w bezchmurny dzien, gdy konkretne promienie slonca ogrzewaja szczurka jurka ten ma nadmiar witaminy d, ktora nastraja go pozytywnie do dzialan, ktore wykona - bo przeciez jasne jest ze cos zrobi - ale ktorych nie planuje, ba, nawet nie przypuszcza jakie to dzialania stana sie jutro jego przeszloscia. jurek swiadomy tego co robi, wstaje z wyrka ale juz zupelnie nieswiadomie, mechanicznie schodzi po drewnianych schodach. stop, zatrzymuje sie i zastanawia nad tym, co wlasnie robi. stoi w polowie drogi na dol i mysli o tym, co zrobi dalej. teraz moze juz zejsc, wiec schodzi. martwi go fakt, ze wieksza czesc zycia kieruje sie przeczuciem, a podejmowanie decyzji odbywa sie nieswiadomie. skad ta podswiadomosc wie, co jurek chce zrobic i dlaczego nie moze sie dobrac do jej - jak mu sie wydaje - ogromnej wiedzy. nawet zakladanie skarpet odbywa sie poza jego nieskomplikowana swiadomoscia. proba zalozenia skarpety swiadomie obnaza przed nim beznadziejnosc proby swiadomego kierowania poczynaniami. wreszcie - coz to znaczy, ze zaklada skarpete swiadomie? przeciez swiadomie nie wykonuje kazdego ruchu, co najwyzej daje impuls do jego wykonania, reszta poprostu sie dzieje, jakby schemat dzialania wykonywany byl przez kogos innego. kolejna proba i szczurek jurek swoja swiadomosc zajmuje gapieniem sie w wybrany punkt na suficie. jednoczesnie wydaje - swiadomy - rozkaz chodzenia w kolo pokoju... i idzie!
w tym samym czasie, gdy promienie i witamina d i szczurek myslacy, filozofujacy i strumieniem swiadomosci wlasnej upajajacy sie jak poranna kawa z wloskiego ekspresu, mycha krycha spi. gdyby byla szczurkiem jurkiem zaraz po przebudzeniu zastanowilaby sie, jak to sie dzieje, ze gdy spi to snami nie wlada, czyli, ze jej mala mysia swiadomosc tez w pizamie i z opuchnietymi oczami pochrapuje w rytm krokow szczurka jurka po schodach, ktore to kroki uswiadomily przeciez jurkowi jakas tam tajemnice istnienia, z braku innej w tym miejscu i czasie. no i budzi sie mycha, szczurek juz dawno po pokoju pochodzil, zmeczyl sie chodzeniem i wyszedl na spacer. mycha sama jedna w mieszkaniu znow placze, ze za dlugo spala (jakby za dlugo nie spala, to by uswiadomila sobie swoja podswiadomosc i czulaby sie madrzejsza, a tak sie nie czuje i nie wie co stracila).
na chodniku szczurek jurek zatrzymuje ruchy ciala, bo nie chce, zeby gdzies lazilo bez jego swiadomej wiedzy. pytanie o podswiadomosc to jedno, ale sprawdzic jak dziala to go kreci. testu czesc pierwsza - idzie na dworzec kolejowy. cialo rusza w odpowiednim kierunku hihi... ta czesc jest tylko sprawdzianem, wlasciwie tworzy podklad pod czesc druga. jurek staje na szeroko rozstawionych nogach centralnie na dworcu glownym. wybiera wagon na peronie i wsiada. siada w pierwszym przedziale. wstaje i idzie do ostatniego. chwile pozniej pociag rusza, co powoduje ze swiadomosc znowu sie uaktywnia, ale tylko na chwile, zeby zaraz znowu zajac sie nuceniem melodii. niestety, melodia wkrotce bedzie nucona juz nieswiadomie, a swiadomie to on otworzy popielniczke, w ktorej lezy ogryzek. szczurek jurek wysiada na nastepnej stacji. jest w tym samym miescie, ale w miejscu, w ktorym nigdy nie byl. chwila analizy: jest w tym samym miescie, nigdy tu nie byl, chce dojsc tam gdzie mieszka. co robic?
po porannym prysznicu mycha krycha zauwaza swiat dokola, te promienie sloneczne zawsze ja nastrajaly optymistycznie. poniewaz nie jest swiadoma tego co rozegralo sie w pokoju przed jej przebudzeniem, ze zrozumieniem wita piosenke w radiu, w ktorej jeden pan spiewa, ze jest sterowany wciaz i ze nic nie moze zrobic. to jasne jak te promienie i mycha ochoczo przystaje na propozycje, zeby sie nie starac, bo jest taka jak ten pan. nawet ja to troche cieszy, bo podobno pan ma duzo kasy i wszyscy go lubia, a przeciez tak naprawde to krycha niczego wiecej nie chce oprocz akceptacji i tego by ja wszyscy lubili. poza tym, cos tam w srodku podpowiada jej (a co to takiego, to sie mycha zastanawiac nie bedzie), ze trzeba zrobic sniadanie. sniadanie jest pyszne.
szczurek wypowiada na glos polecenie samemu sobie: idz do domu, czyli w odpowiednim kierunku. cialo rusza... w prawo, a nie w lewo. swiadomosc wydaje sie byc aktywna jak rzadko kiedy. ulica, jurek chce zobaczyc wystawe sklepowa i cialo mu na to pozwala. przechodzi na druga strone, mija sklep. idzie ciagle. zaszedl juz dosc daleko, choc nie wiadomo, czy daleko do domu, czy od domu. mija pol godziny marszu, co jurek stwierdza swiadomie porownujac czas pokazywany przez uliczny zegar z tym, co pamieta na temat czasu wyjscia. jest w miejscu zupelnie obcym - choc jak sie nad tym zastanowi, to przeciez wie, ze stoi tu sklep z artykulami wedkarskimi i mozna kupic obwazanek za osiemdziesiat groszy sztuka. przystaje znowu, zeby ocenic sytuacje. nigdy tu nie byl, nie wie, w ktorym kierunku ma isc i dokad dojdzie, jezeli skreci za rogiem. podswiadomosc tez tego nie wie. co wiecej, zauwaza, ze nie moze juz na niej polegac. kolejny raz wypowiada polecenie: idz do domu - cialo stoi. dlaczego cialo stoi? dlaczego nie idzie w dowolnym kierunku udajac chocby, ze wie dokad idzie? przeciez nie grozi mu za te odrobine brawury zadna konsekwencja! - przepraszam, jak dojsc do centrum? musi sie pan wrocic ta ulica do konca i na skrzyzowaniu w lewo. ale to bardzo daleko, lepiej pojechac autobusem. jurek idzie na przystanek, podsmiewajac sie ze swojej podswiadomosci - swiadomie. urzeka go ten stan. juz nie raz zdarzalo mu sie miec przeczucie smiesznosci swoich swiadomych poczynan, a teraz nareszczie role sie odwrocily.
czas bez szczurka dluzyl sie niemilosiernie. a mieli przeciez zagrac w scrabble! nieobecnosc szczurka wlasnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny jeszcze raz potwierdzila stare przekonanie krychy, ze na mezczyznach nie mozna polegac. wiadomo, mama ostrzegala. pochodzila chwile po pokoju ukladajac w glowie co i jak mu powie jak wroci i zeby sobie nie myslal. trzy razy wyjrzala zza okno, za trzecim razem zobaczyla, ze pada snieg. na szczescie znowu odezwalo sie to niezawodne cos w srodku i kazalo jej zabrac sie za sprzatanie porozrzucanych po mieszkaniu ubran. no i stalo sie. mycha krycha odnalazla pod sterta swetrow, spodni i rajtuz szalik szczurka jurka. czwarty raz wyjrzala przez okno. no jednak pada. szczurek bez szalika, na dworze zimno, mimo, ze przeciez promienie od rana laskotaly zza firanek. w odruchu dobrego serca, a dobre serce mycha cenila ponad wszystko i nie raz mowila szczurkowi, ze gdyby choc polowe tego swojego gdybania w uczucia zamienil, to by na zawal nie zszedl, a to go niechybnie czeka, bo zamiast sercem to szkielkiem i okiem, tak wiec w odruchu dobrego serca mycha krycha z szalikiem w reku, w kurtce i kapciach na ulice wybiegla.
smieszna ta podswiadomosc. troche sie ponabijal jurek lecz wtem! co to? i gdzie ten przystanek, do ktorego szedl? zostal w tyle! trzeba kogos zapytac mysli sobie, lecz podswiadomosc - bardzo obecnie z nim sklocona, za to, ze sie z niej tak wysmiewal - mowi: nie pytaj, juz pytales, ludzie sie beda smiali, ze tak ciagle pytasz jakbys rozumu nie mial! szczurek stoi. rzeczywiscie czuje, ze wychodzi na glaba. z jednej strony co inni pomysla, z drugiej - o kurwa, jak zimno! tak, zimno - podpowiada cialo i cos jeszcze. reka do gory jedzie taksowka. dokad jechac? jurek wielce zdziwiony calym zajsciem potrzebuje chwile na zastanowienie. przeciez nie bylo mowy o taksowce i o podnoszeniu reki tez nie! szczurek wygramala sie z taryfy mimo, ze cialo w dreszczach a podswiadomosc snuje mroczne wizje o kierowcy w dresie. jurek postanawia isc piechota. zimno mu jak cholera, ale przeciez to nie jemu zimno tylko cialu, wiec niech teraz razem z ta podswiadomoscia marzna. jurkowi powoli wszystko zaczyna sie ukladac w myslach. wyznacza punkt na poczatku ulicy. idzie tam i mowi: teraz ide na drugi jej koniec, bo tamtedy droga do domu (plan miasta i sprawnosc zucha trapera). po drodze stara sie kierowac kazdym ruchem. idzie zygzakiem, klania sie przechodniom, podnosi papierki i wklada je do kieszeni. potem wyciaga je i kladzie w jakims miejscu - wszystko swiadomie! jurek zglebil tajemnice, wiec przyspiesza kroku, zeby podzielic sie nia z mycha, ktora pewnie spi w chacie, albo co gorsza mysli, ze na nim nie mozna polegac, tak jak jej mowila mama.
dopiero na ulicy mycha zauwaza, ze w kapciach wybiegla, czuje zimno od stop pelzajace po jej nagach, teraz juz mrowienie na pupie, dreszcz przez plecy i szczekanie zebami. no zimno jak cholera, no ja tego szczurka... co robic, co robic? marsz zamienia sie w trucht, a zziebniete wargi wypluwaja z siebie cos w rodzaju jurek, jurek, gdzie jestes, szalik, zimno. nagle mycha staje, bo wlasnie przypomniala sobie ostatni artykul z magazynu dla nowoczesnych kobiet. ze co sobie pomyslisz to sie stanie, jak tylko mocno sie postarasz i uwierzysz w sile swojego mozgu. neurolingwistyczne porgramowanie pomoglo juz niejednemu czlowiekowi w walce z przciwnosciami losu napisali w artykule. mycha mocno uszczypnela sie w prawe udo. bol byl na tyle dotkliwy, ze zrobilo sie cieplo, a kapcie przestaly stanowic problem. tak szybkie odnalezienie wyjscia z klopotliwej sytuacji napawalo kryche duma i pozwolilo na rozejrzenie sie dokola. piecset metrow od niej (tego akurat to mycha byla pewna, bo uprawiala kiedys lekkaatletyke), piecset, no moze jednak szescset metrow od niej zauwazyla szczurka jurka, siedem nieszczesc, chodzi w kolko i mruczy do siebie, papiery zbiera i az zsinialy z zimna. stare prawdy nie rdzewieja, pomyslala z zadowoleniem, mezczyzna bez kobiety to nawet do domu nie trafi.
szczurek jurek, na srodku chodnika promieniujacy energia tlumaczy myszy, ze teraz juz wie, iz cialo nie da mu spokoju przez nastepne dni i bedzie trulo dupe, ze sie zle czuje. mowi tez, ze swiadomosc jest zbyt wolna, zeby sie nia poslugiwac ciagle, zbyt wielu szczegolow potrzebuje, i ze lepsza w ciaglym dzialaniu jest podswiadomosc, bo dziala plynnie i szybko. jurek pogodzil sie z podswiadomoscia, choc do teraz nie wie, czym jest naprawde - swiadomym mysleniem, czy odruchowym dzialaniem. a mycha dala mu szalik i buziaka.