oto androgen - c iało i m yśli

androgen o dwu twarzach, czterech rekach, dwudziestu palcach, umyslach, nosach w proszku. jeden monitor
palenie kolejnego dzis papierosa jest bezpieczna namiastka wprowadzania w czyn anutodestrukcyjnych mysli. powiedziec ci cos wiecej za pomoca slow wystukiwanych pospiesznie na klawiaturze. niewykonalne. wszystko zaczyna wtedy przybierac znajome formy schematu. zdanie podrzednie zlozone, przeslanka i wniosek, koleiny mysli, zdan ubranych w przydawke, okolicznik miejsca, orzeczenie. o podmiocie nie wspominam. gramatyczny rozbior uczuc, syntaksa na poziomie spojrzen. niewykonalne. zawsze skazane na uproszczenie, przeradza sie od slowa do slowa w sentymentalna papke wzorowana na literaturze przedmiotu. i tak zostalo powiedziane juz wszystko. i tak za duzo, za duzo. i z tego powodu pisanie czkawka powraca, wola mocy myszy pod miotla, zadecie filozoficzne obliczone nie na ten czas i nie na to miejsce. oczy nie widza czego sercu nie zal i tego typu prawdy, moze nalezy milczec. jezyk lepiej wyraza sie w lizaniu. znaczeniem niech zajmuja sie filozofowie, sublimacja popedow jest im znana, oswojona, normalna, logiczna. nie mnozmy przymiotnikow ponad miare. mnozmy sie w ciszy.
raz dwa trzy. narastaja w tobie laskotki opowiadaniowe. napisz o tym co gleboko i smiesznie dlatego. napisz o tym co szczescie daje, nie chowaj sie za slowami, abstrakcjami, historiami bezpiecznymi, nie dotykajacymi cie za bardzo. gladzisz moje piersi, to prawdziwe? czucie prawdziwe? kwestia umowy, interpretacji. pozadanie rosnie. jasne, tego slowa nie dosiegna, nie popieszcza, nie poliza. tego literki nie znaja. no to nie pisz. no to chowaj. no to ciii. trudno piescic slowami.
slowokon usieka krolicza raczka brzeczyk kreci sie nad polem skiby grzyby ryby i napiete odcisniete cycki malej anitki lolitki. stoi nad lolitka monitka silny jak rydwan z hebanu kruk malwersarz kierat i barykady, uczestnik czegos zbrojnego rurki kulki prochy fochy ogolone do pasa glowy i permanentny syfiliz z tego sie juz nie wylize nie ucieknie i nie zdechnie. tak na nia gapic sie chce rece w lokciach jak skiby czrnej ziemi jesieni ze wszystkim w czerni brazie drewnie czekoladowe papierki na dnie pod nia a on gapi sie i je widzi przez celofan szeleszczacy kwitnacym skrzypem i zmarnowanym dziecinstwem z krowim gownem pod poduszka stara straszna staruszka matka ciotki syna brata kmiota uciekl ze wsi powsinoga wsiok latarnik na sloncu z motyka na kijek marchewka karoten krotem pokotem. wiatr gebe mu rozjasnia ona sie smieje nie wytrzyma dlugo i jak jej nie da po mordzie a ona w placz i smiech i histeryczna poza mimozy. chyba.
bedzie riposta, sprawa prosta, bo nie wymagajaca specjalnie krytycznej uwagi, jezyczek u wagi, stoisz calkiem nagi, i tym podobne rymy. czyli zabawa slowami, ustami, nogami. jezykowe origami. kentaki fraj cziken z frytkami. nic nie powie bo sie boi. ona sie smieje, nie wytrzyma dlugo i jak jej nie da po mordzie a ona w placz i smiech i histeryczna poza mimozy przez samo ha. chyba nie usprawiedliwia, chyba wybieg, chyba gra, chyba w chowanego zabawa, a raczej gra slowami, onomatopeje mile widziane, dzwieki wazne, nie tresci, prawdziwa cnota krytyki sie nie boi (to kraszewski, ale czemu zapiales stanik? niech rece prawdomowne beda chociaz, niech. moj usmiech, niech, pepek powie wiecej, nie oszuka, nie ucieknie - no bo dokad niby mialby uciec? nie zamieni sie przeciez na miejsca z lokciem albo broda. a twoje rece zdradzaja cie zawziecie, newet jesli na powrot zapniesz guziki, nie ukryjesz i nawet najbardziej zmarnowane dziecinstwo nie bedzie dostatecznym powodem. na co nie wiem.
w pocinkarpiu pod zegarem tlumy ludzi z autokarem jedna pani calkiem rada rzeczy damom opowiada ze kupila na straganie calkiem juz wykrochmalone danie panie, danie? ona na to, ze w lato na siebie zalozy, cos podlozy i na stragan wrzuci ciuchy. dzieci beda mialy korzchy. kto to widzial tak dzieciaki w szmaty z kaki? cicho dziadu sie nie wtracaj jakas z lewej sie wtraca. idz ty lepiej pod budke kupic pol litra i wodke i wioskowej zacnej damie nie wygrazaj za ubranie.
a na starganie rozczarowanie, ogorki w bitej smietanie, i niech tak zostanie. brzytwa okhama. bumtarara chlapie fala. z projektu wystaja nici.
i slowa moga jednak stanac murem pomiedzy. ja po ziemi, po tobie, kwiaty depcze, na wierzch wyrzucam pragnienia, skojarzenia, drgniena. no wlasnie drgnienia. a ty kalejdoskopowe szkielka w rekach obracasz. obojetne ulozenie kolorow i ksztaltow. no i niech tak bedzie, skoro tak. do rymu powiedzialabym, ze czegos brak, nie w smak wina ci, niesmak. to ja zrozumiem wszystko wspak, na opak, chlopak, czteropak, lopot laptop, nic nie znaczy jak plyn do mycia naczyn. no i co? mozna i tak. na skraju polany zolty barak nieborak. wyksztalcona jestem w slowach, w literaturze, w chalturze na murze. polaczenie przerwane, dostep dynajd. over (czomber w galarecie, szeleszczace, dzwieczace slowa na lace). ide spac, bo we snie snie sie. sie powolutku skrajem drogi szlo.
po co komu zaprogramowany lisc? zielony z detalami w petli i w warunku. wykonuj dopoki obraz jego do zludzenia przypomni lisc. ale to nie lisc, to lisc komputerowy. niepoprawny, niepewny i co najwazniejsze nieprawdziwy. wyglada tak samo i pachnie jednako, ale for z niego wystaje - fakt, ze po drugiej stronie, niewidoczny kwadratowy elektronowy for dla petli jak lisc.
a co to for? nie mial byc zaprogramowany, mial byc prawdziwy lisc. naciski wywierane tylko w domysle, twoja interpretacja. nic mi do tego. szkoda tylko zmeczonych palcow, co na klawiaturze probowaly zblizyc sie. psem poszczute, a nie zauwazyly wczesniej tabliczki "zly pies", krotkowzroczne palce. widmo straznika z batem w owczej skorze. nie taki obraz widze w lustrze, ale od czego filmy akcji, a raczej horrory. no to co ja moge, albo przyjac role i wymalowac sobie na twarzy szminka wyraz albo powiedziec, ze intencje inne byly, wszystko na nic. znaczenie tekstu, serca jego bicie, powoluje do zycia czytelnik, nadzorowac i karac, slowami lajac za planowanie swiata jakby byl juz gotowy i do odkrycia. refren ten sam, melodia ludowa.

= [735] | +

oto wielka tajemnica farsy
o tym,ze na swiecie jest zle dowiadujemy sie bardzo wczesnie. predzej nawet niz to, w jaki sposob rozmnozyc sie, by zapewnic plynnosc systemu emerytalnego. najpozniej w szkole podstawowej odkrywamy przyjemnosc z pocierania narzadow rodnych ale wtedy juz wiemy, ze tata wychodzi rano do ROBOTY i przyjdzie na obiad, czasem takze PODCHMIELONY, ku rozpaczy matki. z biegiem miesiecy odkrywamy kolejne czesci ukladu pokarmowego i nawet przez mysl nam nie przejdzie paralela naszego zycia.
a trawieni jestesmy tak: najpierw zerwani z brzucha matki zostajemy umyci i wytarci sciereczka. zwazeni, ocenieni w skali od jeden do dziesiec musimy dojrzec. kolejne lata opiekuja sie nami ci, ktorzy maja nadzieje na spokojna starosc. w tej czesci swiat sklada sie ze sliny, gulgania i wydzieliny gruczolow matki. aby przelozenie bylo dokladniejsze, geba w ktora wpadlismy ogranicza nas, pcha dalej dawno wypracowanym schematem. nie podnos glosu, nie udez matki chocby kwiatkiem, na ojca reki bo uschnie, w kiblu woda jest be a o braciszka nalezy dbac.
do gardla wpadamy nie pamietajac nic z tego co bylo wczesniej - nic specjalnego. inicjacja przed magicznym pudelkiem w ktorym pani w okularach mowi wyrazy. czas, gdy wszystko jest mozliwe. szafa zamienia sie w lozko, za oknem czyha pan zorro porywajacy dzieci, jezdzacy czarna lada. w niedziele tata wygania wszystkich do kosciola, ale tam jest nudno i nic nie rozumiesz. na podworku dostajesz lekcje polityki i pornografii. w piwnicy pierwszy raz widzisz kino, dziewczynki dostepuja zaszczytu obmacania, gra w wojne, wyluszczanie ofermy, przywodcy, krolewny i ich sluzace. zabawa w dom, czyli wypadkowa osiedla.
zanim sie obejrzysz, jestes w szkole. nic fajnego, ale bedzie zdjecie z elementarzem i tytka z landrynkami. mama placze, ojciec burczy - poradzisz sobie - widzac przyszlego astronoma, albo lekarke. na pierwszej lekcji dowiesz sie, ze nie jestes sam do zabrania glosu, a uszy ma pani tylko dwa, choc slucha bydwoma na raz. dostajesz material do nauczenia sie. znaki, schematy. opowiesci, dobro i zlo. jasno nakreslone nakazy. zaczyna robic sie gorzko. to zgaga palaca w gardle - roznica miedzy tym, jaki jestes i jaki byc powinienes. statystycznie wyjdzie na jedno, zasada wielkich liczb, ale o tym pozniej. widzisz juz, ze przelyk jest waski, ciagnie sie jak inne flaki z olejem. z zoladka dobiegaja cie opowiesci, ile tam przestrzeni, pole do popisu, zyc nie umierac. wiec przesz przed siebie. bez pracy nie ma kolaczy, stac cie na wiecej. w scisku przelyku jest czas na dziewczyny, albo na chlopcow, jesli zamiast siusiaka masz cos innego. poznajesz nowe slowa, az dziw, ze nie uzywales ich wczesniej. pas uczy, ze nie mowi sie niektorych z nich, pas wie wszystko. pregi na dupie pokazywane na wu-efie, rekordy w skoku w dal, rzut pilka kto dalej. teraz juz znasz zasady, pasy przez jezdnie, czerwone swiatlo, urodziny babci, dni swiete swiecic.
idziesz do innej szkoly. nowa sytuacja, nowi ludzie. bedziesz mial zawod. powoli zaczyna sie trawienie. to tylko kwestia czasu, a za kilka lat zdrowa, miesista tkanka zacznie przejawiac oznaki zwyrodnienia. system trawienny asymiluje to co dobre, a odrzuca toksyny. czesc przezutego pokarmu przerabia dla potrzeb systemu, reszte wydala. tym sie zajmie jelito. wyssany, wycyckany, w zaleznosci od oceny autorytetow trawiennych, zostajesz przerobiony na wartosci odzywcze, albo na smierdzace odchody.
na razie jeszcze wszystko przed toba. jelita sa dlugie, pere metrow z okladem, powolna perystaltyka jelit przypadajaca na okres studiow i pierwszej pracy, pozwala ci myslec, ze jestes kowalem swojego losu. zgodnie z zasadami zakochujesz sie szybko i namietnie, pierwszy raz juz dawno za toba, jesli tego nie zrobiles powinienes sie teraz rozmnozyc. nie ma przeciez nic wartosciwszego, niz zasilic organizm nowymi wartosciami odzywczymi. przekazesz kod genetyczny i mysli nadrgyzione, oslinione, drazniace kubki smakowe, kapitulujace wobec kwasow zoladkowych, ale o tym sza. przyjemnie wiedziec, ze czesc ciebie trawionego systematycznie, moze zaczac wszystko od poczatku. moze utknie oscia w gardle, przebije tchawice, spowoduje niekontrolowane wymioty.
jednak zanim sie obejrzysz jelito cienkie bedzie tylko wspomnieniem i mimo, ze kurczowo trzymasz sie scianek grubego, swiatlo odbytu staje sie coraz bardziej widoczne. w koncu, stekajacy z wysilku organizm wyrzuca cie do jasnej muszli przeznaczenia, a tam juz tylko woda i kostka toaletowa aro, ktora brales przez omylke za boga, swiatelko na koncu tynelu wodociagow miejskich.

= [68] | +

przyciaganie jest szczegolna forma odpychania - calosc jest kombinacja jednosci

= [71] | +

ludzie sa niesmiertelni...
co teraz myslicie?

= [52] | +

w bezchmurny dzien, gdy konkretne promienie slonca ogrzewaja szczurka jurka ten ma nadmiar witaminy d, ktora nastraja go pozytywnie do dzialan, ktore wykona - bo przeciez jasne jest ze cos zrobi - ale ktorych nie planuje, ba, nawet nie przypuszcza jakie to dzialania stana sie jutro jego przeszloscia. jurek swiadomy tego co robi, wstaje z wyrka ale juz zupelnie nieswiadomie, mechanicznie schodzi po drewnianych schodach. stop, zatrzymuje sie i zastanawia nad tym, co wlasnie robi. stoi w polowie drogi na dol i mysli o tym, co zrobi dalej. teraz moze juz zejsc, wiec schodzi. martwi go fakt, ze wieksza czesc zycia kieruje sie przeczuciem, a podejmowanie decyzji odbywa sie nieswiadomie. skad ta podswiadomosc wie, co jurek chce zrobic i dlaczego nie moze sie dobrac do jej - jak mu sie wydaje - ogromnej wiedzy. nawet zakladanie skarpet odbywa sie poza jego nieskomplikowana swiadomoscia. proba zalozenia skarpety swiadomie obnaza przed nim beznadziejnosc proby swiadomego kierowania poczynaniami. wreszcie - coz to znaczy, ze zaklada skarpete swiadomie? przeciez swiadomie nie wykonuje kazdego ruchu, co najwyzej daje impuls do jego wykonania, reszta poprostu sie dzieje, jakby schemat dzialania wykonywany byl przez kogos innego. kolejna proba i szczurek jurek swoja swiadomosc zajmuje gapieniem sie w wybrany punkt na suficie. jednoczesnie wydaje - swiadomy - rozkaz chodzenia w kolo pokoju... i idzie!
w tym samym czasie, gdy promienie i witamina d i szczurek myslacy, filozofujacy i strumieniem swiadomosci wlasnej upajajacy sie jak poranna kawa z wloskiego ekspresu, mycha krycha spi. gdyby byla szczurkiem jurkiem zaraz po przebudzeniu zastanowilaby sie, jak to sie dzieje, ze gdy spi to snami nie wlada, czyli, ze jej mala mysia swiadomosc tez w pizamie i z opuchnietymi oczami pochrapuje w rytm krokow szczurka jurka po schodach, ktore to kroki uswiadomily przeciez jurkowi jakas tam tajemnice istnienia, z braku innej w tym miejscu i czasie. no i budzi sie mycha, szczurek juz dawno po pokoju pochodzil, zmeczyl sie chodzeniem i wyszedl na spacer. mycha sama jedna w mieszkaniu znow placze, ze za dlugo spala (jakby za dlugo nie spala, to by uswiadomila sobie swoja podswiadomosc i czulaby sie madrzejsza, a tak sie nie czuje i nie wie co stracila).
na chodniku szczurek jurek zatrzymuje ruchy ciala, bo nie chce, zeby gdzies lazilo bez jego swiadomej wiedzy. pytanie o podswiadomosc to jedno, ale sprawdzic jak dziala to go kreci. testu czesc pierwsza - idzie na dworzec kolejowy. cialo rusza w odpowiednim kierunku hihi... ta czesc jest tylko sprawdzianem, wlasciwie tworzy podklad pod czesc druga. jurek staje na szeroko rozstawionych nogach centralnie na dworcu glownym. wybiera wagon na peronie i wsiada. siada w pierwszym przedziale. wstaje i idzie do ostatniego. chwile pozniej pociag rusza, co powoduje ze swiadomosc znowu sie uaktywnia, ale tylko na chwile, zeby zaraz znowu zajac sie nuceniem melodii. niestety, melodia wkrotce bedzie nucona juz nieswiadomie, a swiadomie to on otworzy popielniczke, w ktorej lezy ogryzek. szczurek jurek wysiada na nastepnej stacji. jest w tym samym miescie, ale w miejscu, w ktorym nigdy nie byl. chwila analizy: jest w tym samym miescie, nigdy tu nie byl, chce dojsc tam gdzie mieszka. co robic?
po porannym prysznicu mycha krycha zauwaza swiat dokola, te promienie sloneczne zawsze ja nastrajaly optymistycznie. poniewaz nie jest swiadoma tego co rozegralo sie w pokoju przed jej przebudzeniem, ze zrozumieniem wita piosenke w radiu, w ktorej jeden pan spiewa, ze jest sterowany wciaz i ze nic nie moze zrobic. to jasne jak te promienie i mycha ochoczo przystaje na propozycje, zeby sie nie starac, bo jest taka jak ten pan. nawet ja to troche cieszy, bo podobno pan ma duzo kasy i wszyscy go lubia, a przeciez tak naprawde to krycha niczego wiecej nie chce oprocz akceptacji i tego by ja wszyscy lubili. poza tym, cos tam w srodku podpowiada jej (a co to takiego, to sie mycha zastanawiac nie bedzie), ze trzeba zrobic sniadanie. sniadanie jest pyszne.
szczurek wypowiada na glos polecenie samemu sobie: idz do domu, czyli w odpowiednim kierunku. cialo rusza... w prawo, a nie w lewo. swiadomosc wydaje sie byc aktywna jak rzadko kiedy. ulica, jurek chce zobaczyc wystawe sklepowa i cialo mu na to pozwala. przechodzi na druga strone, mija sklep. idzie ciagle. zaszedl juz dosc daleko, choc nie wiadomo, czy daleko do domu, czy od domu. mija pol godziny marszu, co jurek stwierdza swiadomie porownujac czas pokazywany przez uliczny zegar z tym, co pamieta na temat czasu wyjscia. jest w miejscu zupelnie obcym - choc jak sie nad tym zastanowi, to przeciez wie, ze stoi tu sklep z artykulami wedkarskimi i mozna kupic obwazanek za osiemdziesiat groszy sztuka. przystaje znowu, zeby ocenic sytuacje. nigdy tu nie byl, nie wie, w ktorym kierunku ma isc i dokad dojdzie, jezeli skreci za rogiem. podswiadomosc tez tego nie wie. co wiecej, zauwaza, ze nie moze juz na niej polegac. kolejny raz wypowiada polecenie: idz do domu - cialo stoi. dlaczego cialo stoi? dlaczego nie idzie w dowolnym kierunku udajac chocby, ze wie dokad idzie? przeciez nie grozi mu za te odrobine brawury zadna konsekwencja! - przepraszam, jak dojsc do centrum? musi sie pan wrocic ta ulica do konca i na skrzyzowaniu w lewo. ale to bardzo daleko, lepiej pojechac autobusem. jurek idzie na przystanek, podsmiewajac sie ze swojej podswiadomosci - swiadomie. urzeka go ten stan. juz nie raz zdarzalo mu sie miec przeczucie smiesznosci swoich swiadomych poczynan, a teraz nareszczie role sie odwrocily.
czas bez szczurka dluzyl sie niemilosiernie. a mieli przeciez zagrac w scrabble! nieobecnosc szczurka wlasnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny jeszcze raz potwierdzila stare przekonanie krychy, ze na mezczyznach nie mozna polegac. wiadomo, mama ostrzegala. pochodzila chwile po pokoju ukladajac w glowie co i jak mu powie jak wroci i zeby sobie nie myslal. trzy razy wyjrzala zza okno, za trzecim razem zobaczyla, ze pada snieg. na szczescie znowu odezwalo sie to niezawodne cos w srodku i kazalo jej zabrac sie za sprzatanie porozrzucanych po mieszkaniu ubran. no i stalo sie. mycha krycha odnalazla pod sterta swetrow, spodni i rajtuz szalik szczurka jurka. czwarty raz wyjrzala przez okno. no jednak pada. szczurek bez szalika, na dworze zimno, mimo, ze przeciez promienie od rana laskotaly zza firanek. w odruchu dobrego serca, a dobre serce mycha cenila ponad wszystko i nie raz mowila szczurkowi, ze gdyby choc polowe tego swojego gdybania w uczucia zamienil, to by na zawal nie zszedl, a to go niechybnie czeka, bo zamiast sercem to szkielkiem i okiem, tak wiec w odruchu dobrego serca mycha krycha z szalikiem w reku, w kurtce i kapciach na ulice wybiegla.
smieszna ta podswiadomosc. troche sie ponabijal jurek lecz wtem! co to? i gdzie ten przystanek, do ktorego szedl? zostal w tyle! trzeba kogos zapytac mysli sobie, lecz podswiadomosc - bardzo obecnie z nim sklocona, za to, ze sie z niej tak wysmiewal - mowi: nie pytaj, juz pytales, ludzie sie beda smiali, ze tak ciagle pytasz jakbys rozumu nie mial! szczurek stoi. rzeczywiscie czuje, ze wychodzi na glaba. z jednej strony co inni pomysla, z drugiej - o kurwa, jak zimno! tak, zimno - podpowiada cialo i cos jeszcze. reka do gory jedzie taksowka. dokad jechac? jurek wielce zdziwiony calym zajsciem potrzebuje chwile na zastanowienie. przeciez nie bylo mowy o taksowce i o podnoszeniu reki tez nie! szczurek wygramala sie z taryfy mimo, ze cialo w dreszczach a podswiadomosc snuje mroczne wizje o kierowcy w dresie. jurek postanawia isc piechota. zimno mu jak cholera, ale przeciez to nie jemu zimno tylko cialu, wiec niech teraz razem z ta podswiadomoscia marzna. jurkowi powoli wszystko zaczyna sie ukladac w myslach. wyznacza punkt na poczatku ulicy. idzie tam i mowi: teraz ide na drugi jej koniec, bo tamtedy droga do domu (plan miasta i sprawnosc zucha trapera). po drodze stara sie kierowac kazdym ruchem. idzie zygzakiem, klania sie przechodniom, podnosi papierki i wklada je do kieszeni. potem wyciaga je i kladzie w jakims miejscu - wszystko swiadomie! jurek zglebil tajemnice, wiec przyspiesza kroku, zeby podzielic sie nia z mycha, ktora pewnie spi w chacie, albo co gorsza mysli, ze na nim nie mozna polegac, tak jak jej mowila mama.
dopiero na ulicy mycha zauwaza, ze w kapciach wybiegla, czuje zimno od stop pelzajace po jej nagach, teraz juz mrowienie na pupie, dreszcz przez plecy i szczekanie zebami. no zimno jak cholera, no ja tego szczurka... co robic, co robic? marsz zamienia sie w trucht, a zziebniete wargi wypluwaja z siebie cos w rodzaju jurek, jurek, gdzie jestes, szalik, zimno. nagle mycha staje, bo wlasnie przypomniala sobie ostatni artykul z magazynu dla nowoczesnych kobiet. ze co sobie pomyslisz to sie stanie, jak tylko mocno sie postarasz i uwierzysz w sile swojego mozgu. neurolingwistyczne porgramowanie pomoglo juz niejednemu czlowiekowi w walce z przciwnosciami losu napisali w artykule. mycha mocno uszczypnela sie w prawe udo. bol byl na tyle dotkliwy, ze zrobilo sie cieplo, a kapcie przestaly stanowic problem. tak szybkie odnalezienie wyjscia z klopotliwej sytuacji napawalo kryche duma i pozwolilo na rozejrzenie sie dokola. piecset metrow od niej (tego akurat to mycha byla pewna, bo uprawiala kiedys lekkaatletyke), piecset, no moze jednak szescset metrow od niej zauwazyla szczurka jurka, siedem nieszczesc, chodzi w kolko i mruczy do siebie, papiery zbiera i az zsinialy z zimna. stare prawdy nie rdzewieja, pomyslala z zadowoleniem, mezczyzna bez kobiety to nawet do domu nie trafi.
szczurek jurek, na srodku chodnika promieniujacy energia tlumaczy myszy, ze teraz juz wie, iz cialo nie da mu spokoju przez nastepne dni i bedzie trulo dupe, ze sie zle czuje. mowi tez, ze swiadomosc jest zbyt wolna, zeby sie nia poslugiwac ciagle, zbyt wielu szczegolow potrzebuje, i ze lepsza w ciaglym dzialaniu jest podswiadomosc, bo dziala plynnie i szybko. jurek pogodzil sie z podswiadomoscia, choc do teraz nie wie, czym jest naprawde - swiadomym mysleniem, czy odruchowym dzialaniem. a mycha dala mu szalik i buziaka.

= [0] | +

korki uliczne nie sa wymyslem czlowieka, ale na pewno sa jego wytworem. kazdy kierowca, ktory probowal przebic sie przez duze miasto w godzinach szczytu wie jak taki korek wyglada. za duzo samochodow probuje przejechac po tej samej drodze w zbyt krotkim czasie. kazdy z nich chce jechac w innym kierunku, skreca w lewo, skreca w prawo, przepuszcza wjezdzajacych z ulic podrzednych, oglada czerwone swiatla, zagaduje sie z pasazerem, walczy z zepsutym rozrusznikiem... slowem wszystko co statystycznie prawdopodobne w takim korku ma miejsce.
tysiace puszek z jeszcze zywym miesem ludzkim, przerabiajace olej napedowy na cieplo poprzez rytmiczne tarcie tlokow o cylindry, prowadzace nieuchronnie do zniszczenia silnika. niestety w centrum duzych miast nie da sie juz wybudowac szerszych ulic. niestety samochody ciagle tanieja, niestety codziennie rodza sie nowi przechodnie, ktorzy w przyszlosci jeszcze chaotyczniej beda przechodzic przez jezdnie.
dzieki zaczopowanym ulicom ludzie w miescie pracuja od kilkudziesieciu minut do kilku godzin dluzej, ale nie sa juz w pracy, wiec to sie nie liczy. nie wspominaja o tym podczas niedzielnego obiadu u znajomych, nie wpisuja liczby wystanych w korku godzin do CV, nie wysylaja z tej podrozy pocztowek do rodziny, nie wlicza im sie to do emerytury. jesli, dajmy na to, ktos potrzebuje 45 minut, zeby dojechac do pracy i z niej wrocic, to dziennie traci w ten sposob 1,5 godziny. piec dni w tygodniu i mamy 7,5 godziny jazdy - czyli dodatkowy dzien pracy. w ciagu roku uzbieraja sie az 52 dni tego nikomu niepotrzebnego wysilku w tworzeniu korkow. zakladajac dodatkowo, ze przecietny samochod spala 6 litrow benzyny na godzine, to na korek kazdy potrzebuje 9 litrow dziennie, czyli ok. 27 zl. z tego wynika, ze stanie w korku jest rozrywka dosc droga, wrecz ekskluzywna. dla porownania, bilet do kina kosztuje kilkanascie zlotych, a kogo stac na to, zeby codziennie chodzic do kina? jakie wnioski z tych wyliczen plyna dla kulturalnych kierowcow? jestescie kulturalni to sobie odpowiedzcie.
haslo na dzis i jutro: NIE STOJ W KORKU, IDZ DO KINA!
ps. parkowanie samochodu w miejscu, gdzie nie wolno, jest wykroczeniem w swietle obowiazujacego prawa, moze zostac oblozone kara wysokosci zlotych. niestawienie sie na komendzie w zwiazku ze zlym parkowaniem moze stac sie przestepstwem zagrozonym kara wiezienia do dni. wynika z tego, ze niezrobienie czegos jest gorsze od zrobienia czegos zlego.

= [360] | +

Adrogen ma katar (catarrh), mimo to naciera sobie nozdrza (nostril) sniegiem, bo lubi. Jak mawia JPII pobieranie pradu ze sniegu jest przyszloscia tej naszej cywilizacji smierci. Przed bozym narodzeniem, albo przed narodzeniem sw mikolaja (jak kto woli) androgen zastanawia sie, czy cywilizacja smierci (w rozumieniu JPII) to dla androgen okreslenie pejoratywne (a co na to pejo?).
I tu dochodzimy do jadra klebowiska mysli jakie androgen ma w glowie. Relatywizm. Zgnily relatywizm co to umysl androgen jak czerw toczy. Ryba psuje sie od glowy. Nie dziwne wiec, ze cialo androgen wiotczeje, witamin coraz mniej, komorki nowotworowe zjadaja te, ktore kiedys dzieki mleku matki wytworzyly sie w organizmie. Znikaja kolejne swietosci, wartosci, prawdy objawione, tabu, etc., etc.
W dzisiejszym odcinku:
androgen zastanawia sie, kto ustala co ma sens a co go nie ma. I co jest wazne a co nie jest
androgen uwaza, ze autorytet to lenistwo
androgen sadzi, ze swietosc to kolejny byt ponad stan
androgen wie, ze relatywizm jest dla androgen niebezpieczny

= [2] | +

u androgen w kwadracie stoi piec. piec sluzy do zamiany pradu w cieplo. ten sluzy jednak tylko w okreslonych godzinach. poza (okreslonymi) godzinami piec nie dziala. w chacie wtedy jest zimno. tak juz jest, ze jedna noga jestesmy w elitarnym klubie bogatych panstw europejskich. i - tak tez jest - mamy telefony komorkowe wielkosci bialej myszki do rozmawiania bez koniecznosci ciagniecia druta, jednak w pewnych godzinach androgen nie ma ciepla - chyba, ze sobie ugotuje.
a w tej jednej z fajniejszych skrzynek, co to ja androgen ma na lewo i tylko panstwowe kanaly, jedna pani mowi, ze ktos sie jej na brzuch spuscil i wsystkiego dotykal. ale to dygresja, bo zimno i trzeba cos pisac, zeby palce rozgrzewac. telewizor tez niby na prad, ale ciepla nie daje.
androgen ostatnio przed snem pisze w glowie scenariusze o sasiadkach co to do radia gadaja. taka babcia, jak sie zawezmie, potrafi krzyczac do glosnika zmusic radio do nadawania - wchodzi w eter. jak to mozliwe? glosnik w odpowiednich warunkach jest mikrofonem a mikrofon moze byc glosnikiem... tak, tak... wiecej androgen nie powie, bo juz o prawa do ekranizacji poprosil androgen wajda, role staruszki zagra janda, nikomu nieznana autorka bloga pt. krystyna janda.
wypowiadajac sie na modny ostatnio temat boga, androgen twierdzi, ze istnieje tak samo jak cieplo w mieszkaniu - w zaleznosci od widzimisie szefa elektrowni.
czym rozni sie zyjacy w buszu papuas zywiacy sie robakami i wygladajacy na malpe od samej malpy z perspektywy piecdziesiatego pietra hotelu marriot?
ps.androgen sie nie opierdala tylko cieple szaliki czapki i skarpety na drutach robi, bo tu na biegunie zimna zimno i zimno.

= [2] | +

Androgen zastanawia sie dlaczego ludzie maja dzieci.
jak czesto (albo jak rzadko) ich rodzenie jest poprzedzone zastanawianiem sie nad sensem wydawania na swiat kolejnych istot? czy dzieci sa wynikiem schematycznego myslenia, czy tez chlodnej kalkulacji zyskow i strat? jak duzy wplyw ma kultura na stosunek do tych kwestii? czy to spolecznie konieczne - opieka nad starymi zapewniana przez mlode nowe pokolenia - idzie w parze z tym, co prywatne, jednostkowe? czy mozliwe jest wytworzenie wiezi porownywalnej do tej miedzy rodzicem a dzieckiem poza tym ukladem? a moze ta szczegolna wiez jest tylko kolejnym mitem, rodzajem umowy, schematem:"tak jest bo tak powinno byc"? i jezeli nawet to uczucie jest zarezerwowane dla dzieci i ich rodzicow, to czy jest na tyle interesujace, by poswiecic cos w zamian? jak myslicie?
androgen nie ma dzieci, wiec sie zastanawia.

= [27] | +

androgen w sobotnie popoludnie czyta archiwa blogowe i cieszy sie, ze tak duzo ciekawych spraw odnajduje. a poniewaz niektore z nich zajmuja mysli androgen od dawna, ustosunkuje sie teraz.
na szczescie
mozesz doswiadczyc szczescia, ale nie mozesz sie nim dzielic. najbardziej zywe doznanie szczescia jest pozawerbalne, pozarozumowe.
androgen ma pewne doswiadczenia z narkotykami i na tej podstawie pragnie nawiazac do wpisu gawla (25-08-2002 [16:33:31]). gawel podaje stan, jaki osiaga nacpany hera narkoman, jako stan szczescia. podaje takze wlasna definicje szczescia, ktora brzmi: "Poczucie szczęścia jest absolutnym zaspokojeniem, nie potrzeba już nic więcej, nie ma sensu wykonywać jakichkolwiek czynności, bo one już nic nie znaczą, błogostan, nirvana jest teraz.". zarzuty, padajace w komentarzach, jakoby byla to definicja przyjemnosci, sa wedlug androgen bezpodstawne, a opiera swoje przekonanie na doswiadczeniu. androgen zgadza sie z tym, co napisal gawel, choc wie, ze prawdopodobnie kazdy ma wlasne, niepowtarzalne wyobrazenie przyjemnosci jak i szczescia. w pierwszym przypadku - jest to dla androgen stan krotkotrwaly, wystepujacy jako czesc rzeczywistosci odbieranej w pewnym momencie, wspolwystepujacy z innymi doznaniami. szczescie natomiast, jest rzeczywistoscia sama w sobie, poza ktora nie ma nic innego. I nie chodzi tu o to, jak dlugo ten stan utrzymuje sie, ale raczej o to, ze wypelnia wszystko. mowienie o szczesciu wiecznym jest dla androgen mowieniem o ideale - tak jak np. definicja kola - nie bedacym w zasiegu naszych mozliwosci.
odnoszac sie do definicji szczescia tatarkiewicza (szczęście to "pełne i trwałe zadowolenie z całości życia") androgen ma watpliwosci. czy w mysl tej definicji szczescie to nie jest raczej krotkotrwala przyjemnoscia, pojawiajaca sie w momencie zastanowienia sie nad tym, czy jest sie zadowolonym z dotychczasowego zycia? i co to znaczy trwale zadowolenie? jak mierzyc te trwalosc? Czy w ogole mozna mowic o szczesciu, czyms ze swej natury indywidualnym i subiektywnym, za pomoca definicji? a moze szczescie mozna stopniowac? (to odnosnie dyskusji na temat co juz szczesciem jest, a co jeszcze nie).
kontakt z trawa, czy haszem nie dal stanu szczescia, mimo, ze przyjemnosc byla ogromna. takze amfetamina szczescia nie dala - choc byla kochana. androgen uwaza, ze wiaze sie to z charakterem dzialania tych dragow na swiadomosc.dopiero ekstaza i grzyby - zmieniajace wyraznie swiadomosc -doprowadzily do stanu szczescia (i to kurwa mac jakiego!). prawdopodobnie dzialanie narkotykow, takich jak koka, hera czy lsd takze wprowadza w stan szczescia, tego androgen moze sie jedynie domyslac. chodzi o to, ze wymienione uzywki zmieniaja rzeczywistosc zupelnie, a trawa czy hasz tylko czesciowo. pod wplywem ostrych dragow czlowiek caly jest szczesciem.
androgen zgadza sie rowniez z twierdzeniem gawla, ze ten stan szczescia wystepuje wylacznie poza czlowieczenstwem mimo, ze przeciez z czlowieczenstwa wynika. "stan szczęścia jest dla człowieka zabójczy", to prawda, lecz odnosi sie wylacznie do zycia biologicznego. nie wiadomo natomiast, czy rownie zabojczy wplyw ma na mysli - czyli, czy doprowadza do zakonczenia procesu myslowego w ogole.
poczucie szczescia jest poza hierarchia rzeczy dobrych, lepszych, gorszych. szczescie jest stanem, w ktorym nie liczy sie nic poza nim samym. paradoksalnie, nie ma rowniez znaczenia jak dlugo stan ten bedzie sie utrzymywal, ani jakie beda konsekwencje trwania w nim. wszelkie proby skonceptualizowania go sprawiaja, ze sie od niego odsuwamy i zafalszowujemy.
se napisal w komentarzu: "rany, rownie dobrze mozesz sobie podlaczyc elektrody do mozgo i draznic pradem osrodki przyjemnosci. permanentny orgazm gwarantowany. problem w tym, ze jesli sie obudzisz, to bedziesz mial prawdopodobnie cholerne uczucie niespelnienia, pustki, i inne takie tam fajne rzeczy. mi po prostu sie wydaje, ze cos takiego ze "szczesciem" ma niewiele wspolnego, szczescie to nie doznawianie przyjemnosci, to poczucie sensu, spelnienia, i innych tego typu bzdur". androgen uwaza, ze to, w jaki sposob wprowadzisz sie w stan szczescia nie ma znaczenia, moga byc i elektrody. to, co bedzie po tym jak sie obudzisz, to juz bedzie inny stan, a nie stan szczescia, wiec zaden to argument. poglad se na szczescie (tak to androgen widzi) nie dotyczy tak naprawde uczucia szczescia doznawanego przez konkretna jednostke, to jakies idealny byt, oderwany od doswiadczenia osobniczego. narkoman - jak kazda inna jednostka spoleczna - moze miec poczucie "sensu, spelnienia i innych tego typu bzdur", bo nie zalezy to od srodkow jakie sobie zaaplikowal. to sa w ogole jakies figury retoryczne, powtarzane w spoleczenstwie w celu utrzymania jednostki w ryzach (zeby byla przydatna, produktywna, itp).
definiowanie przez spoleczenstwo pojecia szczescia jest proba narzucenia jednostce calego systemu wartosci, ktore spoleczenstwo uwaza za konieczne do dalszego rozwoju, a przynajmniej trwania. wypowiedz se z gory zaklada te wartosci, jako oczywiste i obowiazujace a priori. z takim bagazem se nie moze zgodzic sie z wypowiedzia gawla (i z pogladami prezentowanymi przez androgen), poniewaz startuje z innego poziomu. wszystko wiec rozbija sie znowu o sprawy najbardziej podstawowe, czyli nasze (kazdego z osobna) podejscie do swiata i siebie samego.

= [183] | +

androgen wcina czeresnie z kompotu z irlandzka whiskey.androgen mysli, ze to bylaby niezla fucha sprzedawac kompoty, dziwne, ze te wszystkie babcie na targu oprocz twarogu, bunca i innych nie sprzedaja owocowych przetworow.
androgen ma dzis swieto. kompiel w zoltej wodzie - nie sikana - solonej solami, naolejonej olejkami i naperfumowanej perfumami. cialo androgen mialo dzieki temu odmlodniec, wypiekniec i nie swiezbic.ale swiezbi, mlodsze jest tylko umownie a piekne pozostanie takie jakie bylo. za to odmlodnial umysl, wypieknial i juz nawet nie swiezbi tak bardzo.
androgen lazi po kwadracie nawolujac: tyyyytun, tyyytun, tytunnnnn....
dzis androgen leciala jucha z palucha, wskazujacego.
a teraz pestka w gebie, pur tla.
ps. androgen obwieszcza: jesli nacisniesz na wykrzyknik, poplyna dzwieki. (cofaj sie malymi krokami do kratki kilka zielonych prostokatow nizej).

= [4] | +

Androgen lubi jak palce we wlosach i lubi gdy usta na czole i nos na karku i jezyk w uchu.
kwik kwik
glaskanie to najwiekszy wynalazek. lizanie tez i wachanie. bo androgen lubi wachac, wachanie to jest to co lubi androgen. gra w calowanie warg jest chyba lepsza od chinczyka, ale androgen pewnosci nie ma.
ten wpis jest sentymentalny. androgen lubi sentymentalne kawalki. ale tylko czasami. dzis jest to czasami. androgen lubi was wszystkich. androgen szczerzy zeby do siebie i wciaga wargi jak odkurzacz. androgen gapi sie na siebie najlepiej bez lustra.
androgen ma plan wakacyjny, pojedzie do rumunii z szachownica. byliscie w rumunii? a chlopaki z szachownicy w kanzas usmiechaja sie od ucha do ucha. androgen dolaczy do nich niebawem i juz sie na to niebawem cieszy.
a teraz ostrowska i pochmurny dzien, jezeli znacie te piosenke.

= [9] | +

systematyczne badanie gestosci masy kostnej w czasie leczenia blokujacego androgen moze pozwolic na wczesne wykrycie potencjalnych zlaman nerwowych.
małe stężenie endogennych androgenów zwiększa ryzyko miażdżycy.
angiogeneza guza mozgu sluzy jako niezależny czynnik prognostyczny po rozległej radykalnej ezofagektomii z powodu inwazyjnego raka płaskon.
androgen lechce zainteresowanie medycyny sprawami androgen.
dlatego uwaga! androgen uzaleznia. ale nie martwcie sie, swiat jest lepszy od tego, na jaki wyglada.
dlatego (tez): miej siebie na twarzy, czyli jak cie widza, tak cie slysza.
dobra dobra

= [2] | +

= [3] | +

kierowana w przeddzien dnia zadusznych przez androgen akcja "mobilne szczatki", miala na celu sprawdzenie, jak bardzo i do czego przywiazani sa ludzie. w ogromnym przedsiewzieciu uczestniczylo tysiac tysiecy w roznym stopniu mobilnych jednostek. wazne bylo przy tym zalozenie akcji, ktore nakazywalo przerzucenie robotnikow zdala od miejscowosci rodzinnych.
po pierwsze, centrum dowodzenia wylonilo z rzeszy pracownikow sztaby regionalne. te z kolei podzielily sie na druzyny, z ktorych kazda wybrala w jawnym glosowaniu osobe, ktora je wobec komorki nadrzednej reprezentowala. centrum dowodzenia w porozumieniu ze sztabami regionalnymi i z wykorzystaniem specjalnie w tym celu wykonanego systemu elektronicznego przetwarzania danych, okreslilo miejsce "przerzutu", dla kazdej jednostki cmentarnej. przy pomocy kilkudziesieciu ciezarowek, kilkuset prywatnych samochodow osobowych i struktury kolei panstwowych - w charakterze kregoslupa logistyki - rozpoczal sie proces transferu, ktory trwal osiem godzin i dwadziescia siedem minut. akcja przebiegla planowo i bez zaklocen. zadowolona sila robocza zostala rozwieziona do domow, a na jej rece zostaly wyplacone pieniadze. w efekcie tysiac tysiecy zwlok i szczatkow zostalo przeniesionych na nowe miejsca. nacisk kladziono na pozostawienie nienaruszona warstwy widocznej grobow - w duzej czesci lastriko, marmur wszelakiej jakosci i inne szlifowane czesci planety. ostatnim elementem akcji bylo postawienie przy kazdym grobie tabliczki informujacej odwiedzajacych dokad szczatki zostaly przetransferowane, a takze - dla zupelnej jasnosci - poinformowanie w jej ramach, czyje szczatki leza aktualnie w miejscu, w ktorym czytajacy tabliczke stoja.
zakonczyla sie pierwsza czesc, na wyniki przyjdzie poczekac do jutra.

= [4] | +

drogi androgen
poznaj ryska
my poznalismy go w dziwnych okolicznosciach
wydawal sie nam niesmialy, ale po chwili pokazal cienie
potem poszlo jak z platka, narobilismy chmur i problemow
kontrast byl i owszem, mocny skurwiel po byku
za chwile przyszli kumple ryska i zaczela sie impreza
czyste pole zamienilo sie w rzeznie mozgowych popierdywan
na szczescie dziura w przestrzeni nie wylala sie pradem
a sofa z wdziekiem przyjmowala nasze ciala pelne fotonow
przybylych z odleglej galaktyki w gwiazdozbiorze kartofla
nagle wszystko stalo sie jasne - rysiek byl nie z tego ukladu
dlugo zastanawialismy sie kim lub czym jest rysiek...
a rysiek byl jednostanowym snopem spolaryzowanej radosci
kafelki biegaly w prawdzie chaotycznie po teraqocie
nie bylo jednak niepokoju wlasnie odbezpieczonego granatu
bylo natomiast doznanie wielkiego naplywu wspanialej muzyki
zamieniajace nasze gabki w ptasie mleczko rozkoszy
w komunikacji odnotowalismy pozytywny przyrost

= [5] | +

generacja pic
androgen zauwaza pojawienie sie nowej generacji, generacji pic reprezentowanej z nazwiska przez maslowska, costam kids on de blok i swietlickiego z krakowa. rzesze maniakow radiowych i medialnych guru z lizutem i jego kumplami na czele majacych pic do przekazania, czestuja androgen swoim produktem i wciaz kaza rzygac, bo to teraz modne. jest to oczywiscie czesc wyrafinowanej gry, polegajacej na ciaglej konsumpcji - na co zwraca uwage wielebny piatek. generacja pic ubolewa, ze lacza ja z generacja dres tylko narkotyki, a nie dante i pynchon. takze trzcin godny rodrigez jest przeciwko. generacja pic - albo raczej degeneracja, usiluje wmowic generacji androgen, ze powinno sie tworzyc dziela i buntowac przeciwko dla zasady, a androgen kurwa nie wie jak! androgen miewa zle sny odkad wie, ze jak nie zauwazy i spotka, to tamten go zabije. dlatego androgen nie lubi tych uwielbianych bogow depresji. androgen ma oczy i widzi przez nie smutne ulice, a chce widziec - chocby oczyma wyobrazni - rzeczy, ktore ciesza i bawia.
uprasza sie wiec, by ci smutni artysci sporzadzili cos wesolego w miare mozliwosci, albo poszli uprawiac brukiew. albo wlaczyli sie w akcje pajacyk, bo im wiecej mowy o tym, ze nic, tym bardziej rosnie w sile pic.
a teraz androgen, wierny uczen akademii pana kleksa, sprobuje uleczyc swe rany. by spac spokojnie i nie moczyc sie w nocy poleca gry i zabawy:
snieg - jest swietny na glowe, wiec jezeli czujesz tarcie mysli, wez do nosa i baw sie madroscia
lesne skrzaty - jesli plastikowy serial wydaje ci sie malo kolorowy, zapros do zabawy piecdziesiat malych brazowych przyjaciol
dropsy - lepsze od najlepszych krowek i landrynek. szczescie nabiera nowego znaczenia, w kazdym razie nie warto sie tego pozbawiac

= [4] | +

od samego rana androgen na nogach. kupuje sery i szynki, a jednoczesnie spi w najlepsze. podczas odliczania pieniedzy na bulki z serem, sni o remizie i bojce na dyskotece i widzi kolege z talerzem na glowie. potem wstaje z wyra i wchodzi do klatki. myje zeby robiac kawe. siada do stolu i prowadzi ze soba dialog. siada przed komputerem i pisze bloga. wychodzi do sklepu po zabke, ale i tak nie przestaje pisac. androgen mysli, ze milosc to jest wtedy, gdy sie pozwala na obwachiwanie. androgen zgadza sie z tym w zupelnosci. androgen siedzi w domu, co pozwala uniknac smiertelnych wypadkow. dla rekompensaty funduje sobie jednak smierc na raty. zapala papierosa, mimo, ze wcale nie pali. androgen planuje swoj dzien skrupulatnie, od rana do wieczora, robi to w celach czysto estetycznych, lubi ramki i wykrzykniki. androgen dziala przewidywalnie i nieprzewidywalnie, jednak zwykle odwrotnie do oczekiwan. androgen zadaje pytania. dobrze sie z nimi czuje, do ulubionych zalicza pytanie o pytanie. na lewej lopatce, albo na prawym piszczelu ma wytatuowany maly pytajnik. androgen wchodzi na piec, po to aby stwierdzic, ze jest tam niewygodnie. androgen duzo mysli, aktualnie zastanawia sie nad tym jak skonstruowac telewizor z plaskim kineskopem uzywajac krzywej deski i sznurka. telewizor to jedna z tych fajniejszych skrzynek w kwadracie, na ktora androgen gapi sie pasjami. androgen moze tak pisac bez konca, ale tego nie robi.
dzisiaj w komentarzu odpowiedz na pytanie

= [2] | +

podobaja nam sie nasze ciala - wszystko sie w nich rusza.
pielegnujemy je, bo przeciez bez nich nie bylo by nas.

= [4] | +

Counter by Free-Stats.com