| kartka | |
| wspomnienia / | |
Truman Capote "Breakfast at Tiffany's" Michelangelo Antonioni "Blow-up" Lukrecjusz "O rzeczywistości" (1) Lukrecjusz "O rzeczywistości" (2) Filon Aleksandryjski "O stworzeniu świata" Fernando Vallejas "La Virgen de los Sicarios" Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu" Roberto Arlt "El juguete rabioso" Alejo Carpentier "El reino de este mundo" Archiwum 2001 2002 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2003 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 2004 01 02 03 04 05 06 07 08 10 11 122005 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 122006 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 122007 01 |
akcja: reaktywacja niedziela, 27-01-2008 [21:35:44] | dla chcącego [2] | nic trudnego Problem do rozważenia na dziś: ile razy należałoby się wysikać do fontanny w centrum miasta, aby wylądować w więzieniu? A może w ogóle do więzienia trafić się w takim przypadku nie da? Lecz cóż zamiast tego? Mandaty wydają się być dla osoby zdeterminowanej zupełnie nieodstraszające. niedziela, 20-05-2007 [11:42:46] | dla chcącego [2] | nic trudnego Nic tak nie męczy jak dieta. Kopenhaska. To już nawet widmo pracy magisterskiej wydaje się przy tym igraszką, nawet jeśli właśnie zmieniło się radykalnie temat. Całe dnie spędzam więc wpatrując się tępo w monitor, a kwiaty kwitną. piątek, 04-05-2007 [12:51:24] | dla chcącego [0] | nic trudnego "Jednakże mistyczne toxicwibracje, dotykane świadomością tylko w chwilach ostrej zapaści, po zaledwie kilku epileptycznych razach zaczynają wyglądać podejrzanie tak samo. Cudowne i wyzwolone z wszelakich ograniczeń znieczulenie pryska jak bajka mydlana rodem ze zdrowej, bo sojowej soup opery, podanej w praktycznym koncentracie. Ale aż do końca nie chce się uwierzyć, że to już koniec drogi. I że nie ty jedziesz, tylko ciebie wiozą. No, jak zwał, tak zwał, generalnie zwał. Bez gumowych rękawic, człowieku, nie podchodź. Dziś już nie otrząśniesz się na tyle, by pozwolić sobie na na nieskrępowane oralne fantazje odziane w skąpe i frywolne treści odpustowe. Wyrzuć to wspomnienie precz, nim zwrócisz treść żołądka. - Gośka, przestań - Basia zgadza się w duchu z Gochą, lecz nie może dać temu wyrazu, ponieważ kulturalni ludzie nie dają wyrazu swoim emocjom, używając języka obraźliwego, w tym słów takich, jak: dupa, gówno, mocz, lesbijka i tym podobne. - Zróbmy się i my - spojrzałem wesoło po pozostałych. - Co se będziemy żałować, co se będziemy szkodować, co się będziemy pozorować na filigranowych ministrantów. Zróbmy się. Żeby nie być gorsi. Żeby się jakoś poczuć. Żeby jakoś to poczuć. Żeby coś poczuć. Żeby się wczuć. - No to co robimy? Koniecznie musimy coś zrobić. Zróbmy coś! Samo się przecież nie zrobi. Najlepiej się zróbmy. I co? Teraz? Czy pewne alkaloidy znajdujące się w roślinach mogły wpłynąć na kształtowanie się ludzkiej zdolności do autorefleksji? Czy też autorefleksja wywołana za pomocą alkaloidów ubrała proste fakty w nowe szaty cesarza? ...domówka - pełna lodówka, fajna miejscówka, minipalcówka. Siedzą, kminią, lolki palą. Bilard, balanga, swawola. Ledwie klubokawiarni nie rozwalą. Feta, siupa, hejże, hola! Coś się dzieje. Coś się leje. Coś się wciąga." ZWAŁ [Shuty, no ba] piątek, 06-04-2007 [12:04:54] | dla chcącego [2] | nic trudnego Danger, danger, w piątek, w stanie maksymalnego upojenia alkoholowego zwanego też przez niektórych najebaniem, poderwałam sobie w Saturatorze niejakiego Piotra; byliśmy na dwóch randkach, z czego pozwoliłam mu się pocałować dopiero na tej drugiej, a teraz on się chyba zaczyna angażować. Maślane oczka, wyszukane komplementy, ciągle tylko trzymałby mnie za rękę no i dlaczego ja już chcę iść do domu? Pozostaje mi zaśpiewać sobie "uciekaj myszko do dziury" i zabrać się za pisanie pracy magisterskiej, bo to przynajmniej ma jakieś pozory sensu. wtorek, 03-04-2007 [03:41:28] | dla chcącego [1] | nic trudnego Żeby życie miało smaczek... wpierdalam macę z 5-dniowym sosem czosnkowym z DaGrasso. wtorek, 03-04-2007 [03:19:08] | dla chcącego [0] | nic trudnego Nie wiem, nie wiem, czegoś bym chyba chciała, ale nie potrafię postanowić, o czym marzyć, gdy przykładam głowę do poduszki. wtorek, 27-03-2007 [02:53:13] | dla chcącego [0] | nic trudnego "Żona szalała niegdyś za nim, ale jej miłość niewolnicza jeszcze bardziej go od niej odstręczała. Ale pan Bovary lekceważył sztuki piękne, mówił, że "na nic się to wszystko zda". Kończyło się zwykle na tym, że prosiła o jakiś syrop i o trochę więcej miłości. Przed ślubem zdawało się jej, że go kocha, ale oczekiwane szczęście nie nadeszło. Lubiła morze jedynie za jego burzliwość, a zieleń tylko wśród ruin. Z każdej rzeczy musiała wydobyć jakąś korzyść dla siebie i odrzucała jako zbędne to wszystko, co w danej chwili nie mogło być pokarmem dla jej serca. Mając naturę raczej uczuciową niż artystyczną, szukała wzruszeń, a nie widoków. Rozmowa z Karolem była płaska jak uliczny chodnik, a jego myśli, które każdy mógłby wypowiedzieć, przesuwały się w codziennych strojach nie budząc ani wzruszeń, ani śmiechu, ani marzeń. Bo jednak Karol był ostatecznie kimś, uchem zawsze otwartym, zawsze gotową aprobatą. Zwierzała się przecież nieraz swojej charciczce. Zwierzałaby się i głowniom w kominku, i wahadłu ściennego zegara. Zresztą nie ukrywała już swej pogardy dla nikogo i niczego i czasem wyrażała przekonania tak szczególne, potępiając to, co się cieszyło powszechnym uznaniem, i pochwalając rzeczy przewrotne i niemoralne, że mąż jej szeroko otwierał oczy. Mężczyzna jest przynajmniej wolny, może przemierzać namiętności i kraje, przezwyciężać przeszkody, zakosztować najbardziej niedostępnych rozkoszy. A kobieta jest wiecznie skrępowana. Bierna i zarazem ulegająca wpływom, ma przeciw sobie wraz z pokusami ciała i zależność prawną. Drży za każdym powiewem, jak jej własna woalka przypięta do kapelusza. Zawsze jakieś pragnienie ją pociąga, a powstrzymuje jakiś wzgląd na pozory. Chciałoby to zamieszkać w mieście, tańczyć polkę co wieczór! Biedna kobietka! Tęskni za miłością jak karp na kuchennym stole za wodą. Pokochałoby to za parę tkliwych słówek, jestem pewien! Byłoby czułe, urocze!... Tak, ale jak się jej potem pozbyć? Powtarzała sobie: "Mam kochanka! Mam kochanka!" - lubując się tą myślą jak powtórnym dojrzewaniem. Ale była taka ładna! Równie naiwnych miał dotąd tak niewiele! Ta miłość wolna od rozwiązłości była dla niego czymś nowym, co zmieniając zupełnie jego łatwe obyczaje pieściło zarazem jego pychę i zmysłowość. Ileż to było szczęścia wtedy! Ile swobody! Ile nadziei! Ileż złudzeń! Nic z nich teraz nie pozostało! Roztrwoniła je we wszystkich przygodach swej duszy, w kolejnych okresach życia, gdy była panną, w małżeństwie i w miłości, gubiąc je nieustannie wzdłuż drogi jak wędrowiec, który zostawia coś ze swego mienia po wszystkich przydrożnych karczmach. Biorąc garściami te pomieszane listy zabawiał się przez chwilę, przesypując je kaskadą z prawej ręki do lewej. Wreszcie, znudzony, senny, odniósł pudło do szafy mówiąc sobie: "Co za stos bredni!..." Zresztą Karol czekał na nią, a w sercu jej wzbudziła się już ta nikczemna uległość, która dla wielu kobiet jest zarazem karą i haraczem za cudzołóstwo. ...w miarę jak mu się przypatrywała, monotonia tego widoku wyganiała z jej serca wszelkie współczucie. Wydawał się słaby, niedołężny, prawdziwe zero, człowiek bez żadnej wartości. Jak się go pozbyć? Co za nudny wieczór. Ogarnęło ją jakieś odrętwienie, niby opary opium. Kłamstwo stało się dla niej potrzebą, manią, przyejmnością tak dalece, iż gdy mówiła, że szła wczoraj prawą stroną ulicy, należało przypuszczać, że szła lewą. Gdzież się nauczyła tego zepsucia tak głębokiego i utajonego, że stawało się niemal nieuchwytne? Skąd ten niedosyt życia, to natychmiastowe rozsypywanie się w proch rzeczy, na których się opierała? A zresztą nie warto niczego szukać, wszystko jest kłamstwem! Każdy uśmiech kryje ziewnięcie nudy, każda radość - przekleństwo, każda przyjemność - niesmak, a najgorętsze pocałunki pozostawiają na wargach jedynie nieosiągalne pragnienie jeszcze wyższej rozkoszy. Emma odnalazła w cudzołóstwie całą pospolitość małżeństwa. Mimo upokorzenia płaskością takiego szczęścia, czepiała się go jednak z przyzwyczajenia czy też z zepsucia; z zapamiętaniem co dzień większym niszczyła wszelką szczęśliwość, bo pragnęła zbyt wielkiej. Z godnością, u licha! Filozoficznie! Deprawowała go spoza grobu." PANI BOVARY wtorek, 27-03-2007 [02:03:54] | dla chcącego [0] | nic trudnego "Powiedziałem, że nie kochałem jej wcale - w każdym razie nie odczuwałem do niej nic z tego, co zwą miłością, ale kochałem ją, jeśli rozumieć pod tym słowem czułość, rodzaj litości i sporo szacunku. Miałem paru przyjaciół (was też), ale lubiłem nie tyle ich, co samą przyjaźń, moje przywiązanie do nich było ogromne, ale wspierała je moja potrzeba szlachetności; pielęgnowałem w sobie wszelkie piękne uczucia. Nie znałem jednak ani swoich przyjaciół, ani samego siebie. Najpiękniejsze ludzkie dzieła dotyczą spraw niezmiernie bolesnych. Co wart jest opis szczęścia? Opowiedzieć da się tylko to, co je przygotowuje, oraz to, co je niszczy. Mogłem się zrazu łudzić, że u niektórych powieściopisarzy i poetów znajdę bardziej proste spojrzenie na życie. Ale jeśli istotnie rozumieli życie, to wcale tego nie okazywali; moim zdaniem większość z nich wcale nie żyła, zadowalając się udawaniem, że żyje, i niewiele brakowało, a byliby uznali, iż życie jest irytującą przeszkodą w pisaniu. Nie cierpię wypoczynku; posiadanie zachęca do tego, a czując się bezpieczny, człowiek zasypia; lubię na tyle życie, że wolę żyć obudzony, podtrzymuję więc, nawet wśród moich bogactw, ów nastrój tymczasowości, przez co przydaję mojemu życiu niepokoju albo, przynajmniej, egzaltacji. Nie potrafię dokonywać w sobie rozróżnień i słuchać zakazów, które inni próbują ustalić, istnieję jako całość. Wybieram tylko to, co naturalne, a w uczynkach jedynie przyjemność, jaką mi sprawiają, jest znakiem, że powinienem je spełnić. Nienawidzę ludzi z zasadami. Doszedłem do tego, że gustowałem u innych tylko w najdzikszych porywach, opłakując, że byle jaka przeszkoda je powściąga. Niewiele brakowało, a byłbym uważał, że uczciwość jest ograniczeniem, konwencją lub strachem. - Widzę teraz - powiedziała mi pewnego dnia - że rozumiem dobrze twoją doktrynę: jest to doktryna czasu teraźniejszego. Może nawet piękna - po czym dodała ciszej, ze smutkiem: - ale ona unicestwia słabych. Pragnąłem, aby nie miała racji, ale musiałem przyznać przed sobą samym, że najgorsze instynkty każdej istoty wydawały mi się najszczersze. Szukając długo, znalazłem to, co stanowi największą moją wartość: oddawanie się z uporem złu. To, że nie wiedzieliśmy, co właściwie mamy potępić w powolnej opowieści, jaką nam przedstawił, czyniło nas prawie wspólnikami. Zaangażowaliśmy się jakby." André Gide IMMORALISTA wtorek, 27-03-2007 [01:30:09] | dla chcącego [0] | nic trudnego za Urban Dictionary: "Because this type of woman is generally spoiled by the general delightfulness of gay men, she may scorn straight men for their lack of personality and overall dullness." środa, 21-02-2007 [20:31:24] | dla chcącego [0] | nic trudnego |
![]() |
|