przyzwyczajona do tego, że obok białych mieszkają tam Hindusi, Azjaci i wiele innych nacji.

Akcja „Powrót” jest idealnym przykładem działania państwa narodowosocjalistycznego. Namawianie: „Wracajcie do Ojczyzny, bo tu będzie lepiej!” jest elementem taniego patosu narodowego, który kojarzy się z machaniem szabelką i odsłanianiem pomników. Elementem socjalistycznym jest kuszenie chociażby wspomnianymi zwolnieniami podatkowymi czy też ułatwieniami w zakładaniu firm. Państwo chce roztoczyć opiekę nad obywatelem, mówiąc mu co ma robić. Jeśli zaś ma to być kiełbasa wyborcza, to już za późno. Trudno przypuszczać, żeby trzy tygodnie przed wyborami ktoś nagle zmienił swoje zapatrywania polityczne.

Tylko, że cała para idzie w gwizdek. Po co ludzie mieszkający od kilku miesięcy czy lat w przysłowiowym Londynie, mają wracać do swoich miast, miasteczek i wsi, skoro ułożyli sobie życie gdzie indziej? Chyba nie są aż takimi naiwniakami, żeby nagle stwierdzili, że jednak w Polsce znajdą dobrą pracę i zdecydują się na powrót. Rozumiem, że po pierwsze ma to być próba storpedowania idei Unii Europejskiej, w której miejsce zamieszkania i kraj pochodzenia nie mają aż takiego dużego znaczenia. Po drugie ma to być zaprzeczenie idei liberalizmu ekonomicznego, w którym człowiek jest kowalem swojego losu i jeśli chce i ma możliwości, to szuka pracy i pieniędzy tam gdzie one są, a nie czeka aż państwo łaskawie roztoczy swoją opiekę socjalną nad obywatelem. Takie próby ekstremalnego socjalu istniały już przez pięćdziesiąt lat komuny i wszyscy wiemy, co z tego wyszło.

Zamiast akcji „Powrót” przydałaby się akcja „Zostańcie”. Żeby ludzie, którzy nie zdecydowali się na emigrację mogli znaleźć sobie pracę albo założyć firmę i przyczyniać się do wzrostu naszego PKB. Ale to już chyba zbyt wiele, a nasz kraj najwyraźniej stać na to, żeby organizować kolejną chybioną akcję.

środa, 03-10-2007 [11:10:06]

Twój komentarz

nick:   
strona:
e-mail:
komentarz (bez tagów HTML)